Byłem wczoraj na Marszu. Gdzie byłeś? Na Marszu? Na „tym” Marszu? Na tym PiSowskim Marszu? Tak. Na tym. Tyle że nie PiSo-wskim a zorganizowanym przez PiS, jakiś problem? No nie, nie w sumie [ porozumiewawcze spojrzenia ].
Albo inaczej
Byłem wczoraj na Marszu. [rechot..] I co tam było? Mohery cię nie rozszarpały? O żydowskim spisku mówili? [ rechot połączony z porozumiewawczymi spojrzeniami ]. Tak byłem na takim Marszu, jakiś problem? No nie, nie. Uważacie że oni nie mają prawa demonstrować? No mają mają. [Porozumiewawcze spojrzenia].
Czasami zastanawiam się co tak naprawdę stanowi problem. Jak działa ten mechanizm? Być może wypływa on wprost z prastarego ludzkiego odruchu usuwania sobie sprzed oczu spraw niewygodnych. Któż z nas bowiem w miejscu gdzie odpadła farba, zamiast zrobić remont i odmalować porządnie całą ścianę, nie powiesił w tym miejscu gustownego obrazka przedstawiającego np. kota albo ukochaną?
Gorzej że to nie wystarcza im. Zamiary są takie bowiem iż oni tą ścianę chcieliby, razem z tym problemem po prostu dla świętego spokoju wyburzyć a na jej miejscu postawić stolik lub fotel.
Co w tej sytuacji robić? Tłumaczyć, organicznie pracować, schodzić z linii strzału by po chwili znów tłumaczyć, wpływać i próbować kruszyć ten skamieniały beton społecznego dobrego samopoczucia?
A może jednak łapać te granaty które nadlatują, wyjmować z nich zawleczki i odrzucać w drogę powrotną?
Bo w końcu kiedyś można po prostu nie bacząc na konwenanse i odebrane dobre wychowanie, odwrócić sprawę i stwierdzić bez ogródek:
„Skoro uważasz że sprawę katastrofy można wyjaśnić bez zbadania wraku to jesteś – przykro to mówić - idiota”



Komentarze
Pokaż komentarze (67)