Zacznijmy od ustalenia pewnej tezy wyjściowej, nad którą nie trzeba chyba toczyć tutaj jakiekolwiek szerszej polemiki i po której sformułowaniu będziemy mogli pójść w tych naszych rozważaniach dalej.
Teza ta brzmi: PO rządzi źle. Koniec kropka. Rząd PO rządzi w ten sposób już od ponad czterech lat, i co ważniejsze, utrzymuje się partia Donalda Tuska ( oczywiście to skrót myślowy, przecież w systemie demokratycznym nie ma czegoś takiego jak właściciel partii – o tym też zbyt często wszyscy zapominamy ) na szczycie tylko i wyłącznie dzięki pewnej niezwykle sprytnej umowie społecznej, którą to kiedyś podsunięto społeczeństwu niemalże w sposób szantażerski, i którą to umowę można by sprowadzić do jednego prostego algorytmu, składającego się z dwóch tylko punktów:
1. Rządzimy my, bo jesteśmy ładniejsi i bardziej gently od tamtych, którzy - jak na nas nie zagłosujecie - znów przyjdą, powsadzają Was do aresztów, a przede wszystkim znów Was ośmieszą w Europie”.
2. Jeśli rządzimy źle, i dajemy przysłowiowego ciała, patrz punkt 1.
Ot, i tyle. Na niczym innym niż ten powyższy mechanizm, władza PO w tym momencie nie dynda.
Tutaj więc chciałoby się od razu zapytać: „Skoro jest tak źle, to czemu mianowicie jest tak dobrze?”. Mam tu na myśli wciąż - pomimo z dnia na dzień, coraz bardziej ujawniającej się niekompetencji - stosunkowo wysokie poparcie jakim cieszy się PO. Tu momentalnie chciałoby się powrócić do tych dwóch punktów, opisanych powyżej. Tyle że to nieco za mało aby uznać sprawę za skończoną. Podążymy nieco głębiej.
Weźmy choćby ten nasz Salon 24. Miejsce to gdzie od polityki aż wrze. No wrze, tylko co z tego? Obserwuję Salon i widzę że od pewnego czasu, najlepiej czuje się on w coraz wymyślniejszym znęcaniu się nad Tuskiem i PO. Żarty, dowcipy, wiersze, piosenki, sytuacyjne grepsy - a wszystko w tonacji anty-PO – można tu dostać niczym szaliki ulubionego klubu w Fan-Shopie. Obelżywy dowcipas skierowany na PO, lub kogoś z nim związanego, to niemalże już rytuał, znak rozpoznawczy iż ma się do czynienia ze swoim, a niedługo – jeśli PO jeszcze porządzi – stanie się to chyba już nawet formą powitania. Wszystko to razem jest miejscami śmieszne bardziej, miejscami mniej. Jest na pewno przy tym totalnie jałowe. Bo mam już niedobre wrażenie, że to rytualne wznoszenie anty-PO-wskich włóczni weszło już w stan takiej zapalczywej transowości, iż nikt tak naprawdę nie zastanawia się po co to wszystko. Nie chcę tu nikogo urazić ale coraz bardziej zaczyna to wszystko przypominac bazar lub kabaret polityczny.
Taka wzmożona anty-rządowa kocia muzyka to, ktoś powie słusznie, w demokracji normalka. Bez dwóch zdań, tyle że ja bym oczekiwał od ponoć najbardziej wyrobionego portalu politycznego nieco więcej myślenia konstruktywnego. Tymczasem tego nie ma tu prawie wcale. Nieliczne teksty o wysokim nasyceniu merytoryką i odsączone z bieżączki, jakie się na S24 pojawiają, cieszą się powodzeniem równym temu którym cieszą się płyty Natalii Kukulskiej. Najlepiej w tej chwili schodzą marsze wojskowe. Wydawałoby się że od tych wrzasków i utyskiwań zawalić się powinien sam Pałac Kultury, a co dopiero więc mówić o tak marnej i truchłowatej konstrukcji jak słaby rząd Tuskowy. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.
No więc skoro kiedy komuś takiemu jak ja, który chciałby się dowiedzieć, co będzie już po tym kiedy obalimy ten „pomnik Dzierżyńskiego”, Salon 24 nie potrafi dać na to żadnej odpowiedzi, zerkam wtedy oczywiście w kierunku partii politycznych, tych znajdujących się w opozycji, w oczekiwaniu na zaproponowanie mi przez nie jakiegoś remedium. Tymczasem one wszystkie jak jeden mąż, zdają się przypominać zahipnotyzowane przez Fakira węże, drgające do dźwięku tegoż Fakira fletu i tańczące skocznie w rytm jego narracji.
Co bowiem powinna mieć partia, która jak zapowiada, chce wkrótce przejąć od nieudaczników rządy i zaprowadzić u nas drugi Budapeszt. Na mój gust powinna mieć przede wszystkim energię. Razem z tą energią powinien iść precyzyjny przekaz, poparty szerokim zapleczem fachowców rwących się do czynienia zmian. Tymczasem ta partia w tej chwili – mam niedobre wrażenie – zadowala się, podobnie jak S24 – gromkim pohukiwaniem i negowaniem rządzących na jakie się tylko da sposoby. Oczywiście jest to przecież normalna demokratyczna praktyka, tyle że niestety poza tym niewiele więcej widzę. Nie widzę ludzi, nie widzę wiary, a przede wszystkim nie widzę spójnego przekazu zbudowanego z konkretnych postulatów, które dałyby mi czytelny obraz tego co PiS, kiedy będzie już rządził, chciałby robić. No i który mógłyby porwać za sobą tłumy podobnych mi „lemingów”.
Widać to najlepiej zresztą, wówczas kiedy zestawi się to wszystko z tym czym tętnił PiS w okolicach roku 2005, kiedy jednoznacznie kojarzył się z chęcią naprawy prawa, uwolnienia korporacji, walki z korupcją, przywrócenia odpowiedniej miary historii oraz uczynienia struktury państwa bardziej dla obywatela przejrzystą. Postulaty te wypadały z ust charakterystycznych, pełnych energii polityków sprawiających wrażenie takie, że jak ich się tylko wpuści do rządowych gabinetów to tylko wióry będą leciały. Dziś z tego nie ma już nic.
Nawet począwszy od sprawy bardzo ważnej, czyli koniecznie niezbędnego wyjaśnienia kwestii smoleńskich, widzę jedynie nieomal tylko metafizykę. Dopiero teraz, kiedy oszuści i krętacze nieomal sami przydeptują sobie na naszych oczach swe kłamliwe języki, coś do społeczeństwa zaczyna docierać. PiS przez blisko dwa lata wokół tej sprawy zrobił moim zdaniem niewiele, poza tym iż zebrał wokół siebie wszystkich z takiego obrotu spraw niezadowolonych i wcisnął ich swoimi często niezrozumiałymi posunięciami do getta, w którym może ich do woli sobie oglądać wypasiona na TVN-ie ludożerka. Za wszystko ma mi wystarczyć stwierdzenie iż mamy być anty-systemowi, anty-rządowi i podkładać ( np. poprzez nie wrzucanie do Owsiakowej puszki ) niczym za okupacji, dynamit pod rządy sprzedawczyków gdzie się da i jakim się da kosztem.
Na innych polach nie lepiej. Tyle słyszę, iż PO rządzi za pomocą „pijaru”. Mogę się z tym bez dwóch zdań zgodzić, tyle że co dostaję w zamian? Niewiele lepszy PR. Bo lata rządów PO, a zwłaszcza jej obłudne obiecanki nt. „pełnych ustaw szuflad”, nauczyły mnie podwójnie większej nieufności wobec polityków jako całej grupy społecznej, zwłaszcza wobec tych którzy przebierają nogami do rządzenia. Doprawdy nie ma we mnie wielkiej wiary w to, iż kiedy Rostowskiego zastąpi się panią Szydło, a potem wymieni się „parę” ogrzewaczy stołków na rozmaitych synekurach, z miejsca zrobi nam się wszystkim dobrze. Mam niedobre przeczucie, że politycy przyzwyczaili się iż Polakom wystarczy robić wodę z mózgu, i w ten sposób można przejąć władzę.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że PiS w tym swoim maraźmie, umyślił sobie wzywać na pomoc wszelkie możliwe kataklizmy i ekstrema, tym usilniej im mocniej wyziera z niego programowa nijakość. Nie mam nic do kibiców, Oburzonych, Anonymousów i kogo tam jeszcze – jednakże, przepraszam bardzo, nie wierzę iż tego typu siły są w stanie dokonać czegokolwiek konstruktywnego, a mogą one wg mnie w dłuższej perspektywie jedynie więcej popsuć w delikatnej społecznej maszynce.
Tak wiem. Jak pisałem na początku, za chwilę usłyszę że na niczym się nie znam, nie mam racji i wszystko gra. Ktoś tam da mi linka gdzie mogę się godzinami przekopywać przez spisany drobnym maczkiem program PiS, a Ufka zasypie mnie informacjami nt. tego jak pozytywnie zmienia się ludzka struktura wewnętrzna partii J. Kaczyńskiego. Nadal się, pomimo tego, będę upierał że to dużo za mało, i póki co nie jest to nic co byłoby w stanie przekonać ludzi których widuję na co dzień. Czyli tych którzy owszem, półgębkiem naśmiewają się z lenistwa Tuska, głupoty Grasia i infantylizmu Muchy, oburzają się kiedy paliwo drożeje albo po raz setny czegoś nie kogą załatwić w jakimś urzędzie. Kiedy jednak zapyta się ich czy jest jakaś szansa na to, że zagłosują na kogoś innego, ośmiu z nich powie że „na Kaczora nigdy”, jeden zagłosuje na SLD, a jeden na Palikota.
Tak to niestety dziś wygląda. Teraz można mi uzmysławiać jak bardzo się znów mylę.



Komentarze
Pokaż komentarze (94)