To nie jest jednak historia o browarze. To historia o polityce, pieniądzach i systemie wzajemnych zależności, który działa sprawnie – o ile jesteś po właściwej stronie partyjnej barykady. Bo zarówno inwestor, jak i dyrektor szpitala należą do tej samej partii: Polskie Stronnictwo Ludowe.
Partyjny kolega wydał zgodę. Przypadek?
Inwestorem jest lokalny przedsiębiorca Andrzej Grzybek, działacz PSL. Dyrektorem szpitala psychiatrycznego w Toszku Mariusz Kasperczyk, również członek tej partii. To właśnie jego opinia okazała się kluczowa. Dyrektor uznał, że browar pod oknami oddziału odwykowego nie stanowi problemu terapeutycznego. Ta decyzja zablokowała próbę zmiany lokalnych przepisów, które mogły zatrzymać inwestycję.
Formalnie wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. Faktycznie jednak trudno nie zauważyć oczywistego konfliktu interesów. Bo oto dyrektor publicznego szpitala, zarządzający placówką lecząca osoby uzależnione od alkoholu, wydaje pozytywną opinię dla inwestycji alkoholowej realizowanej przez partyjnego kolegę.
W państwie prawa taka sytuacja powinna wywołać co najmniej kontrolę. W Toszku przeszła bez większych konsekwencji.
Browar bliżej niż plac zabaw. Dosłownie
Skala absurdów nie kończy się na oddziale odwykowym. Plac zabaw żłobka znajduje się zaledwie kilka metrów od browaru. Eksperci terapii uzależnień nie mają wątpliwości: obecność alkoholu w bezpośrednim otoczeniu oddziału odwykowego zwiększa ryzyko nawrotu choroby. W pierwszych tygodniach terapii kluczowe znaczenie ma izolacja od bodźców kojarzących się z alkoholem – zapachu, widoku, atmosfery picia.
W Toszku uznano jednak, że ważniejsze są interesy inwestora. Pacjenci mają nauczyć się żyć w świecie z alkoholem – argumentowano. To wygodne uzasadnienie. Szczególnie jeśli browar buduje partyjny kolega.
„Murem za browarem”. Cynizm ubrany w slogan
Inwestor uruchomił stronę internetową muremzabrowarem.pl, na której broni swojej inwestycji. Sama nazwa mówi wiele. To oczywiste nawiązanie do patriotycznej akcji „Murem za polskim mundurem”, symbolu solidarności z żołnierzami i funkcjonariuszami. W Toszku to samo hasło wykorzystano do obrony prywatnego browaru. Symbol wspólnoty narodowej zastąpiono solidarnością z biznesem alkoholowym. To nie jest przypadkowa gra słów. To świadoma próba wykorzystania emocjonalnych skojarzeń i przeniesienia ich na grunt prywatnego interesu.
Branża piwna narzeka. Politycy inwestują
W ostatnich miesiącach przedstawiciele branży piwnej alarmują, że sprzedaż spada, browary są zamykane, a planowane ograniczenia reklamy i sprzedaży alkoholu mogą pogrążyć sektor. To narracja powtarzana na konferencjach, w raportach i mediach. Ale rzeczywistość wygląda inaczej.
Gdy biznes rzeczywiście się nie opłaca, przedsiębiorcy się wycofują. Nie inwestują milionów złotych w nowe browary. W Toszku inwestycja trwa. To pokazuje jedno: rynek alkoholu w Polsce nadal przynosi ogromne zyski. Na tyle duże, że opłaca się w niego wchodzić nawet politykom i działaczom partyjnym. A skoro opłaca się inwestować, opłaca się również bronić przywilejów tej branży.
Presja, groźby i próby kontroli mediów
Gdy sprawą zainteresowali się dziennikarze Onetu, pojawiły się próby wywierania nacisku. Osoba podająca się za rzecznika szpitala groziła pozwami i konsekwencjami finansowymi. Problem w tym, że szpital oficjalnie nie posiada rzecznika prasowego. Dzwoniący okazał się współpracownikiem dyrektora i autorem artykułów broniących inwestora. To kolejny element układanki, który pokazuje mechanizm działania lokalnego systemu powiązań. Najpierw decyzja, potem narracja. Na końcu próba uciszenia krytyki.
Sprawa wyszła poza lokalny układ, gdy zainteresował się nią twórca internetowy Karol Modzelewski. – Bardzo blisko tego szpitala otwiera się browar z ogródkiem piwnym, dosłownie na widoku ludzi, którzy są na odwyku alkoholowym – zauważył.
Jego ironiczna uwaga o tym, że dzieci będą mogły obserwować „pełen cykl życia alkoholika”, była brutalna, ale trafna. Bo właśnie z takim obrazem mamy do czynienia.
System działa, browar powstanie. Pytanie brzmi: jakim kosztem?
Historia z Toszka nie jest wyjątkiem. Jest przykładem systemu, w którym:
-politycy prowadzą prywatne interesy w branży alkoholowej,
- publiczne instytucje wydają decyzje korzystne dla partyjnych kolegów,
-symbolika patriotyczna wykorzystywana jest do obrony prywatnych inwestycji,
-próby krytyki spotykają się z presją i groźbami.
To system, który nie musi łamać prawa, by działać skutecznie. Wystarczy, że odpowiednie osoby znają odpowiednie osoby.
Otwarcie browaru planowane jest na 2027 rok. Pacjenci oddziału odwykowego będą go widzieć codziennie z okien. Dzieci będą bawić się kilka metrów dalej. A lokalny układ polityczno-biznesowy pokaże, że w Polsce nadal można pogodzić publiczną służbę i prywatny zysk. Nawet jeśli jedno stoi w sprzeczności z drugim.
Bo w tej historii nie chodzi tylko o browar. Chodzi o to, kto naprawdę podejmuje decyzje. I w czyim interesie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)