Dorn to prawdziwe zwierzę polityczne, ale w ostatnim czasie nie miał dobrych dni. Najpierw nawoływał do koalicji konstytucyjnej z PO, później do wewnętrznej dyskusji o przyszłości swojej partii, w geście determinacji zrezygnował z wiceszefowania partii, wreszcie porównał Prezesa do pijanego Kwaśniewskiego (http://dorn.blog.onet.pl/). Szybko sprowadzono go na ziemię: wszczęto postępowanie dyscyplinarne, zawieszono w prawach członka, skreślono z listy mówców po expose Tuska, wreszcie Prezes ogłosił, że na Kongres wstępu mieć nie będzie. Saba nie ochroniła się przed Alikiem.
Co na to koledzy? Szybcikiem wszyscy się odwrócili od dawnych wiceprezesów. Nawet tak rozsądni ludzie jak Poncyliusz mówią, że to lepiej, bo "nieobecność byłych wiceprezesów PiS na grudniowym kongresie uniemożliwi rozłam w partii, i paradoksalnie uchroni ich przed wyrzuceniem z PiS" (http://www.tvn24.pl/-1,1530071,wiadomosc.html)
Co za wspaniałomyślność! To prawda: Dorn jeśli nie w PiSie, to nigdzie.
Rozłam w PiS'ie jest dla mnie iluzją, straszakiem nie mającym żadnego uzasadnienia w realiach. W przypadku Dorna nie ma mowy o casusie Mężydły czy Borusewicza. Ale jest straszakiem niezwykle skutecznym jak widać, bo jakoś nawet jednego głosu popracia dla ex-wiceprezesów nie słychać. Skoro Poncylisz mówi o hipotetycznym rozłamie, jednocześnie mówiąc że uda się uchronić ich przed wyrzuceniem, to znaczy że sam nie wierzy w rozłamowe intencje Dorna.
Poncyliusz ocenił też, dlaczego rozłam nie byłby dobry:
"Boję się i uważam, że nie ma nic gorszego niż pęknięcie w partii. Wyborcy źle na to patrzą". Panie Pośle, a czy dobrze patrzą na to jak wyglądają procesy demokratyczne w drugiej partii politycznej w Polsce? A czy dobrze patrzą, że zaczynają obowiązywać w niej coraz bardziej zasady BMW?
Nie ma dyskusji, nie ma sprawy. Alik pogryzł Sabę.
Kolejny dowód wyższości kota nad psem.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)