0 obserwujących
3 notki
596 odsłon
  158   1

Geopolityczne sny Jarosława Kaczyńskiego.

Największym "geopolitycznym" osiągnięciem Kaczyńskiego jest traktowanie połowy społeczeństwa jako siły zewnętrznej i prowadzenie z nią wojny dającej utrzymanie władzy.

Na prawdziwej arenie międzynarodowej Polska jest biernym, niezbyt uważnym i mocno przerażonym obserwatorem.

Całkowicie zaniedbano dialog z najważniejszym partnerem handlowym - Niemcami, dając wyprzedzić się w bilateralnych kontaktach nie tylko Rosji i Chinom, ale także Ukrainie, Litwie, Czechom, Turcji. Polska pozbawiona jest obecnie poważnych politycznych sojuszników. Nie tylko USA nie traktują rządu Kaczyńskiego z należytą uwagą. Nawet mniejsze kraje jak Litwa, Czechy Polskę ignorują, wybierając partnerów z UE.

Słynne granie na Trumpa, polegające głównie na bezładnych (byle drogo) zakupach uzbrojenia, jest modelowym przykładem infantylnej polityki i krótkowzroczności. Trwały dorobek tej "gry" jest właściwie żaden. 

Projekt Trójmorza jest martwy. Brak w nim realnych funduszy, wspólnoty interesów i jakiejkolwiek, choćby szczątkowej, spójności.  Polska, pod presją Trumpa, nie wykorzystała też w najmniejszym stopniu możliwości prowadzenia dialogu z Chinami i płynących stąd potencjalnych korzyści gospodarczych, co zrobiły Niemcy, Węgry, Rumunia, czy Turcja. I nie, nie chodzi o jakiś trwały sojusz, ale po prostu skorzystanie z okazji do zarobku.

Trump nigdy nie traktował Kaczyńskiego jako realnego, poważnego partnera (nigdy chyba nie zamienili słowa), nie zaoferował Polsce niczego poza roztaczaniem miraży i mamieniem wizją roli amerykańskiego lotniskowca w Unii. Najlepszym przykładem na taką postawę Amerykanów nie jest wcale słynna konferencja antyirańska w 2019 roku, którą Amerykanie po prostu kazali ludziom Kaczyńskiego zorganizować; gdzie, przypomnijmy, Polska została sprowadzona do roli szynkarza dla jaśniepaństwa, które pojadło, popiło, bijąc przy tym gospodarza po pysku. Są lepsze np. Fort Trump, czy wspomniane Trójmorze; oba przytoczone tu czysto ilustracyjnie z braku miejsca na wymienianie innych.

Ogłaszane wielokrotnie z wielką pompą "już wkrótce", "już zaklepane" uruchomienie Fort Trump, skończyło się fiaskiem -  zasponsorowanym z kasy polskiego podatnika, marginalnym przesunięciem z Niemiec amerykańskich wojsk, które i tak musiały być stamtąd wycofane ze względu na potrzebę poszukiwania oszczędności w budżecie amerykańskich sił zbrojnych. Niedługo potem Trump ogłosił otwarcie Centrum Kosmicznego NATO w bazie Ramstein w Niemczech - czyli stare czołgi do Polski, technologie kosmiczne do Niemiec.

Z kolei Trójmorze było niczym innym jak mirażem roztoczonym przez administrację Trumpa, którego celem było odciągnięcie Polski od UE i stworzenie strefy buforowej między UE a Rosją, gdzie Polsce przeznaczono rolę kundelka obszczekującego, w miarę doraźnych potrzeb, europejskich partnerów Trumpa. Gwoździem do trumny Trójmorza stało się dopuszczenie przez Trumpa Niemiec do uczestnictwa w roli obserwatora (czytaj: nadzorcy) w tym amorficznym tworze.

Dziś jedynym punktem odniesienia dla drużyny Kaczyńskiego są Węgry. Państwo słabe, biedne, niewielkie, niewiele znaczące. A przede wszystkich spenetrowane przez rosyjskie interesy, rzec można - rosyjski krążownik na unijnych wodach. Przy czym te słabe Węgry i sam Orban o wiele lepiej poruszają się na politycznych salonach niż kaczystowskie elity. Orban jest dobrze wykształcony, ma sieć międzynarodowych kontaktów - jeszcze z czasów wczesnego Fideszu, sponsorowanego przez Sorosa, dobrze mówi po angielsku i potrafi się zachować w kuluarach. Ma wszystko, czego nie ma Kaczyński, zabunkrowany i otoczony przez pochlebców na Nowogrodzkiej.

Kaczyński jest człowiekiem oderwanym od realiów współczesnego świata; nie zna go i nie rozumie. Nic tu nie pomoże roztaczanie rojeń o silnej Polsce z perspektywy łóżeczka w żoliborskim domu, z książką Bartosiaka pod poduszką. Politykę międzynarodową robi się w kuluarach. Trzeba bywać, poklepywać się po plecach, umieć "zagadać", jadać kolacje, pić wino. Orban to robi, Kaczyński nie wychyla nosa poza Żoliborz i Nowogrodzką. Podobnie ludzie otaczający Kaczyńskiego - najzwyczajniej niebywali w świecie. Wielkie odkrycie Kaczyńskiego - Morawiecki, ze swoim bankierskim sznytem, jest jedynym "umytym" chłopcem w tym towarzystwie, który jako tako miał okazję zetknąć się z zagranicznymi partnerami i wydukać coś więcej niż wynika ze skryptów pisanych przez dyplomatów. O Dudzie lepiej nie wspominać, nie jest poważnie traktowany nawet przez Kaczyńskiego.

Reasumując, o ile w okresie prezydentury Trumpa cokolwiek próbowano ugrywać na zasadzie prężenia nieswoich muskułów (co budziło politowanie u Amerykanów, przypominających ustami Mosbacher, gdzie jest nasze miejsce), o tyle obecnie, gdy dynamika międzynarodowych stosunków jest największa od 30 lat, Polska jest łupiną orzecha na falach oceanu, pogrążoną w śnie o byciu lotniskowcem.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka