Wojna domowa w Polsce na szczęście toczy się głównie na socjal-medialnym teatrze działań wojennych.
Wystarczy ujawnić się z jakimkolwiek wyrazistym poglądem w sprawach ocierających się choćby śladowo o politykę - i jest niemal 100% gwarancja, że zaraz w komentarzach odezwą się zagorzali - podkreślam zagorzali - zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy tego poglądu. A potem to już normalnie, jak u ludzi - ty pisowski zjebie, ty peowska *urwo, że przytoczę przykładowe zwroty z wokabularza naszej politycznej netykiety.
Prawie nie ma środka, czyli wypowiedzi manifestujących poparcie bez fanatyzmu, albo wyrażających stanowisko polemiczne bez ekspresji nienawistnej wrogości. Szacunek dla czyjegoś zdania i osoby, bez zgadzania się z tym zdaniem i tą osobą.
A przecież filarem demokracji jest współistnienie w społeczeństwie szerokiej palety poglądów, które albo się wzajemnie wykluczają, albo pozostają w znacznym stopniu braku zgodności. Przy czym sprawiamy wrażenie, my Polacy, że adwersarz, wyrażający zdanie przeciwne do naszsego, to nasz najpodlejszy wróg, niegodzien stąpać po świętej polskiej ziemi.
Zjawisko to dotyczy zwolenników obu, albo już teraz wszystkich trzech wiodących nurtów, pisizmu, tuskizmu i braunizmu. Czytając wypowiedzi fanatyków każdego z kierunków, można się złapać za głowę - z przerażenia, z niesmaku i ze wstydu.
Ale na ulicy, w sklepach, urzędach, przychodniach nadal jesteśmy dla siebie na ogół życzliwi i na ogół uprzejmi. Ciekawe, jak bardzo zakotłowałoby się w takich miejscach, gdyby nagle jakiś skaner ujawnił wszystkim pozostałym, jakie mamy zdanie w kwestiach politycznych...
Życzę nam wszystkim więcej luzu i żebyśmy częściej pamiętali, że wyznając takiego, czy innego Caudillo, jesteśmy Polakami. Kościuszko, Chopin, Mickiewicz!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)