Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1442
BLOG

Czy „Rzeczpospolita” jest anty-niemiecka?

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 36

 

Weekendowa „Rzepa” dosłownie wtłamsiła mnie w fotel swymi artykułami dotyczącymi naszych zachodnich sąsiadów, i ich rosnącej potęgi. Kuszący ciąg skojarzeniowy: Niemiec – chęć dominacji - barbarzyństwo – przemoc – wojna – śmierć, przychodzi niemal każdemu z nas z dziecinną łatwością. Sam pochodzę z pokolenia, które przy pełnej aprobacie przedszkolanek (czasami nawet przy wyraźnych ich zachęceniach) bawiło się w najlepsze w mściwe egzekucje na Niemcach – tak więc jak każdy Polak mam w stosunku do nich pewną genetyczna niemalże rezerwę. Jednakże czy świat jest jakąś jedną wielką bezlitosną parabolą, w której każdy Niemiec, wcześniej czy później wylądować musi w mundurze w kolorze feldgrau? Taka logika wydaje się odruchowo najprostszą i najbardziej oczywistą jako narzędzie do opisu tego co dzieje się w tej chwili w Europie, a „Rzeczpospolita” bezwzględnie tej logice ulega. Coś się we mnie przeciw tej logice trochę jednak buntuje.

Stan zastany jest taki, że Niemcy mają w tej chwili najmocniejszą gospodarkę w Europie. Korzenie owej gospodarki są oczywiście wiadomo jakie – wystarczy chwila z podręcznikiem historii żeby to zrozumieć – ale przecież dziś ta gospodarka napędza, chcemy czy nie chcemy, zblazowany i niechętny do pracy rozsocjalizowany do granic możliwości kontynent, i możemy się na to do woli obrażać, zmienić tego stanu rzeczy już jednak nie mamy szans. Tak, oczywiście. Robią to wszystko Niemcy również ku swoim osobistym korzyściom, ale czy jak każdy inny kraj nie mają Niemcy praw do realizowania swoich gospodarczych interesów? Zapewniam wszystkich że dopiero słabe, wyizolowane i bidne Niemcy będą dla nas wszystkich poważnym problemem.

Kogóż na dzień dzisiejszy (dać mi po łapach za to fatalne sformułowanie!) „Rzepa” pokazuje nam jako antidotum na tę niemiecką butę? Anglię, wyobraźcie sobie. Kraj, który niczego już chyba nie produkuje oprócz pijackich turystów, a żyje tylko z tego czym obróci na światowych giełdach – mowa tu o tym, co ci herbaciani pacyfiści miłujący pokój nakradli w czasie swojego kolonialnego imperium i z czego korzystają do dziś. Publicyści „Rzepy” zdają się być uwiedzeni do szczętu dolatującym zza kanału La Manche, powiewem zdrowego euro-sceptyzmu i tam chyba upatrują jakiejś sobie tylko znanej nadziei. Jak się nie uda to pewnie znów uwiesimy się na Francji, o ile ta całkiem nie wyprowadzi się do Afryki albo krajów arabskich. W ostateczności być może uratują nas Włosi, jak już skończą ze swoim ukochanym premierro.

Przypomnę, bo może ktoś zapomniał - dziś nie jest rok 1939 a 2012. Choćby kilkunastu najzdolniejszych grafików spaliło do cna swoje Fotoszopy przy wklejaniu Angeli Merkel w ciuchy Fuhrera, to i tak nijak z dzisiejszych Niemiec nie da się zrobić III Rzeszy, bądźmy poważni. Mówimy ostatecznie o kraju, który nie posiada nawet ładunków atomowych – więc po prawdzie pytam, co to za mocarstwo militarne jest z tych Niemiec, że tak się go dziś obawiamy? Już bardziej boję się niemieckich „zielonych” i innych pogrobowców Baader-mainhof, którzy znów mogą przyjechać do nas z korepetycjami. Albo polskich ministrów Spraw Zagranicznych którzy nie znają umiaru w umizgach do niemieckich dyplomatów. To jest tak naprawdę dopiero przerażające.

Oczywiście nikomu nie każę, ani nie wymagam by stali się germanofilami. Nabijam się nieco, bo w końcu artykuły w „Rzepie” mają swoją wartość, taką np. iż są ręką na pulsie i nikomu nie zaszkodzi jak troszkę się im wszyscy przypatrzymy na rączki. Jednak ja, obserwując dzisiejszy stan dużych krajów „starej Europy”, nie widzę innego lepszego motoru do rozwoju gospodarki naszego kontynentu. No chyba że chcemy wszyscy mówić po chińsku.

Robić z Niemcami interesy, próbować się dogadywać, no i o-bse-rwo-wać. Ktoś widzi inną opcję w tej chwili? Błagam – tylko nie mówcie mi o USA. Nie chcę już tego więcej słuchać.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka