Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
334
BLOG

Krótka cyniczna historia polityki.

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 3

Salon 24 tętni polityką. Najczęściej tą bieżącą, czyli innymi słowy tym co wyleci z mediów. To co stamtąd wylatuje można określić podobnie, jak F. Kafka nazywał ze wstrętem przyswajaną przez siebie w czasie studiów wiedzę prawniczą - mówił o niej nie inaczej jak o "przebrzydłej papce, którą wcześniej na dodatek przeżuło dla niego tysiąc innych gęb".

Oczywiście trudno jest oderwać się od złudzeń.

Moi rodzice za PRL-u starali się o mieszkanie. Przez piętnaście lat dostawali co kwartał pismo ze spółdzielni że własnie przesunęli się o kolejne 6 miejsc w górę listy oczekujących na przydział, a tym samym są aktualnie na miejscu nr. powiedzmy 20134. Przyszedł rok 1990 i pewnego dnia przyszło pismo informujące, że nie ma już żadnej listy. Mieszkanie można mieć nawet dziś, ale trzeba zapłacić - i tu padła suma nierealna dla żadnego ówczesnego "szarego człowieka". To co było zgromadzone na książeczce można było sobie wsadzić w but albo dać na Owsiaka.

Tak naprawdę było to przejście od dyktatury do demokracji.

WIdziane oczywiście oczyma "szarego człowieka", z jego perspektywy. Do pisma ze spółdzielni nie załączono -  a może szkoda - jakiegokolwiek, małego choćby, wykładu z historii idei, bądź wprowadzenia napisanego przez któregoś ze światłych politologów, wyjaśniającego ludożerce przystępnym językiem meandry myśli politycznej.

Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu. Kiedy tylko człowiek rozmnożył się na tyle że musiał łączyć się w grupy, szybko wyłoniono - pewnie z pomocą maczugi - pierwszego przewodnika stada. Reszta aprobowała ten fakt za pomocą zgodnego milczenia. Później powstawały plemiona, szczepy, w końcu pobudowano pierwsze grody. To już nie przelewki - tu już naprawdę było czym się dzielić. Okazało się że władze najłatwiej zdobywa się siłą - bo przecież lepiej zawsze być po stronie tych którzy decydują, a nie za których się decyduje. Narodzili się książęta, szlachta i arystokracja wszelakiego sortu.

 Pod butem tych wyższych stanów poczęło się robić coraz więcej tzw. ludu, czyli klasy której zadaniem była praca, rozmnażanie a przede wszystkim zapewnienie stanom wyższym wszelakich bogactw. Łupił każdy każdego, wygrywał ten co się szybciej ogarnął i wzbogacił. No a jak się miało już parę zamków i kilkadziesiąt wsi to trzeba było wymyśleć na to wszystko jakiś znak marketingowy. Zbudowano więc pewien etos, który to etos miał w przyszłości klasom niższym pomagać w łatwiejszym zaakceptowaniu ich trudnego losu pod pańskim butem.

Mowa o etosie księstwa, państwa a potem narodu.

W imię księstwa/narodu utożsamiano niewolników z ich ciężkim znojem. Ba, w imię księstwa małorolny pędził z kosą na wroga, bo uwierzył że walczy o swoje. Potem wynaleziono broń palną, a kosy na sztorc poszły do lamusa.

Tu trzeba szybko przeskoczyć bo nudy się zaczynają. Przewroty, rewolucje, zabory, powstania, wojny i zniszczenie. Pach i lądujemy w demokracji.

Teraz zadajmy sobie wszyscy pytanie - czy coś się zmieniło od czasów plemion? Czy aby nadal nie jest tak, że my tutaj a oni tam z maczugą w łapie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka