Z ubolewaniem wysłuchałem wypowiedzi jednego z policyjnych liderów związkowych, który w rozmowie multimedialnej opowiadał o trudach służby w swojej formacji.
Wiadomo, że to jest ciężka robota, obarczona dużym stresem i bardzo często niebezpieczna. Jednak związkowiec poszedł o krok dalej. Zaczął porównywać służbę w swojej formacji do służby w Wojsku. Żołnierze głównie siedzą w koszarach i tylko ćwiczą, a jak mieli jechać na granicę, to wzięli L4.
Cóż można odpowiedzieć na taki stek bzdur…
Poniżej zaprezentuję podejście rzeczowe.
Sam fakt, że żołnierze ćwiczą i non stop wyjeżdżają na poligony, jest czynnikiem naszego bezpieczeństwa zewnętrznego. Policja i inne służby mundurowe, Straż Graniczna, Państwowa Straż Pożarna i Służba Więzienna, odpowiadają za bezpieczeństwo wewnętrzne. Na Wojsku spoczywa odpowiedzialność za ten drugi aspekt bezpieczeństwa państwa.
Nowoczesna broń, w którą wyposażona jest armia, doskonale sprawdza się na ukraińskiej wojnie. Kraby, Leopardy, Abramsy, Rosomaki, a nawet nasza duma pierwszych dekad odzyskanej wolności, PT-91 Twardy - są postrachem Rosjan. Dodać należy myśliwce F-16 i leciwe Migi-21, które po modyfikacjach, dają się Rosjanom solidnie we znaki. Dodać trzeba także „ręczne rakiety Piorun”, które wbrew przekonaniu niektórych posłów koalicji rządzącej, nie są produkowane ręcznie, tylko ręcznie odpalane. I zdążyły pokazać dobitnie Rosyjskim lotnikom, kto jest szefem podwóra.
Najskuteczniejszą formą obrony kraju jest odstraszanie, polegające na zbudowaniu potencjału militarnego na tyle potężnego, aby skłonić potencjalnych najeźdźców do konkluzji, że napaść jest nieopłacalna, bo wiąże się ze zbyt wielkimi stratami i wydatkami.
Polska sukcesywnie buduje swój potencjał odstraszania, a jego nieodzownym składnikiem jest, obok ilości i jakości uzbrojenia, wyszkolenie żołnierzy, którzy będą je obsługiwać. Ktoś musi przecież z tych aramtohaubic strzelać. Ktoś musi umieć manewrować tymi Abramsami. Ktoś musi umieć latać tymi F-16, a obecnie także F-35. Czy to jest służba bezpieczniejsza niż w Policji? Na co dzień być może tak. Ale wypadki się zdarzają. W tragicznym roku 2024 śmierć poniosło 7 żołnierzy. Oprócz poległego na granicy sierżanta Mateusza Sitka, o którym będzie mowa za chwilę, zginęli również żołnierze odbywający trening spadochronowy, a także żołnierze z innej jednostki, ćwiczący w górach. Łącznie siedmiu.
Czy oni przed wyjazdem na poligon, mogli rzucić L4? Ile razy taki fortel by się im udał? Powiedz żołnierzowi z 6 Brygady, żeby się wymigał od szkolenia spadochronowego. Albo komandosowi, żeby ściemnił i nie jechał w góry ze swoją jednostką. Ale zaraz potem się odsuń, bo w odpowiedzi mogą cię zabić śmiechem.
Żołnierze muszą jeździć na poligony. Rotacja na szkoleniach, to chleb powszedni tej służby w okresie pokoju. Niezależnie od pogody, pory roku i rodzinnych trosk. Oni brną w błocie i marzną w ryku stalowych potworów, abyś ty mógł wykonywać swoją część roboty, chronić bezpieczeństwo wewnętrzne. Dzięki temu, że widać ich i ich śmiercionośne narzędzia pracy, jak dotąd ze wschodu nie naciera na nas wroga armia, a jedynie grupy agresywnych migrantów.
I tu wracamy do bohaterskiego sierżanta. Jak myślisz, kolego policjancie, co on robił na granicy? Skąd się tam wziął, skoro według ciebie granicy strzegą wyłącznie policjanci.
Otóż granicy strzeże 500 policjantów, ale także od 6 do 8 tysięcy żołnierzy. I to jest służba na pierwszej linii, wiążąca się z wykonywaniem zadań bojowych, przy wykorzystaniu długiej broni i ostrej amunicji. Obarczona takim samym ryzykiem utraty zdrowia i życia, jakiemu podlegają funkcjonariusze.
Są wśród policjantów tak zadufani osobnicy, że mimo tych faktów, nadal trzymają się tezy o monopolu Policji na ofiarność. Bo w początkowej fazie wojny hybrydowej, wtedy, gdy powstawało pierwsze ogrodzenie, z drutu, i toczyła się bitwa w Kuźnicy Białostockiej, to całość roboty spadła na policjantów.
To jest nieprawda. W Kuźnicy tak samo na atak wystawieni byli z tarczami żołnierze Żandarmerii Wojskowej i strażnicy graniczni. A także strażacy, obsługujący armatki wodne.
W na zielonej linii posterunki obsadzali po równo wszyscy. W czasie pierwszej wojennej zimy, na przełomie lat 2021/22, gdy system obrony dopiero się konsolidował i służba graniczna przebiegała często w warunkach improwizacji, wielką robotę wykonali strażnicy graniczni, których związkowcy, głownie z Oddziału Nadwiślańskiego, prowadzili zbiórki wyposażenia i produktów regeneracyjnych, dostarczane do wszystkich potrzebujących. Do wszystkich, to znaczy do policjantów, którzy wbrew mylnemu przekonaniu policyjnego proletariatu, zabezpieczali najczęściej węzły komunikacyjne na zapleczu strefy zamkniętej, oraz do strażników granicznych i żołnierzy docierając bezpośrednio na posterunki rozmieszczone wzdłuż płotu. Marzli wtedy wszyscy, bez rywalizacji o to, kto bardziej. Koksowniki od związkowców SG zapewniały ciepło po równo i niebieskim i zielonym braciom.
Są tacy, którzy argumentują, że na materiałach multimedialnych widać tylko białe kaski. Po pierwsze nie tylko, a po drugie, w tarcze i białe kaski wyposażone były także pododdziały zwarte Straży Granicznej na wielu odcinkach.
W swojej wypowiedzi, która stała się punktem wyjścia dla niniejszego tekstu, policyjny lider związkowy szydził z żołnierzy, przywołując „to, co usłyszał”, że na wieść o oddelegowaniu do służby na granicy, „w jakiejś jednostce” żołnierze masowo rzucali L4. Kolego, kolportujesz dezinformację. Nie zweryfikowałeś złośliwej plotki, a ubliżyłeś kolegom z innej służby.
Koniecznie trzeba dodać, że w tych samych warunkach służbę w ochronie granicy państwowej pełnili funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei i Straży Leśnej, prowadząc wspólne patrole z żołnierzami i strażnikami granicznymi.
W świetle faktów, cała przedstawiona powyżej narracja, spowijająca umysły niepokojąco dużej liczby policjantów, rozsypuje się w palcach. Od początku do końca fałszywa, boleśnie krzywdząca i - co nie mniej ważne - bardzo szkodliwa dla współdziałania członków poszczególnych formacji.
Aby nasza służba w dziedzinie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego przebiegała owocnie, te relacje należy umacniać w duchu koleżeństwa. Służba jest jedna, różne są tylko barwy mundurów.
W dyskusji na facebookowej stronie Mundurowi Dziękują Rządowi, MDR, w komentarzach odezwał się jakiś wioskowy głupek, przekonany o wyższości niebieskiej służby nie tylko nad służbą żołnierzy, ale także i strażaków. Napisał, że ma kumpla w PSP, który pracuje tylko kilka dni w miesiącu, a w czasie służby między wyjazdami tylko gra na konsoli albo ćwiczy na siłowni. A wyjazdy na ogół polegają na doglądaniu strażaków z OSP.
Albo ten „kumpel” to zwykły tłuk, leser i miglanc, który chciał zaszpanować nieogarniętemu ziomalowi, albo ten policjant nigdy nie dotarł pekaesem do większej miejscowości. W przeciwnym wypadku wiedziałby, jak często strażacy wyjeżdżają do wezwań i jak drastyczne bywają sytuacje, w których potrzebna jest ich pomoc.
W przywołanym wyżej 2024 roku w akcjach ratunkowych śmierć poniosło 3 strażaków, dwaj z PSP, jeden druh-ochotnik. Rannych zostało 250 strażaków, mniej więcej po równo z PSP i OSP. Czy masz jeszcze coś do powiedzenia, wioskowy głupku?
Oczekiwałbym od członków wojskowych i strażackich organów przedstawicielskich, że ustosunkują się bardziej detalicznie do omawianej problematyki.
Fałszywa narracja o wyższości Policji nad innymi formacjami i o jej monopolu na codzienne ryzyko uszczerbku na zdrowiu, dociera do młodych funkcjonariuszy, mieszając im w głowach. Oni mają, mówiąc naszym żargonem, tyle wysługi, co kefir ważności i ich mundurowa tożsamość dopiero się kształtuje. Szkodliwość i katastrofalność tego wpływu jest bezdyskusyjna. Szczególnie, gdy przekaz płynie od osób obdarzonych autorytetem, czyli jak w tym przypadku, medialnie aktywnych związkowców.
Skąd bierze się taka fałszywa, odporna na fakty postawa? Czynników jest zapewne wiele. Jeden z nich to, niestety, lenistwo poznawcze. Beztrosko paplesz byle co, opierając się tylko na tym, co sam widziałeś. A co widziałeś? Tam gdzie byłeś na oddelegowaniu, akurat nie było wsparcia wojskowego. Potem, gdy u siebie w miejscowości przechodziłeś obok koszar, zobaczyłeś przez płot, jak żołnierze grają w piłkę. Obejrzałeś w internecie lub w telewizji migawki z poligonów. Wiesz tylko to, co zobaczyłeś. Na szkoleniu spadochronowym nie byłeś, po oblodzonych górach z 30-kilogramowym plecakiem na rozkaz się nie wspinałeś, więc tego nie wiesz. Na czołgowisku i poligonie artyleryjskim też nie byłeś, to nie masz i o tym pojęcia.
Czy mógłbyś mieć? Oczywiście. Mógłbyś mieć pojęcie, może nie eksperckie, ale wystarczające, aby kompetentnie, odpowiedzialnie i autorytatywnie wypowiadać się na temat specyfiki służby w Wojsku. Wystarczyłoby się zainteresować i na przykład podpytać żołnierzy.
Tego zadania, liderze związkowy nie odrobiłeś. Ocena? Siadaj, pała!
Posłuchajcie sami:
Link - Wypowiedź związkowca
Twarde dane:
Link - Wojsko i Policja każdego dnia
Norbert Kościesza w temacie:
Link - Norbert


Komentarze
Pokaż komentarze (4)