Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1739
BLOG

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.. (PJN)

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 46

Tak, głosowałem na PJN. Z perspektywy czasu wiem że takie wyznanie może wydać się niepomiernie żenujące. No bo jak tu wytłumaczyć tak lekkomyślne oddanie swojego, cennego wyborczego głosu, jedynego w końcu narzędzia, jedynej broni jaką ma do dyspozycji obywatel w starciu z systemem demokratycznym. Perspektywa czasu powoduje, że położenie nadziei na PJN było chyba czymś na podobieństwo fantazjowania nt. powiedzmy spędzenia miłego wieczoru z Moniką Belucci. W obu tych przypadkach musiało skończyć się niechybnym zawodem, a wszystkie oczekiwania oparte były na bardzo marnych przesłankach, i to na zasadzie "bardziej chcieć niż móc".

Na przykładzie PJN-u można by stworzyć solidny podręcznik pt. "jak nie zakładać partii politycznej". Popełniono w tym ugrupowaniu, przy jego budowie, wszystie możliwe błędy jakie można było popełnić.

Samo powstanie tej partii było już skażone grzechem pierworodnym. Niezależnie od postawy Kaczyńskiego, jego ruchów powyborczych etc. sposób w jaki ex-członkowie PiS porzucili swe łono budzić musiało conajmniej wątpliwości. To możnaby jeszcze jakoś tłumaczyć, jednakże czołówka PJN-u nie pozwalała dzień po dniu nikomu zapomnieć tego skąd odeszła i dlaczego odeszła, i tego ile w nich się przez to nagromadziło frustracji.

Można było wręcz odnieść wrażenie że głównym motorem powstania PJN-u była chęć trzaśnięcia PiS-owskimi drzwiami i to tak donośnie jak to możliwe. Drugim spoiwem krótkotrwałej jedności liderów skupionych wokół Kluzik - Rostkowskej zdawały siębyć medialne wieczornice w TVN, która wówczas przybrała rolę ośrodka terapeutycznego dla pokrzywdzonych przez Kaczyńskiego polityków.

Cała reszta wydawała się być tylko niezbędnym dla istnienia nowej partii dodatkiem, w tym tworzony na chybcika rachityczny program. Nie minęło sto strzałów znikąd, a pojawiły się pierwsze konflikty ambicjonalne dotyczące tego, kto tą rozpadającą się w oczach szalupką na wzburzonym morzu będzie dowodził. Dotychczasowa kapitan sprawnie wskoczyła do wody i dopłynęła do przepływającego krążownika, z którego pokładu zamachała tylko do byłych kolegów i tyle ją widziano.

Szalupa tonęła coraz szybciej, jeden tam gdzieś wyskoczył żeby się ratować, innego wyrzucono żeby nie dociążał i tak sobie ta wesoła załoga dalej płynęła. Nowy kapitan sterował tym całym towarzystwem nie bezpośrdnio z mostka, a z brukselskiej plaży. Siłą rzeczy jego los nie był tożsamy z losem ludu tonącego na szalupie co także dowodziło słabości tego całego - jak to się mówi dziś - projektu.

Wszystko byłoby w porządku, wszak wszyscy oni czynili to na własny rachunek, gdyby nie jedno zastrzeżenie. Wokół PJN-u skupili się ludzie, którzy zaangażowali weń swój czas i energię. Wygląda na to iż wszyscy oni zostali zrobieni w bambuko. Bo pięć minut po przegranych wyborach, politycy PJN-u powiedzieli sobie "papa" i rozeszli się każdy w swoją stronę. Na tyle wystarczyło im zapału. Czyż mógł być on jednak większy biorąc pod uwagę powyżej wymienione motywy?

Wygląda na to że leżący na śmietniku podręcznik napisany przez PJN-owców jako jedyny zdecydował się podnieść i przestudiować nie kto inny J.Palikot. Kiedy bowiem widzę jak zabrał się do montowania swojego ugrupowania, to mam ogromne wrażenie, iż on jako jedyny wyciągnął lekcję z nieudanego startu kolejnej nowej polskiej  partii. Palikot zorientował się jak potężną siłę stanowi tvn-owski dopust. Ustawił swe żagle wysoko, rozpiął je szeroko i łapał ile się da tego medialnego sirocco. Co zresztą błyskawicznie i z impetem wepchnęło go do parlamentu.

Zrozumiał on gdzie i jak w tej chwili rozdaje się karty w polityce, i gdzie tak naprawdę wykuwa się wyborczą wolę Polaków. Palikot to wykorzystał do swoich celów bezwzględnie. PJN nawet tego nie uczynił, tylko zapadł się dosłownie pod swoim mikrym ciężarem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (46)

Inne tematy w dziale Polityka