Większość ludzi wstydzi się swojej tęsknoty za życiem wiecznym. Często trudno jest nam się przyznać, że... marzymy o nieśmiertelności. A przecież wszystkie diety cud, badania nad lekami hamującymi starzenie się, wstrzykiwanie sobie jadu kiełbasianego (botoksu) i innych świństw pod skórę twarzy, czy wreszcie operacje plastyczne to nic innego jak przejaw takich właśnie tęsknot. Czy wstydzimy się tych namiastek nieśmiertelności? Raczej nie.
A brak naszej wewnętrznej akceptacji dla śmierci? To wręcz oczywistość. Jednak ukrywamy przed innymi swój lęk przed nicością. Dlaczego? Z wielu powodów. Najważniejszy wydaje się ten, że wmawia się nam, iż człowiek śmiertelny jest wielki, że powinien się wznieść ponad własną śmierć, tymczasowość. Bo wtedy dopiero staje się człowiekiem przez wielkie C, a może nawet wielkie CZ!
Ideologia wielkiego człowieka
A to chyba fałszywe wyobrażenie, użyłbym wręcz określenia: to czysta ideologia. Jeżeli jako jedyne na ziemi istoty (podobno jeszcze słonie przeżywają ten sam ból) jesteśmy świadomi tego, co może się wydarzyć w przyszłości – oddanie się w niebyt, w wieczne nieistnienie, na setki tysięcy lat i jeszcze dłużej – to jest oczywiste, że boimy się takiego końca. Świadomość własnej tymczasowości jest dla większości ludzi niemożliwa do zaakceptowania. Lęk przed śmiercią nie jest więc niczym niegodnym. Tym bardziej nie jest śmieszny. To raczej największy tragizm życia człowieka. Według mnie tylko nasze własne ego, szczególnie u ludzi o skłonnościach do narcyzmu, a także u tych, którzy w jakiejś dziedzinie zdobyli uznanie w oczach zbyt dużej liczby osób, próbuje przekonać nas, że jest inaczej.
Strach jest w naszej naturze, w naszej podświadomości. Każdy, kto przeżył groźny wypadek, doświadczył ogromnej siły tego lęku.
Śmiechu warte
Współczesne życie, presja na konsumpcję, niesamowity postęp technologiczny i „wiara w ludzki rozum” powodują, że nadzieja na pokonanie śmierci (dzięki wierze w Boga) zaczyna wręcz być postrzegana jako śmieszna.
Wyobraźmy sobie spotkanie towarzyskie (gdy „naszą paczkę” stanowią osoby lubujące się w rozrywce pod nazwą „intelektualne pogaduszki”), na którym jeden z uczestników wyznaje, że jest człowiekiem głęboko wierzącym i ma nadzieję na życie wieczne, na to, że kiedyś na ziemi zostanie przywrócony raj i wszyscy ludzie będą szczęśliwi, żyjąc wraz z Bogiem, który „otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie” (Ap 21,4), a to wszystko, jak wierzy, będzie trwało w nieskończoność. Taka deklaracja zapewne zostałaby uznana za „nie na miejscu”, być może ktoś parsknąłby nawet śmiechem.
Zauważ, że nawet jeżeli wielu z nas nie ukrywa swojej wiary, to raczej nie mówimy o nadziei na życie wieczne, ale wskazujemy na: przywiązanie do tradycji przodków, chrześcijańskie korzenie Europy, miłość do ojczyzny (Bóg, honor, ojczyzna). Można wymienić mnóstwo powodów, którymi osoby wierzące chętnie dzielą się z innymi, uzasadniając swój wybór, jednak bardzo rzadko lub nawet wcale nie pokazują tej najważniejszej, związanej z naszą naturą motywacji: lęku przed śmiercią, nadziei na życie wieczne.
Powód krytyki
Wielu krytyków – ateistów – wyśmiewa wiarę w Boga, wskazując na ludzkie tchórzostwo, na niemożność pogodzenia się z tym, co nieuchronne. Oczywiście każdy z krytyków stwierdzi, że w jego przypadku jest inaczej, a raczej – że jest „ulepiony z lepszej gliny”. Nigdy przed nikim nie przyzna się do strachu przed śmiercią. Także przed samym sobą. Musi przekonać nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie, że akceptuje własną tymczasowość. Zapewne niektórym się to udaje. Myślę jednak, że takie osoby są w mniejszości.
Czy jednak taki odruchowy, emocjonalny impuls, lęk przed śmiercią nie ośmiesza osoby wierzącej? Zdaję sobie sprawę, że odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Gdy, mając nadzieję na pokonanie śmierci, składamy deklarację: wierzę w Boga i nie zrobimy kolejnego kroku, o wiele trudniejszego, wręcz niemożliwego do wykonania – nie zasłużymy na nagrodę, na uznanie w oczach Boga, na to, aby nasze imię zostało zapisane w Księdze Żywota, to taka deklaracja może być wyśmiana.
Człowiek tak postępujący jest o wiele bardziej godny pożałowania niż wojujący ateista.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo