Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
404
BLOG

Węgry. Czy demokracja jest z gumy?

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 4

Chyba każdy z nas miewa takie chwile w życiu, kiedy niespodziewanie zaczyna nam mocno dokuczać wszystko to co dotąd zdawało nam się być tylko przyjazne, troskliwe czy nawet czułe. To ta jedna z chwil kiedy siedząc przy rodzinnym obiedzie, mieszając łyżką w letnim już rosole chciałoby się wstać i z całą mocą otwartości poddać w wątpliwość otaczający nas porządek. Cała ta poukładana i znana nam do bólu struktura nagle zdaje się już nie dostarczać poczucia bezpieczeństwa, przewidywalności, nie jest już ona naturalnym środowiskiem które przyjmuje się bez zastanowienia, a zmienia się w opresyjne i krępujące wszelki możliwy ruch pęta.

Tak chyba jest trochę z demokracją. Oferuje ona względny spokój, pozwala na w miarę swobodne zderzanie się poglądów, opinii i pragnień społecznych, a tym samym umożliwia skuteczne rozładowanie niedobrych napięć pojawiających się w każdym domu/państwie. Ceną za to wszystko jest jednakże swego rodzaju otępienie, czy może raczej paraliż. Demokracja narzuca sieć konwenansów/procedur, które po jakimś czasie stają się niemalże istotne same w sobie, wszystko inne pozostawiając na uboczu. Odbiera ona w ten sposób naturalną potrzebę człowieka do posiadania możliwości rozwiązywania problemów na wciąż nowe sposoby i chronienia się w ten sposób przed rutyną.

Demokracja staje się czasami właśnie takim skamieniałym domem, gdzie owszem wymienia się między sobą uprzejmości, okazuje się sobie rozmaite gesty, czasem nawet o coś się spiera, o czymś pozornie dyskutuje ale w gruncie rzeczy jedynie podporządkowuje się tej umownej i sztywnej celebracji.

Węgry przypominają mi aktualnie takie domostwo. Domostwo, w którym do tej pory źle się działo, gdzie wszyscy domownicy doskonale to wiedzieli czy też przeczuwali, jednakże głośno nikt o tym nie mówił, może i mówił, ale zdecydowania aby to jakoś odmienić w nikim stamtąd nie było, i w efekcie nadal wszystko jest jak dawniej. Wszystko to w imię zachowania dotychczasowych, wydających się jedynymi możliwymi reguł gry.

Viktor Orban przypomina natomiast człowieka który – podobnie jak w znajdującym się wyżej opisie – wstaje od stołu i mówi:

-Chwila, moment. Przecież demokracja nie musi oznaczać stagnacji. Owszem, taka stagnacja którą przynosi  demokracja ze sobą niejako ze swej zasady, sprawdza się doskonale wszędzie tam gdzie wszystko już jak najlepiej ułożono, a teraz można sobie spokojnie siedzieć przy kawie, grać w wista, jedynie od czasu do czasu coś tam korygując w ogólnym kursie, bo wszystko zdaje się toczyć już samo z siebie. My natomiast – mówi Orban dalej - na coś takiego, póki co, nie możemy sobie pozwolić. Sytuacja wymaga od nas abyśmy czasem spięli mocno konie ostrogami, może nawet i smagnęli je batem, być może i tego abyśmy zaryzykowali może nawet i na ślepo. Ostatnie czego nam teraz trzeba to beznamiętnego powtarzania: „demokracja i procedury same za nas wszystko załatwią”.

Czy polityk może dokonywać śmiałych czy kontrowersyjnych ruchów, zwłaszcza mając za sobą spory kapitał społeczny? Czy musi obgadywać każdą sprawę godzinami wśród nieruchawych starców, którzy dbają o to jedynie aby sobie rozpaczliwie przypomnieć po co znajdują się w tym a nie innym właśnie gabinecie? Czy musi być ten polityk skazany na to, aby po owym wstępnym omówieniu, musieć oddać każdą sprawę następnemu – tym razem jeszcze większemu – gronu ludzi, którym starcza intelektu jedynie na rozwiązywanie krzyżówek w tabloidach?

Zanim sprawa przejdzie przez układ trawienny tego cielska i tak już wszyscy zapomną po co się nią zajmowali, a zza horyzontu w tym czasie wyjrzą nowe kłopoty, z którymi walczyć nikt nie ma już sił ani motywacji, z tego względu iż dobrze wiedzą ze swych dotychczasowych doświadczeń, że w tym systemie się to prawie nigdy nie udaje. Demokracja bowiem to chyba także pewne rozproszenie odpowiedzialności.

Czy polityk zamiast kręcić piruety wokół własnej osi, może ominąć tych wszystkich ludzi, przejść przez te wszystkie wypełnione nieruchawymi starcami gabinety by potem głośno i stanowczo rzec: „ma być tak i tak, a nie inaczej! To rozkaz!”. Czy może przy tym dla lepszego efektu palnąć dłonią w blat biurka?

I ostatnie: czy to wtedy jeszcze będzie demokracja? Czy wolimy spokojny choć nudny dom czy wolimy sztab wojskowy?

Z tymi pytaniami Was tymczasem pozostawię.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka