Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
649
BLOG

Polska Rzeczpospolita Liberalna

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 29

Często próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie brzmiące mniej więcej tak: "czemu nasz kraj stoi w takim dziwnym rozkroku?". Jedna nasza nogi tkwi bowiem w naszych narodowych, znanych od stuleci wadach, czyli w zaprzaństwie, egoiźmie, lenistwie, skłonności do tęgiego popijania, a na niesamowitym zmyśle do wszelakiego kombinowania skończywszy. Druga natomiast goleń, stoi na efektywności, zaradności, umiłowaniu porządku, bohaterstwie i wielkoduszności. Wszystko to powoduje, że co jakiś czas wykonujemy, jako państwo, coś w rodzaju szpagatu. Szpagaty takie zresztą nasi obywatele muszą wykonywać dzień w dzień, w czasie codziennego życia kiedy spotykają się np. z naszymi narodowymi instytucjami.

To w nich, w tych narodowych instytucjach, chyba najbardziej widać to opisane powyżej pęknięcie. Na przykład wchodzimy do urzędu i chcemy załatwić jakąkolwiek drobną sprawę. Okazuje się po chwili, że ta drobna niby sprawa obudowana jest setkami, a nawet tysiącami rozmaitych przepisów i przepisików. Człowiek wówczas pęka z dumy i myśli sobie - "hoho, ale tu o nas dbają w tej Polsce, o wszystkim pomyślano, mysz się nawet nie prześlizgnie, brawo!". Potem jednak z każdą kolejną chwilą przebywania w tejże instytucji, uśmiech nasz coraz bardziej rzednie, po czym staje nam on kością w gardle, by w końcu zmienić się w bolesny grymas.

Cóż bowiem z tego wszystkiego, z tych wszystkich zabezpieczeń, uprawnień, koncesji, certyfikatów oraz homologacji skoro nic kompletnie nic się nie da przez tę mnogość prawa załatwić. Żeby przestawić czajnik z półki na półkę, muszę zdobyć piętnaście zaświadczeń z ZUS-u, SANEPID-u, straży pożarnej, pogotowia ratunkowego oraz z Koła Gospodyń WIejskich. Oczywiście tych wszystkich zaświadczeń żaden normalny, uczciwy obywatel nie zdobędzie nigdy, a jego szkielet umęczony w walce wywozi się później na najbliższe wysypisko zgodnie z normami ISO i wg. wytycznych Unii Europejskiej.

Tymczasem za plecami tych instytucji krążą potężne rekiny, które wykorzystując swe wpływy, koneksje i kapitał omijają wszystkie te możliwe rafy z gracją tancerki na lodzie. Tak to z grubsza wszystko działa.

Wracam więc do pytania początkowego. Czemu więc mamy taki mix prawa i bezprawia, w którym kompletnie nie można się rozeznać?

No i wyszło mi na to że błędy tkwią - jak zwykle - w okresie dzieciństwa. Czyli początku lat 90-tych. Wówczas chcąc utrzymać zdychającą gospodarkę przy życiu, wprowadzono szereg liberalnych ustaw, a protoplaści tychże ustaw pojawiali się już pod koniec lat 80-tych, za rządów jeszcze Rakowskiego. Tak więc można powiedzieć - jaki ojciec, taki syn. Nasz liberalizm gospodarczy z początku lat 90-tych, ten nasz powód do chwały na europejskich salonach, ma więc jak sami widzimy wspaniałe konotacje. Potem już można by rzec rósł on tak jak to kom-ojce na niego liczyli.

Można było wszystko. Poradzili sobie ci którzy byli zaradni, inteligentni i piękni. Dali radę jeszcze ci z odpowiednimi znajomościami. Państwo niczego nie zabraniało, a wręcz zachęcało by wchodzić w jego własne luki jak w masło. No to wchodzono. Na samym początku biegło trochę tych zaradnych i tych ze znajomościami. Tuż za nimi w milczeniu wbiegła cała armia posępnych i milczących ludzi, którzy w ogóle nie mieli dobrych zamiarów. Efekt? Rozwarstwienie społeczne rodem z Ameryki Płd., gigantyczna przestępczość i setka bogatych Polaków na liście Wprost - a wszystko to u przełomu wieków. No i klasa średnia, która zadowoliła się tym że nikt ich nie okrada w biały dzień, i że stać ja IKEę. Pod tym wszystkim jest jeszcze warstwa ludzi którzy nie mają kompletnie nic - ale kto by tam się nimi przejmował, nie?

Zmierzam do finiszu. Wiadomo, że człowiek działa reaktywnie. Kiedy okazało się, że wokół panuje dziki kapitalizm i ludzie zaczynają wyburzać kościoły pod apartamentowce, postanowiono wszakże działać. Jak to urzędnicy - bo to oni przecież wymyślali remedium na to całe zło - stwierdzili, że co jak co ale przed przepisem  to każdy się ugnie, nawet gangster lub nieuczciwy bankier. No i zaczęli je mnożyć, mnożyć i mnożyć. Jeśli kiedyś można było założyć przedszkole w lepiance na wsi, to dziś nie można go założyć nawet w wypasionej willi. Za mało wymian powietrza i za wąskie drzwi - koniec balu.

A w tym wszystkim i tak wciąż wspaniale pływają sobie grube ryby dla których nie istniejew ogóle takie pojęcie jak przepis. Bo oni mają na te przepisy lepszy lek - gotówkę i koneksję. Jest po prostu liberalizm. Taki w polskim wydaniu. No i obudowany na wszelki wypadek milionem przepisów.

Tak wygląda Polska Rzeczpospolita Liberalna.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka