Pamiętam jak dziś – leżę w łóżku przygnieciony ciężką grypą, mam wysoką temperaturę, a z mego gardła dobywa się tylko jakieś straszliwe rzężenie. Mimo to wciąż dzielnie „w koło Macieju” oglądam transmitowane przez cały dzień na żywo obrady pamiętnej komisji rywinowskiej. Piszę o tym, żeby przypomnieć zarówno Wam jak i samemu sobie to, jak bardzo wtedy, tzw. „szerokie masy” zainteresowane były sprawą dotyczącą działania państwa w którym przyszło nam żyć. Bo nie tylko ja tym żyłem – żyli tym niemal wszyscy. Trudno uwierzyć że było to już prawie 10 lat temu.
Co jakiś czas wtedy przełączam się na inny kanał, gdzie tam już na bieżąco rozmaici publicyści pomagają widzom porządkować wszystkie dotąd poznane fakty, snują się tam nowe wątki, hipotezy, trwa rozkładanie tego co wiemy na części pierwsze, ktoś oponuje, ktoś się zgadza, ktoś tam wyjmuje jakiegoś asa z rękawa. Gazety i stacje prześcigają się w poszukiwaniu czegoś, czego widzowie jeszcze mogą o tej sprawie nie wiedzieć.
Nie potrzebuję zresztą wcale pomocy tych wszystkich ekspertów. Obłożony gazetami codziennymi i tygodnikami czuję się i tak, jakbym sam brał udział w tej komisji..
Wiem o której godzinie z Kancelarii Premiera wychodziła Jakubowska, wiem jakie maile wysyłała Wanda Rapaczyńska, wiem kiedy chrząknęła Helena Łuczywo, i wiem że Lech Nikolski robi z nas i z siebie wariata. Wiem wszystko. A skąd to wszystko wiedziałeś, ty nasz wszechwiedzący czarodzieju z zadartym wysoko noskiem, ktoś zapyta. Ano wiedziałem to wszystko, moi drodzy, z mediów.
Pal licho to, czy to czego się wówczas dowiadywaliśmy z tysięcy godzin różnych relacji i programów publicystycznych, było choć w połowie zbliżone do tzw. prawdy obiektywnej. Nieważne. Ważne było coś innego. To mianowicie było ważne, że była ta komisja swoistą, publiczną Norymbergą dla stylu polityki który panował w Polsce od niemalże 10 lat. Mimo tego, że nikt konkretny nie został wtedy złapany za rękę, ludzie tak czy siak zobaczyli jak „to się robi”. Zobaczyli to w dużej mierze właśnie dzięki mediom.
Bo w tej historii nie będzie niestety happy endu. Już wkrótce role mają się odwrócić – widz z Pana, ma się przeistoczyć w niewolnika na usługach stacji telewizyjnych.
W ciągu kilku następnych lat, z naszych ekranów zniknęli zatroskani o stan państwa, poubierani w sztruksowe marynarki z łatami na łokciach dziennikarze i publicyści, którzy z przejęciem relacjonowali to co widzieli wokół siebie. Zostali z biegiem czasu zastąpieni przez wyćwiczone janczary z powybielanymi ząbkami, które to po świeżo zakończonych kursach wizażu najęły się do „dziennikarskiej roboty”. Przez jakiś czas trzymane na prompterowej smyczy, potem już całkiem swobodnie z niej spuszczane, szybko dostosowały się do swych zadań.
Już niedługo potem, kolejne afery które swoją wagą bywały większe po stokroć od michnikowo-rywinowego geszeftu, sprawnie zostawały rozbrajane przez medialnych saperów niemalże na naszych oczach. Bo news zaczął nie mieć prawa żyć kilka miesięcy, jak za czasów transmisji „rywinowskiej”, może on dziś oddychać swobodnie jedynie przez góra dwa dni. Chyba że inaczej chcą ci wszyscy Wielcy, i że ten news ma być rakietą atomową w czyims politycznym sercu. Wtedy to co innego. W innym wypadku, koniecznie musi przyjść coś nowego – kapryśny widz może zmienić kanał na Super Nianię.
W ciągu kilku minut tego hiper-newsa, te nasze złote asy nauczyły się zamieniać każdą, nawet najpoważniejszą sprawę w najzwyklejszą, godną jedynie karczemnego obśmiania, głupotę. To co kiedyś zajmowało publicystom godziny, teraz załatwia się jednym, kilkudziesięciosekundowym „standem” nagranym przed odpowiednim gmachem, i wymamrotanym z przejęciem, przez wyglancowanego niczym stare skórzane buty a ubranego niczym stróż w Boże Ciało „reportera”.
Na scenę z całą mocą wkroczył red. Kuźniar. Czy to katastrofa w Smoleńsku, czy to afera hazardowa, czy to podwyższanie podatków, czy „reforma” OFE – wszystko to i tak ma dziś dla przeciętnego widza wygląd - a ściślej rzecz biorąc, twarz - redaktora Kuźniara. To on zastępuje dziś tych wszystkich nudziarzy z zamierzchłych czasów, którzy śliniąc paluchy wertowali dniami i nocami stare wydania gazet w poszukiwaniu odpowiedniego tropu. Red. Kuźniar objaśni nam momentalnie wszystkie zagadkowe kwestie tego świata, i jeszcze do tego rzuci jakiegoś dobrego „suchara”. Która matka nie chciałaby mieć takiego zięcia, prawda?
Salon 24, Informacje – MarcinKK.



Komentarze
Pokaż komentarze (60)