90 obserwujących
577 notek
1106k odsłon
682 odsłony

W wojskowej Fabryce Sprawiedliwości nie ma tajnej kancelarii

Wykop Skomentuj25

Zdaniem mec. Piotra Pszczółkowskiego:

To, że ja nie mam dostępu do pełnych materiałów ze śledztwa, a ma je redakcja RMF FM, to jest najlepszy komentarz co do zasad prowadzenia tej sprawy oraz wiarygodności materiału dowodowego zgromadzonego przez prokuraturę.

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/134819,rewelacje-wyczytane-z-blogow.html

W wywiadzie opublikowanym przed dwoma godzinami czytamy m.in.:

Reprezentując rodziny prawie dwudziestu ofiar katastrofy, nie dostałem zgody prokuratury na uzyskanie kopii stenogramów ani opinii. Zabiegam o to od początku marca, a prokuratura konsekwentnie tłumaczy się tajemnicą śledztwa i zezwoliła jedynie na wgląd w materiały. Jak widać, dziennikarze mają nieskrępowany dostęp nie tylko do kopii, ale także źródeł. To jest rzecz, która wymaga wyjaśnień, a ja na takie wyjaśnienia czekam.
[…]

Znam „rewelacje” Andrzeja Artymowicza i chcę podkreślić jedną rzecz. Temat obecności w kokpicie dowódcy Sił Powietrznych śp. gen. Andrzeja Błasika został zamknięty ekspertyzą Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie. Instytut ten jest liderem wiarygodności w polskim wymiarze sprawiedliwości. Później pojawił się Andrzej Artymowicz, który zapewniał prokuratorów, że potrafi zmienić zapis analogowy na cyfrowy i odczytać więcej.

W lutym 2014 r. Artymowicz z prokuratorem pojechali do Moskwy i kolejny zrzut z rejestratora został wykonany. I pewnie cała historia byłaby bardzo wiarygodna, gdyby nie fakt, że zanim Artymowicz pojechał z prokuratorem po źródło informacji, to w styczniu 2014 r. pewne zapisy, które aktualnie są sprzedawane opinii publicznej jako „rewelacje”, już funkcjonowały w internecie. Krótko mówiąc, znane są zapisy blogerów, które tego rodzaju wypowiedzi przypisują członkom załogi tupolewa, które teraz podaje się jako odczytane przez Artymowicza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Artymowicz zetknął się z materiałem dowodowym później niż te „nowinki” zostały podawane przez blogerów zajmujących się lansowaniem tzw. rządowej wersji katastrofy tupolewa. Wszystko wskazuje na to, że najpierw była teza, później wycieczka do Moskwy, a następnie opinia. Bo trudno wierzyć w przypadek, żeby tego samego rodzaju odsłuchy przeprowadzili niezwiązani ze sprawą blogerzy, a następnie odczytał to biegły na potrzeby prokuratury. Zwłaszcza że tych wszystkich słów nie słyszał absolutny lider, czyli Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna.

To jest więc kolejny raz, jak szkaluje się dobre imię załogi tupolewa. Trochę czasu jeszcze minie, zanim kolejna ekspertyza rozwieje te „rewelacje” i znowu powiemy, że gen. Błasika nie było w kokpicie.

[…]

Nie wierzę w przypadkowość. Wiem, że jest to politycznie zaplanowany atak na pamięć ofiar katastrofy w związku z piątą rocznicą tragedii, jak i odbywającymi się w przyszłym miesiącu wyborami prezydenckimi. Trudno tutaj nawet udawać, że nie ma się takich skojarzeń, które narzucają się w sposób oczywisty. W taki sam oczywisty sposób narzuca się pytanie, jak to możliwe, że Prokuratura Wojskowa strzeżona rozmaitymi ograniczeniami wynikającymi z przechowywania dokumentów o charakterze tajemnicy państwowej nie jest w stanie zapobiec temu, żeby w przestrzeni medialnej funkcjonowały dokumenty podobno z najważniejszego śledztwa w kraju.

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka