Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1496
BLOG

Mazurek piecze Murzynka ( rzecz o prawicowej relatywie )

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 63

 

Ech ten poseł Suski...Poseł Suski, jest w pewien sposób postacią dla polskiej polityki, czy też w węższym znaczeniu – dla polskiej prawicy - niezwykle charakterystyczną. Jowialny, w gruncie rzeczy sympatyczny, acz przy tym tak niezgrabny medialnie że aż chce się rzewnie zapłakać. Wciąż mentalnie tkwi on w starych dobrych dawnych czasach, kiedy to przy tlącym się „Mocnym” i przy butelczynie mleka, wieczorową porą snuło się nocne Polaków rozmowy. Zdaje się on nie zauważać rozrośniętej wokół siebie do niebotycznych rozmiarów cywilizacyjno-medialnej sieczkarni, tylko kroczy – z pewną przy tym niewątpliwą gracją - z uśmiechem na ustach prosto w jej krwawe ostrza.

Wciąż, jak gdyby na przekór owym nowym medialnym czasom, uparcie trzymany przez Jarosława Kaczyńskiego na pierwszej linii, spala się ten bidny poseł Suski tam raz za razem, ku uciesze tłuszczy złożony na TVN-owskim stosie. Kolejne wpadki i kiksy, umajane późniejszymi intelektualnie mętnymi tłumaczeniami nic tutaj nie zmieniają, a poseł Suski wciąż stanowi dla mainstreamowych mediów ( niech ktoś wymyśli już jakieś lepsze na to określenie, gdyż to brzmi okropnie ) przednią inspirację do nowych wiców, zupełnie tak jakby komuś z obozu PiS – być może, a raczej na pewno, jestem tu niesprawiedliwy - to torturowanie rzeczonego posła sprawiało jakąś sadystyczną i złośliwą satysfakcję. Nie o tym jednak chcę pisać tak naprawdę, chodzi mi bardziej o to - co pokazuje właśnie „murzynek” Suskiego - jak łatwo wypędzić dziś prawicowego polityka na bezkresne bagniska moralnej relatywizacji.

Publicysta czy też polityk reprezentujący opcję, nazwijmy to dla uproszczenia ( choć nie cierpię takich etykiet ) liberalną, czuje się w nowych mediach dość swobodnie. Jego logika i system przekonań oparte są na pewnej płynnej i chwiejnej zarazem myśli przewodniej, ale najważniejsze w niej jest to, iż cały ten system przekonań jest niezwykle elastyczny, nadający się do dowolnego formowania w zależności od czasu miejsca i akcji.

Nawet gdy taki polityk „coś chlapnie”, to i tak łatwo z tego wyjdzie, rzucając jakieś pokrętne tłumaczenie poprzyozdabiane takimi oto słowami-kluczami jak „wolność przekonań”, „swoboda wypowiedzi”, czy poskarży się w końcu na „ciemnogrodzkie niezrozumienie” - tu już zostanie tkliwie pogłaskany po głowie przez miłosierną i wyczuloną na każde możliwe zło, panią redaktor Pochanke. W tym rozumowaniu nie ma tak naprawdę granic ani żadnych sztywnych aksjomatów, co pozwala dowolnie kształtować „lyberałom” – niczym z plasteliny – swe wypowiedzi, a gdy zajdzie taka potrzeba, mogą oni rozwalić jednym ruchem cały ten stworzony przez siebie zamek na piasku, uroczo nie tłumacząc się z tego wcale a wcale – o tak, ło... Przychodzi im to oczywiście bardzo łatwo, gdyż towarzyszy temu wszystkiemu gwałtowny i rzęsisty deszcz oklasków zrozumienia opinii publicznej.

Polityk czy publicysta prawicowy ma trudniej. Nie dość że jest on narażony w każdym momencie na napaść „liberalnych dresiarzy” mogących w każdej chwili wybiec zza każdego możliwego winkla, to co gorsza on sam nie jest częstokroć do końca pewien tego o czym mówi. Łatwo przyłapać go na jakiejś niespójności, tym bardziej iż zwykle operuje on na dosyć wysokich tonacjach moralnych, co powoduje - każdy człowiek mający choć trochę muzycznego słuchu to potwierdzi – bardzo prawdopodobną możliwość fałszu. Fałsze te, oczywiście szybko wychwytywane są przez media, odpowiednio podbijane i w takiej formie potem swobodnie puszczane w obieg. Tym bardziej taki polityk musi uważać i trzymać mocną gardę. No i dać czasami trochę bardziej na luz.

Kiedy bowiem prawica ma usta pełne takich słów jak Wolność, Prawo, Sprawiedliwość, Kościół, Chrześcijaństwo, Ojczyzna czy Niepodległość to bardzo słabo wyglądają wszelkie późniejsze próby relatywizacji tych brzmiących potężnie jak dzwon Zygmunta wartości. I tak tłumaczenie, że „się nie płacze po Szymborskiej” ( a w domyśle uważa się ją za komunistyczną pisarkę „wierszyków”, niegodną pochówku pod płotem) tym, że kiedyś ktoś nosił koszulkę „nie płakałem po Papieżu”, uzasadnianie własnego karczemnego języka, bardziej czy mniej urojonym, „przemysłem nienawiści”, czy na jednym wdechu prawienie o konieczności całkowitego zakazu aborcji i postulowanie zarazem przywrócenia kary śmierci, powoduje u widza czy czytelnika wrażenie niedobrego dysonansu. Dysonans ten bez dwóch zdań przekłada się później na wyniki wyborach, to pewne.

Polska prawica najczęściej pokazuje się z zaciśniętymi zębami i ze zmarszczoną brwią. Kiedy więc ktoś z tej prawicy pacnie na tyłek poślizgnąwszy się na skórce od banana, a potem próbuje głupio udawać że „nic się nie stało”, wygląda to niestety podwójnie zabawnie. Nie można się potem dziwić zbytnio szturmowi „luzaków” i masowemu przerabianiu prawicowych polityków na internetowe demotywatory. Choćbyśmy tu wszyscy razem się rozpękli na pół, to świata nie zmienimy i nabzdyczony polityk zawsze będzie koniec końców obśmiany.

Wyjścia z tej sytuacji są dwa. Albo można pęknąć z tego powodu ze złości, albo podejść do siebie z większym dystansem. No i jak już się walnęło głupotę – co przecież każdemu się może zdarzyć – przynajmniej tego już później nie relatywizować. No i trzymać się po prostu zasad w które się wierzy.

I tego naszej prawicy serdecznie życzę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (63)

Inne tematy w dziale Polityka