Internet i informatyzacja życia, które początkowo wydawały mi się tylko i wyłącznie wynalazkami pozytywnymi, wraz ze swoim rozwojem coraz bardziej się wynaturzają, a co za tym idzie wynaturza się też ludzkość której powoli tenże internet zastępuje realne życie wraz z wszystkimi przynależnymi mu przyjemnościami i nieszczęściami.
Mówi się że internet to narzędzie wolności. Za przykład podaje się to, iż dzięki internetowi łatwiej rozbijać dyktatury. Wydaje się to być wszystko próżnym gadaniem. Nie słyszałem jeszcze żeby jakaś dyktatura poważna upadła od internetu, wszystkie w komplecie mają się świetnie. Ja bym postawił tezę odwrotną i być może przesadnie odważną. Internet to narzędzie zniewolenia. Cóż bowiem z tego że gdzieś tam udaje się sączyć w któreś ze zniewolonych społeczeństw kapkę wolnej myśli - skoro obok tego wszystkiego całe kontynenty wpadły wraz ze swymi społeczeństwami do istnego archipelagu Gułag.
Kiedy widzę mieszankę zdziwienia i konfuzji w momencie gdy mówię że nie mam konta na FB ani na Naszej Klasie to zaczynam na poważnie zastanawiać się nad tym co tu jest w ogóle grane. FB to przecież Orwell w czystej postaci. Miliony ludzi podłączone do wspólnej bazy danych - i to całkowicie dobrowolnie. Większość bez żadnej przy tym refleksji. Kiedy pytam kogoś - do czego Ci to w ogóle potrzebne? - odpowiedzi są różne. To tylko zabawa, dzięki temu rozmawiam z przyjaciółmi, dla promocji, dla podrywu lasek bądź niekiedy w ogóle żadnej odpowiedzi nie dostaję a po prostu sugeruje mi się że to po prostu "normalne" i że "wszyscy przeciez mają". Wtedy tym bardziej utwierdzam się w swej niechęci do tego czegoś. Globalna korporacja wykupiła momentalnie rząd dusz na całym świecie i ten rząd dusz jest jeszcze z tego zadowolony. Komuniści, Hitler i sam Belzebub byliby dumni panie Zuckerberg.
Bo dziś głównym zajęciem ludzi jest gadanie. Gadać, gadać i gadać. Telefony, internet, komunikatory, smsy i inny szajs. Wymiana informacji. Informacji która w 90% stanowi kafkowską "przeżutą wcześniej przez tysiąc innych gęb papkę" i jest do niczego przeciętnemu człowiekowi niepotrzebna. Słyszę wokół siebie jak ludzie powtarzają po wielokroć już przepoczwarzone newsy, jak się nimi podniecają, jak żyją nimi. Jak łatwo zniewolić człowieka, jak łatwo założyć mu kajdany. "Nie przesadzaj, teraz taki jest świat" - tak odpowiada się na moje wątpliwości. Tymczasem widzę jak internet zmienił człowieka. Nie dość że powoli zmienia podstawowe wartości - takie jak np prawo posiadania własności - to zmienia także osobowość ludzką.
"Pan i ja jesteśmy w końcu humanistami - z zawodu". To słowa mistrza Zapasiewicza z genialnego filmu "Barwy ochronne". Ci humaniści z zawodu bardzo chcieliby żeby człowiek dla człowieka był nadrzędną wartością. Tymczasem internet wylewa nam kubeł zimnej wody na głowę. Pokazuje nam jak na dłoni wszystkie możliwe złe cechy człowieka. Skłonność do przywłaszczania cudzych rzeczy, pożądliwość, kupczykostwo, nieliczenie się z innymi, traktowanie ich przedmiotowo (okienko w FB), czy wreszcie co najgorsze - łatwość z jaką sam ten człowiek daje się zniewolić i jednocześnie wmówić sobie że to dla jego dobra i przyjemności.
To tylko postęp. Tak samo przecież było gdy wymyślono elektryczność. Być może to prawda. Na szczęście jeszcze nie da się w internecie kupić prawdziwej ludzkiej miłości. Nienawiści zresztą też.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)