nieateista nieateista
366
BLOG

Sens życia

nieateista nieateista Religia Obserwuj temat Obserwuj notkę 18
Co powoduje, że nie jestem ateistą?
 
Według mojego bardzo prostego rozumowania – w obliczu śmierci ostatecznej nic nie ma sensu, nawet to, że się z nią pogodziłem. 
Bo jakie ma znaczenie to, czy człowiek pogodzi się ze śmiercią, czy też nie, skoro w pewnym momencie przestanie na zawsze istnieć? Jakie znaczenie ma to, że jeden z nas jest dobry, a drugi zły? Chyba niewielkie, a wręcz żadne. Przy tymczasowości istnienia nic nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia nawet tak zwane dobro ludzkości. 
 
 
Miliony równoległych, indywidualnych wszechświatów
 
 
W moim bardzo prostym życiu nie ma czegoś takiego jak ludzkość, społeczeństwo, a tym samym nie ma „dobra ludzkości”. Dla mnie istnieje tylko człowiek – ze swoimi troskami, poglądami, marzeniami, przeżyciami i tak dalej. Społeczeństwo danego kraju, składające się z wielu milionów ludzi, to miliony poszczególnych jednostek. Ja nie jestem, nie czuję się elementem większej całości, większej wartości. Jedyne co istnieje, to wpływ społeczeństwa na jednostkę, na mnie, który skutkuje tym, że jestem istotą społeczną, w dużym stopniu niewolnikiem wpływu społecznego. 
Jednostka, a raczej kilka jednostek – ja i moi najbliżsi – jesteśmy centralnym punktem społeczności w moim życiu. Jeżeli umrę i przestanę istnieć, to społeczeństwo, ludzkość także przestanie istnieć – z mojego punktu widzenia. Umarłem i gdybym poświęcił swoje krótkie życie dla dobra ludzkości, a nie dla dobra siebie samego i moich najbliższych, to, według mnie, poświęciłbym się na marne.  
Większość ludzi odpowie, że ludzkość przecież istnieje i tym samym liczy się jej dobro. No tak. Ale jaki jest cel tego istnienia? Rozwój! A co to znaczy? Czy jedynym sensem jest to, aby coraz to nowi ludzie rodzili się i umierali? I ciągle żyli w świadomości własnej tymczasowości, w ciągłym lęku przed wieczną nicością? Coraz to nowe pokolenia. I coraz więcej ludzi... 
 
 
Żyjąc, poznaję rozwój ludzkości. Owszem. Mogę sobie wyobrazić, jak będzie ta ludzkość wyglądała w przyszłości. Wydłużam do pewnego stopnia istniejącą rzeczywistość. Ponad własne trwanie. Ale to chyba tylko pozór, iluzja, która odciąga mnie od rzeczywistych problemów, od prawdziwego życia. To przecież tylko moje wyobrażenie, tylko moje bardzo indywidualne i subiektywne poznanie przeszłości. To prawda, że napisano tysiące tysięcy tomów na temat ludzkości i jej rozwoju. Ale one istnieją tylko dla człowieka – jeżeli się tym interesuje i zapoznaje się z tymi książkami. To ich jedyna (i wielka jednocześnie) wartość. A więc wydłużenie rzeczywistości – dzieje ludzkości, jej przyszłość i przeszłość – jest częścią mnie, a nie odwrotnie. To ja sobie wyobrażam przyszłość i to ja odtwarzam przeszłość. To tylko, a może aż, część mojej wyobraźni. Jeżeli umrę, przeszłość ludzkości i jej przyszłość umrze wraz ze mną. 
 
 
To ja jestem centralnym punktem we wszechświecie podczas krótkiego życia, oczywiście w „moim wszechświecie”. Tak samo jak centralnym punktem we wszechświecie każdego innego człowieka jest ten właśnie człowiek. 
 
nieateista
O mnie nieateista

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo