Jak byłem małym chłopcem, zdarzały mi się różne brzydkie rzeczy. Nie sposób ich tutaj wszystkich wymieniać, ale muszę powiedzieć o pewnym rodzaju moich zabaw, bardzo brzydkim, któego się wstydzę.
Otóż: brałem słoik, a do środka wpuszczałem kilka pszczół i kilka os. Patrzyłem, jak się zagryzają, jak walczą.
Albo: umieszczałem konika polnego przy samym mrowisku i obserwowałem, jak dzielnie stawia czoła obłażącym go mrówkom.
Zdarzyło mi się złapać szerszenia, którego przykryłem przezroczystym pudełkiem, do którego potem wrzuciłem kilka czarniawych os, agresywnych jak cholera, z szopy u kolegi.
Tak jakoś właśnie miałem, że fascynowało mnie napuszczenie jednych stworzeń na drugie, stworzeń bezrozumnych, patrzących swego, dążących do unicestwienia innych żyjątek, które akurat w pobliżu się znalazły.
Na szczęście przeszło mi, zanim przekroczyłem 10 lat życia. Ale widzę, że kolega Tomek Lis ciągle jeszcze z tego nie wyrósł. Może trzeba by go zabrać do lekarza?



Komentarze
Pokaż komentarze