98 obserwujących
599 notek
1194k odsłony
5217 odsłon

Spalone synagogi, zdewastowane kirkuty

Wykop Skomentuj32

[…] patrzcie - w dzień biały 

Dym aż do nieba wzbija się, ogień płomieniem błyska w dymu zasłonach!

Płonie bóżnica! Płonie dom boży! Aron ha-kodesz! Płoną rodały!

(Icchak Kacenelson, Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie,

przekład Jerzy Ficowski)

Co przeciętny człowiek na Zachodzie wie o Polsce? Wie, że Polska leży między Niemcami a Rosją, że zawsze były z nią jakieś kłopoty i mnóstwo konfliktów wokół niej, że Polacy zawsze walczyli z Rosją i że, oczywiście, jest związana z historią Holocaustu, tzn. Polacy kolaborowali z Niemcami w realizacji zagłady Żydów europejskich. Stereotyp o masowym współudziale Polaków w zagladzie Żydów nie pojawił się dopiero w ostatnim dwudziestoleciu za sprawą publikacji Jana Tomasza Grossa, Barbary Engelking i jej kolegów. Formowanie tego stereotypu zaczęło się bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej. Już w 1945 roku Mieczysław Jastrun w artykule pod wiele mówiącym tytułem „Potęga ciemnoty”, opublikowanym w tygodniku „Odrodzenie” (nr 29), informował, że „za wymordowanie Żydów w Polsce odpowiedzialność ponosi na równi z hitlerowskim okupantem całe bez mała społeczeństwo polskie”. W opinii Jastruna przetrwanie antysemityzmu w Polsce „jest w sferze moralnej nie mniej potworne od faktu masowej zbrodni hitlerowskiej”. Zbrodnia niemiecka „podnieciła jeszcze »instynkty tłumu« (drobnomieszczaństwa i inteligencji)”. Zdaniem Jastruna (który wojnę spędził w Związku Sowieckim) w czasie likwidacji getta w Warszawie część społeczeństwa wyrażała zadowolenie, „a całe gromady szantażystów handlowały na oczach społeczeństwa krwią ukrywających się w Warszawie Żydów”. Był to skutek „gromadzonej od wieków potęgi ciemnoty”, a także wiary dawanej niemieckiej propagandzie.

Takich tekstów komunistyczna prasa opublikowała kilkaset. Oddelegowani do tych redakcji politrucy, z których "połowa pisała cyrylicą, a druga połowa od prawej do lewej" (copyright Lucjan Wolanowski) produkowali je, można rzec, taśmowo. Prasa na Zachodzie, głównie w USA, oczywiście takie oskarżenia kolportowała.

W tym samym czasie kiedy Jastrun oskarżał Polaków o współudział w realizacji Endlōsung, po Polsce podróżował Mordechaj Canin.

„Jeździłem po ruinach i zgliszczach stu zgładzonych gmin żydowskich w Polsce. Byłem pierwszym i jedynym pisarzem żydowskim, który odbył taką podróż, ale nie podróżowałem jako Żyd. Mój brytyjski paszport, jaki miałem wówczas w kieszeni, pozwolił mi udawać angielskiego dziennikarza”.

Urodzony w Sokołowie Podlaskim Mordechaj Canin, przed II wojną światową używał nazwiska Mordechaj Jeszua Cukierman, był dziennikarzem (pisał w gazetach drukowanych w jidysz) i posługiwał się polskim paszportem. Wiosną 1940 roku w tym polskim paszporcie japońską wizę tranzytową wstawił konsul japoński w Kownie Chiune Sugihara. Umożliwiło to Mordechajowi Cukiermanowi opuszczenie Litwy i dotarcie przez Związek Sowiecki do Tokio w połowie 1940 roku. W ten sposób opuściło Litwę i przybyło do Japonii przez Władywostok 2185 osób, w tym 97% Żydów, przeważnie z okolic Wilna i Kowna. Posiadali oni tylko fikcyjne docelowe wizy holenderskie na wyspę Curaçao oraz japońskie wizy tranzytowe. Starania o znalezienie dla nich azylu na czas wojny spadły na ambasadora RP w Tokio Tadeusz Romera i personel polskiej ambasady.

Dzięki pomocy ambasadora Romera, Mordechaj Cukierman wyruszył w dalsza podróż, i przez Chiny, Egipt i Indie dotarł do Palestyny, gdzie przeistoczył się w poddanego brytyjskiego o nazwisku Canin i zaczął robić karierę literacką.

Swoje reportaże z Polski Canin drukował w „Forwerts”, nowojorskiej gazecie wydawanej w języku jidysz. Zbiór tych reportaży w Izraelu wydano w 1952 roku. W wyniku współpracy wydawnictwa Nisza z Żydowskim Instytutem Historycznym im. Emanuela Ringelbluma, w księgarniach w grudniu 2018 roku pojawiła się polska edycja tej książki pt. „Przez ruiny i zgliszcza. Podróż po stu zgładzonych gminach żydowskich w Polsce” (przekład Monika Adamczyk-Garbowska).

Celem wydawcy było dostarczenie kolejnej książki z cyklu „pedagogika polskiego wstydu”. Na skrzydełku okładki książki czytamy:

„Dziś coraz liczniejsi historycy "opracowują i opisują ten rozdział", trudny dla wszystkich temat stosunku Polaków do Żydów podczas wojny i po niej. Ale część polskiego społeczeństwa odrzuca nawet najlepiej udokumentowane ustalenia naukowców. Świadectwo Mordechaja Canina, jednego z ocalałych, zmusza do refleksji nie tylko nad tym, co działo się ponad 70 lat temu, ale też nad tym, dlaczego część polskiego społeczeństwa nadal nie chce o tym wiedzieć.”

To prawda - Mordechaj Canin ocalał z Zagłady. Ocalał, bo japoński konsul w Kownie załatwił mu wizę w polskim paszporcie, a polski ambasador w Tokio pomógł mu w podrózy do Palestyny. Stąd wniosek, że Mordechaj Canin nie ma bezpośredniej wiedzy na temat wydarzeń, które miały miejsce w Polsce w okresie drugiej wojny światowej. Jego książka to jest tzw. oral history (historia mówiona), czyli nie jest to źródło naukowe. Tego rodzaju publikacje niewiele wnoszą do poznania historii II wojny światowej i problematyki Holocaustu. Raczej dają odpowiedź na pytanie jak swoje losy zapamiętali uczestnicy tych wydarzeń. Książka Mordechaja Canina zawiera krzywdzące lub niezgodne z faktami stwierdzenia, które mniej lub bardziej deformują obraz relacji między Żydami a Polakami w czasie II wojny światowej i w latach 1945-1947.

Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura