Jednym z największych utrapień spędzających sen z oczu rodziców odchowujących małoletnie potomstwo są zapałki. Kontakty, otwarte okna i zapałki. W mniejszym już stopniu małe przedmioty, niebezpieczne rasy psów czy też dorośli faceci w czarnych sukienkach. Zagrożeń jest od groma i są różnorakie, ale zdecydowana większość populacji wczesnodziecinny okres przeżywa. Procentuje zarówno chowanie zapałek, jak i stałe monitorowanie otwartych okien, jednak i tak najważniejszą robotę robią tu obowiązkowe szczepienia.
Umieralność zauważalnie wzrasta w wieku nastoletnim i młodzieńczym. Maczety, noże, pojazdy mechaniczne i używki robią swoje. Lecz dalej zdecydowana większość szczęśliwie przeżywa. I to mimo braku specjalnego wyjścia ewakuacyjnego w rodzinnym domu.
Paradoksalnie przeżywa, bo wcześniej w jakiś sposób się sparzyła. Spadła z bujanego konika, prąd z gniazdka część kopnął, rower zderzył się z drzewem. Adaptacja, czyli przystosowanie organizmów do warunków środowiska.
Lecz środowiska są różne. Stąd wielorakie modele adaptacji. W niektórych środowiskach nie odpalenie materiałów pirotechnicznych w stosownej chwili to duże faux-pas.
Większość klimatycznych knajpek funkcjonuje w warunkach bliskich domowych, czyli bez np. dodatkowych wyjść ewakuacyjnych. Zarówno sami klienci, jaki i pracownicy oraz właściciele są w zasadzie strażnikami bezpieczeństwa swojego i zarazem wszystkich innych. Prawdopodobieństwo, że jakiś niedorozwój dopadnie zapałki i podpali lokal powinno być nawet mniejsze, niż w warunkach domowych. Ale nie jest. Dlaczego?
Ano bo jest demokracja. W demokracji zwolennicy ogni bengalskich zwanych wrocławskimi mają zawsze o jeden atut więcej. Albo są np. młodymi patriotami, więc zawsze więcej im wolno, a na dodatek ognie bengalskie mają w każdej kieszeni. Albo tylko taki, że skoro jest Sylwester, to dobra zabawa jest wręcz obowiązkiem. Demokracja bowiem, to w pierwszym rzędzie różne poglądy na nią. Tak jak np. na szczepienia czy na dobrą zabawę.
Stąd smutny wniosek, że w Crans - Montanie niewątpliwie byli i tacy, którzy specjalnie zwolennikami odpalania kibolskich rac w środku wyłożonej drewnem klimatycznej knajpy nie byli. Choć jak to w Sylwestra w knajpie, trzeźwy to raczej nie był tam nikt.
Dlatego bardziej jednak porusza mnie podpalenie Polski m.in. ogniami smoleńskimi przez wiadomo kogo, niż jakiegoś lokalu ogniami bengalskimi przez mocno podpitą młodzież.


Komentarze
Pokaż komentarze