Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1685
BLOG

Klechdy smoleńskie

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 24

 

Sprawa smoleńska choć usilnie wpychana przez kogo się da pod dywan nadal, spod tego dywanu wyłazi. Zresztą nawet teraźniejsze przepychanki prokuratury wojskowej z rządem i Klichem to nadal – mało kto to zauważa – ni mniej ni więcej, a dalsza wyrafinowana próba zakopania w ziemi tego wszystkiego co przy okazji katastrofy powypadało nam wszystkim z szaf.

Macie tu ludzie, popatrzcie na nasze swojskie piekiełko. Ten się szarpie za łeb z tamtym, tamten z kimś innym, trepy se strzelają po policzkach, normalnie dziecinada, i po co dalej ten temat ciągnąć, sami widzicie. Dajcie już spokój. Zapraszamy na nową edycję X-Frajera, Super Niania wyjaśni wam resztę. Żyj, kochaj, jedz i pij, i płać kartą kredytową. Jakoś tak słyszę to co przedostaje się do mnie przez mój medialny firewall.

To bardzo wygodne – większość ludu pracującego miast i wsi zaraz po 10 kwietnia szybciutko dostało tvn-owską szczepionkę. Dosłownie już kilka dni po tragedii nie mającej precedensu w wymiarze światowym, dowiedzieliśmy się że tak naprawdę już wszystko jest ok. Nasze państwo zdało egzamin. Patrzcie – mówiła nam pani Pochanke – Prezydent zginął i Polska się nie zawaliła. Juupi. No i jakie piękne pogrzeby były, i jakie fajne dżingle do nich porobiliśmy. Profeska. Wszyscy sobie zrobili zdjęcia w czasie przewozu trumien? Haha i ten Zimny Lech – to była w sumie fajna frajda. No tośmy sobie pożartowali, mieliśmy kolejne (jak słyszę to z ust Kuźniaropodobnych to dostaję torsji) - „narodowe rekolekcje”, a teraz czas wrócić do dnia codziennego już. Poziom optymizmu w społeczeństwie zdaje się wciąż rosnąć – doda tu skwapliwie jeden z etatowych socjologów, niejaki K.

Tymczasem jak się rozejrzeć to katastrofa smoleńska, oprócz tego oczywistego faktu iż zginęło 96 ważnych osób odsłoniła wszystko to czego nie chcieliby oglądać panowie z góry. Jak pisałem wcześniej – wszystkie ręce na pokład poszły, narratoromaty działały bez wytchnienia dzień i noc, i sprawa jakoś przyschła. Co sądzisz o Smoleńsku? – kiedy tak zapytać kogokolwiek, to się usłyszy niechybnie  - „dość już tego tematu, wszystko już jasne, nie grzebmy w trumnach”. Mission Completed.

Ale my nie jesteśmy w ciemię bici. Omijamy szerokim łukiem ten „zdany egzamin” i patrzymy co tam się naszym oczom ukazało.

Klechda 1. Zniknięty Prezydent.

Z perspektywy czasu najbardziej uderzające jest to, jak sprawnie cała niemal Polska przeszła do porządku dziennego nad tragiczną śmiercią pierwszej pary w Polsce. Byli i nie ma. Pamięta ich ktoś? Jakieś tam pomniki gdzieś ktoś próbuje klecić, gdzieś tam jakaś ulica, ale w gruncie rzeczy to wyparcie istnienia Lecha Kaczyńskiego nastąpiło w sposób wręcz niebywały. Był Kwaśniewski, a potem od razu Komorowski – nie zdziwiłbym się gdyby tak uczone były dzieci w szkołach za powiedzmy dziesięć lat. Coś jak dziś nie pamięta się o Mościckim.

Klechda 2. Amatorka

Amatorka na każdym niemal poziomie działania naszego państwa. Od organizacji wyjazdów głów państwa, po działania polityków. Poza wszystkimi okolicznościami obiektywnymi – naprawdę nie chcę aby polscy politycy najwyższej rangi latali na lotniska tego typu co to w Smoleńsku, i w otoczeniu kilku BOR-owców. Zwłaszcza jeśli znajdują się one na terytorium Rosji. To niepoważne jest, pierwszy lepszy prezes dużej firmy przemieszcza się chyba w godniejszy sposób.
Potem to już cały spis. Można bronić polskiego munduru do krwi ostatniej, ale faktu iż w naszej armii wiele jeszcze myślenia szlachecko-PRL-owskiego, zbyć tak łatwo się nie da. Katastrofy Iskry, Casy i szereg innych dziwnych wydarzeń, wskazuje nam że polskie wojsko póki co jedynie ładnie wygląda na zdjęciach i na defiladach.

Klechda 3. Brak ekspertów

Polska to 40-milionowy niemalże naród lecz nie potrafi wygenerować nie tylko jedenastu przytomnych piłkarzy do kadry, ale co gorsza również, nie ma żadnego zaplecza eksperckiego przygotowanego na różne trudne sytuacje. Pal licho Tuska który pojechał na miejsce katastrofy pod rękę z Panem Grasiem, i z laptopem z dostępem do wikipedii. Gorzej że do dziś nikt nie umie precyzyjnie nam powiedzieć – co to był w ogóle za lot ( wojskowy czy cywilny ), jakie mieliśmy ścieżki do wyboru w kwestii śledztwa, jakie prawne rozwiązania można było zastosować, ani w ogóle nic nie wiadomo. Przypomina mi się plakat reklamujący film z Jasiem Fasolą o Agencie jakimś z hasłem brzmiącym tak: „ Nie wie co to ryzyko, nie wie co to strach, nie wie nic”.

Wychodzi na to że nasze służby dłubią w.. i poza tym niczym specjalnym się nie zajmują. Brak procedur, brak wiedzy i brak przewidywania. Mało tego. Jestem święcie przekonany że do dziś nie mamy – mimo tak wielkiej tragedii – żadnego ciała które mogłoby w podobnym przypadku, odpukać, zareagować i służyć niezbędnym know-how.

Klechda 4. Brak odpowiedzialności.

Zginął Prezydent, jego małżonka i blisko setka ważnych ludzi w państwie. Wydawałoby się że z kilkunastu gabinetów co najmniej dolecieć powinny pistoletowe strzały odpowiedzialności. Gdzie tam. Wszyscy się popatrzyli po sobie i wzruszyli ramionami. Wybrano najgłupszego czyli Klicha i jego tylko wywalono. Feralny pułk po prostu wymazano gumką, a jego przedstawiciele pewnie sobie siedzą w jakichś ciepłych sztabach i grają w sapera. Ani jeden stołek nie stał się po 10 kwietnia wolny. A stało się w ogóle coś? - tak chyba sobie to należy wytłumaczyć.


I tak można by jeszcze spokojnie kilka klechd napisać. Tylko już jestem strudzony.

Tutaj można by postawić jeszcze zarzuty politycznej klasie. Co do działań Tuska&co. wokół tej sprawy to najlepiej już milczeć. Potem można by się poczepiać też i opozycji – jedyne co w takiej trudnej chwili zdołała ona wygenerować to dziwną wycieczkę Macierewicza i pani Fotygi na nie umówione wcześniej spotkanie z podrzędnym kongresmenem. Tyle że jak tu się czepiać opozycji skoro reszta parlamentu uznała że wystarczy ich zachodu wokół tej sprawy, jeśli postawią na krzesłach obrazki z twarzami zmarłych.

Tu konstatacja najgorsza. Uwidoczniła się wyraźnie po Smoleńsku pewna wewnętrzna struktura naszej polityki, i szerzej – najprawdopodobniej – całego państwa. Ta struktura wygląda trochę tak jakby z zewnątrz obserwować wielogłowego stwora. Głów mnóstwo, ale wszystkie przyczepione do wspólnego cielska, którego interesy podstawowe są takie żeby temu cielsku się nic nie stało. Cały ten „układ” posprzęgany jest w tysiącach kierunków i na tysiącach płaszczyzn. Od sprzątaczki w podrzędnym starostwie powiatowym aż po dyrektorów w departamencie stanu. Od pani urzędniczki na Poczcie, przez całą budżetówkę. Gdyby wszyscy ci ludzie zrobili nagle jakiś flash mob i umówili się w jednym miejscu, to pewnie niewielu z nas zostałoby wtedy w domach. Wszyscy oni mają bardzo dobrze, nie za bogato ale pewnie. Przede wszystkim spokojnie.

Oni nigdy nie dopuszczą by ktokolwiek wyjął z tej budowli sięgającej po nieboskłon choć jedną jedyną cegiełkę. Wtedy zawali się ich świat. Od Koziej Wólki do Warszawy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka