Poruszałem już u siebie niedawno temat, w którym mowa była o tym w jaki sposób dziennikarze informują nas o rozmaitych kwestiach związanych ze specyficznymi branżami. Informowanie to opiera się głównie na dwóch zasadach. Dziennikarz nic nie rozumie z tego o czym przyszło mu pisać, a co za tym idzie publiczność to czytająca rozumie jeszcze mniej. Podejrzewam że tak się ma rzecz z większością tego co czytamy w gazetach. Ten kto zna się cokolwiek na danym temacie idiotyzmy wychwyci, ten co się nie zna przyjmie to jako pewnik.
No i jak na zawołanie, mamy najświeższy przykład. Nie sposób przejść nad nim do porządku dziennego, i koniecznie trzeba dziennikarskie debilizmy od razu prostować.
O tyle nie jest to dla mnie nic nowego, gdyż miałem szczęście być w swoim czasie w zespole projektowym tworzącym dokumentację gdańsko-sopockiej Ergo Areny. To co wówczas wylewało się na temat tego obiektu z mediów nie było już w pewnym momencie w swojej głupocie nawet odrobinę śmieszne.
Wokół stadionów budowanych na Euro dzieje się dokładnie to samo. Te rzeczy nt. których wrzeszczą media najczęściej są przekłamane, nieznośnie wyolbrzymiane i opisane w sposób z gruntu niewłaściwy. To do czego faktycznie możnaby się przyczepić leży natomiast odłogiem.
Dziennikarze szczególnie upatrzyli sobie jako ofiarę Stadion Narodowy. Stał się on nawet w pewnym momencie wręcz kwestią polityczną.
Można tu stworzyć cały panel dyskusyjny nt. innych możliwych rozwiązań, zwłaszcza tych dotyczących zasadności jego lokalizacji w tym a nie innym miejscu. Jednak odłóżmy to - stadion stanął gdzie stanął z wielu przyczyn i rozmawiajmy o faktach.
Była już szeroko omawiana sprawa kosztów budowy, rozpadających się podobno schodów itp. To wszystko bywa przerabiane przy budowie każdego z takiej wielkości obiektów.
Teraz jednak mamy wręcz kabaretową "aferę" związaną z wykrytym przez dzielnych śledczych dziennikarzy "dachowym bublem". No i wrzask.
Uściślijmy parę kwestii. Rozwiązanie sposobu zamykania dachu jaki zastosowano na Narodowym, to w tej chwili rozwiązanie najbardziej optymalne i ekonomiczne finansowo, coraz częściej zresztą stosowane. Zamykanie dachu nad stadionem podnosi jego wartość użytkową - pozwala organizować na nim imprezy całoroczne, a co za tym idzie zarabiać na nim cały rok.
Decyzja o tym aby Narodowy taki zamykany dach miał jest więc z gruntu bardzo dobra. Dobrano rozwiązanie jego zamykania podobne jak to, zastosowane na stadionie we Frankfurcie. Można to rozwiązywać inaczej - np. tak jak na stadionach w Gelsenkirchen, czy w Amsterdamie. To jednak powoduje że konstrukcja dachu musi być inna, zdecydowanie bardziej wytrzymała, o innym układzie konstrukcyjnym. To można zaobserwować na stadionie w Poznaniu. Tam początkowo też były plany aby dach nad nim się zamykał, powstała nawet odpowiednia - jak sądzę - ciężka konstrukcja dachu, oparta na czterech pylonach. Wpakowano tam ogromne ilości drogiej stali w zasadzie po nic, bowiem od pomysłu zamykania dachu nad tym stadionem ostatecznie odstapiono. Można to porównać do zbudowania dużego wypasionego garażu pod dwa duże mercedesy a potem trzymania tam Cinquecento. Nad tym jednak dziennikarze się nie pochylają - może trzeba im o tym powiedzieć?
Wracając do dachu na Narodowym. System w którym dach ze specjalnej membrany ląduje w zawieszonym nad murawą koszu pozwala uniknąć rozbuchanych kosztów. Tu wkraczają nasi dziennikarze i zaczynają mieszać ludziom w głowie.
Dziennikarz nie rozumie jak skomplikowaną inżyniersko taki dach jest maszynką. Jakie występują tam naprężenia, jakie wzajemne siły na siebie działają i jakie rodzi to konsekwencje. Dla pana redaktora to to samo co dach w kabriolecie. Wciskasz guzik i dach się zamyka. To jest logika dziennikarzy po politologii którzy nie rozumieją nawet jak działa żarówka.
Zrozumże dobry jeden z drugim człowieku że to są prawa fizyki w których cudów nie ma. Taki dach to nie jest łóżko z IKEI. Dziennikarzyna robi szum, ale łże w podstawowej sprawie.
Taki dach - na to pozwala ta konstrukcja - powinien być zamknięty w sprzyjających warunkach temperaturowych i pozostać w zamknięciu na cały okres zimowy. Uwaga: dach w Warszawie pozwala na to, jako pierwszy na świecie wśród tego typu konstrukcji. Jest tak odpowiednio zaprojektowany aby wytrzymać wszelkie związane z zimą temperatury, a co najważniejsze może spokojnie przyjmować na siebie obciążenia zalegającego na nim śniegu. Ten we Frankfurcie nie ma takiej możliwości i tam dach nie może być na zimę w ogóle zamykany. Niemcy wywalili forsę w błoto - prawda Panie Dziennikarzu?
Aktualnie dach nie został zamknięty w odpowiednim wcześniejszym momencie, z prostego powodu. Na jego otwarcie mają być odpalane fajerwerki.
Dziennikarze mają w zanadrzu więcej takich "afer". Z pewnością usłyszymy jeszcze nie raz i nie dwa o "Narodowym Superbublu".
Wszak Polacy znają się jak się okazuje nie tylko na piłce, medycynie i gotowaniu najlepiej na świecie. Znają się też na inżynierii.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)