W jednym z odcinków serialu „07 zgłoś się”, jest taka scena kiedy to Piotr Fronczewski robi wyrzuty Grażynie Szapołowskiej, o to iż ta go, jak sądzi Fronczewski, zdradziła. „Dureń jesteś” broni się Szapołowska, na co Fronczewski z dużą pewnością w głosie celnie ripostuje: ”Jestem były dureń”. Bardzo często czuję się podobnie jak Pan Piotr kiedy myślę o pewnych mitach którymi karmią nas rodzimi politycy.
Nie trzeba zresztą wiele wysiłku, by część z tych mitologizacji rozpoznać niemalże z miejsca. Ostatnio jedna z nich uwidacznia się mi wyjątkowo mocno, a jest ona o tyle wśród wielu innych nietypowa, iż korzystają z niej ochoczo do swoich własnych celów różne rodzime, nasze swojskie, opcje polityczne, z często zupełnie skrajnych i sprzecznych wobec siebie szańców.
Chodzi mi mianowicie o tzw. wizję liberalnej, jak to niektórzy nazywają lewackiej, postępowej, różowej i jak to tam jeszcze nazwać Europy, której to morze ponoć bezwzględnie oblewa naszą prasłowiańską wyspę z każdej możliwej strony. W tej klechdzie, Europa wszerz i wzdłuż ( zwłaszcza ta zachodnia ) zaludniona jest liberalnymi politykami, którzy pod swoimi wypasionymi garniturami poprzebierani są w tęczowe ciuszki, i którzy to tak naprawdę są jedynie kukiełkami pouwiązywanymi na grubych sznurach dzierżonych przez siedzących w głębokim cieniu krypto-komunistów, wciąż bez ustanku realizujących od przeszło stu lat ten sam wstrętny kosmopolityczny koncept, tyle że w nieco odmienionej estetyce. Cały ten koncept – idąc dalej tym mitycznym rozumowaniem – upozorowany jest na nowoczesny rozszerzeniowy kierunek, nad którym powiewa niebieska flaga z żółtymi gwiazdkami. Gdzie się nie obejrzysz tam liberał, który z poziomu Berlina, Hagi czy Paryża niecnie szykuje nam socjalistyczno – pederastyczny armagedon. Tak mniej więcej to uniwersum wygląda, przynajmniej w rozumieniu licznych zaludniających nasze tereny wyznawców tegoż mitu.
Mit ten – jak już pisałem wyżej – użyteczny jest dla wszystkich uczestniczących w tej politycznej grze. Tak samo może on stanowić piękny straszak w rękach ciężkiej prawicy, która egzorcyzmuje nim wszelkich nieprawomyślnych i zarazem mobilizuje „swoich” wizją nadciągających nieubłaganie liberalnych kohort. Druga strona – czyli nasi spece od „polityki rozumnej” - używa tego mitu jako podstawowej wykładni dla swoich kaznodziejstw. Patrzcie – mówią, a raczej prawią oni – gdzie nie spojrzeć, tam postęp, libera i nowoczesność, tylko u nas wciąż retro-sioło. Nie masz kolegi geja? Nie palisz zioła ze swoimi dziećmi? Aborcja ci niemiła? Masz biało-czerwoną flagę w domu? Aż ty wsteczniaku, aż ty niedobry faszysto, chcesz do końca życia tkwić w zabobonach? Szybko, marsz do domu i bez wypełnionych apostazyjnych papierów mi nie wracaj. Przyjdź, zdaj na magazyn swoją pochodnię bo długo nie będziemy czekać, a jak się będziesz ociągał, to Cię będziemy obwozić po centrach handlowych jako zoologiczną ciekawostkę..
No i tak z roku na rok, wszyscyśmy chcąc czy nie chcąc zostali my członkami tej samej sekty wyznającej nieprawdę. Ażeby marne przesłanki, na których opiera się te wszystkie bajdurzenia obalić, wystarczy sobie wyguglować teraźniejszy stan prawicowych europejskich ciągot. Szybko poczujemy się jak bohaterowie Seksmisji, którzy błądzą pod sztucznym namiotem skrywającym przed ich oczami „prawdziwą prawdę”. Prawda ta brzmi tak: nie ma czegoś takiego jak ta mityczna liberalna Europa.
Tych, którzy nawet i wybiorą się z naszego sołectwa do tej Europy, wozi się tam po wybranych jej skansenach niczym turystów w Korei Północnej, tak aby zobaczyli to co mają zobaczyć. Owszem – np. w Holandii są Cofeeshopy, Czerwone ulice oraz automaty z prezerwatywami. Można to pokazać „dzikim” z Polski i ci łykną to jak małe dzieci. Kiedy jednak powęszyć tam mocniej, okaże się że to zawracanie głowy. Holandia wciąż ma Królową i to Królową którą kocha cały lud. Legalność posiadania narkotyków to mit, trawę można mieć przy sobie tylko na terenie Cofeeshopu, poza nią szybko możemy znaleźć się za kratkami mając w kieszeni nieco towaru. Zresztą już i tam toczy się dyskusja poważna o tym, iż cały ten eksperyment się nie powiódł i chyba raczej trza się z niego wycofać. Mało tego, Holendrzy nijak nie chcą Zjednoczonej Ze Wszech Miar Europy i od dawna nie pozwalają – nie robiąc sobie przy tym nic z tego ( tym się u nas straszy najczęściej ) że ktoś ich może uznać za faszystów – wjeżdżać na swoje tereny temu kto ma tylko na to ochotę, Rumuni i Bułgarzy wciąż muszą się przed tym zanim wjadą do Królestwa Niderlandów najpierw sporo namęczyć. Ba, spokojni i wyluzowani Holendrzy, już nie po kątach ale całkiem głośno i oficjalnie, mówią że przyrastająca na ich oczach fala muzułumańskich mniejszości wcale im się tak bardzo już nie podoba. Normalnie średniowiecze, prawda?
I tak jest w wielu innych miejscach naszego kochanego kontynentu. Prawicowo-konserwatywne rządy, tacy też premierzy i parlamentarzyści roją się na nim niczym króliki. Ty myślisz – och jaka cudowna liberalna Europa - a tu bęc, za każdego rogu wyziera jakiś prawicowy premier czy kanclerz. Rzucają – w ramach różnych eksperymentów – ludowi jakieś tam liberalizmy typu śluby gejowskie, czy gdzieniegdzie inne ekstrema, ale to - jak pisałem – coraz węższe skanseny. Twardo bowiem nadal trwają przy swoich opcjach narodowych i jak im ktoś na narodowy odcisk nastąpi, to wcale nie wyciągają wówczas ku oponentowi tęczowej flagi, a raczej twardą i kostropatą piąchę. Tam nawet niemiecka lewicowa SPD, jeszcze w latach 60-tych walczyła twardo w Bundestagu o powrót do niemieckich granic z roku 1937, a sprzeciwiały im się w tej kwestii – o paradoksie – chadeckie jaszcząbki.
Tylko my – nadal i wciąż – żyjemy otumanieni psychodelicznym dymem sączącym się z fajek naszych politycznych guru w rodzaju pani Ś. czy Pana P. Nasza prawica w tym nie lepsza, i wciąż straszy nas tym samym nieprawdziwym mitem.
Nie dajmy się im wszystkim dłużej na to nabierać. Prawda jest nieco bardziej – jak to najczęściej bywa – złożona. Banał? Może. Czas jednak zdjąć te – nomen omen – różowe okulary i podeptać je ze szczętem.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)