Rzadko biorę udział w obróbce newsa. Jednak dziś przyznam że nie zdzierżyłem. Na tapetę wzięto bowiem kolej – kolej, która jest mi niezwykle bliska. Nie tylko chodzi o to, że moja mama przepracowała wiele lat na kolei, i że mój wujek przez kilkadziesiąt lat był maszynistą pociągów dalekobieżnych i sporo wiem na temat tej trudnej pracy. Ja po prostu kolej kocham. Nie ma dla mnie bardziej metafizycznego przeżycia niż podróż pociągiem. Czasami nawet jest ona sama dla mnie przyjemniejszym przeżyciem niż cel do którego zmierzam.
Dziś na Salonie odbywa się sąd w trybie przyśpieszonym. Sąd nad koleją. Oczywiście jak przystało na S24, jest to sąd czysto polityczny. Bo gdzieżby tam ktoś odmówił sobie zamienienia głośnej i medialnej katastrofy w polityczne połajanki. Trudno się oprzeć – staram się to zrozumieć. Słychać też wiele głosów, które załamują ręce nad koleją, wysnuwa się z wczorajszego wypadku daleko idące paralele. Kolej jest bowiem wg wielu uosobieniem ogólnego stanu Polski. Czyli stanu bardzo złego. Mi jednak przychodzą do głowy refleksje innego typu.
Jako pierwsza ciśnie mi się myśl o tym, że tam gdzie rozpędzona stal, tam gdzie skomplikowana sieć wzajemnych technicznych zależności, tam z całą pewnością kiedyś musi coś w końcu nie wyjść. Samoloty spadają, statki toną, a pociągi się od czasu do czasu ze sobą zderzają. Nie ma tu mądrych na to, aby element ludzki nie zawiódł nawet tam gdzie zawodzą też komputery. Wypadają z torów nawet super nowoczesne, szybkie pociągi – tak jak np. w Niemczech. Nie zawsze są to zamachy. Często jest to splot niedobrych czynników których efektem jest katastrofa.
Tu chciałbym się zapytać. Co wspólnego z tym konkretnym wypadkiem pociągu mają rozmnożone spółki PKP, Grabarczyk czy KLD/UD. Niedowład naszej kolei to przecież temat odrębny. Jednakże w takich dniach brak mi dla kolejarzy choćby minimalnego współczucia. Przecież ta pochorowana ciężko polska kolej, która chyba jest jednostką która najboleśniej doznaje wszelkich dolegliwości wynikających z osławionej transformacji, kulawo bo kulawo ale jednak jeździ! Przecież kolej to nie tylko spółki PKP i nie tylko Grabarczyk, ale też setki kolejarzy którzy dzień w dzień wykonują swoją ciężką i odpowiedzialną robotę. Są maszyniści, dyspozytorzy ruchu, kierownicy pociągów, i inni którzy mimo wszelkich niedogodności i słabego kierownictwa finansowego, wciąż pozwalają nam się przemieszczać pociągami po kraju. Czasem mam wrażenie, że cała ta niechęć ludzi zniechęconych słusznie do tych na górze, którzy wolą zatrudniać kolejne rzesze urzędników zamiast inwestować realnie w infrastrukturę, przenosi się w prostej linii na samych kolejarzy.
Pewnie gdzieś ktoś zawiódł. Gdzieś ktoś na chwilę się zagapił, może zamyślił. Może był zmęczony, a może po prostu zagadał się z kolegą. Nie ma dla tego kogoś wytłumaczenia. Jednak to wszystko przypomina nam też o tym, że człowiek nigdy nie zapanuje nad materią w stu procentach. Nawet wtedy kiedy po Polsce (marzenia?) będą jeździć same super nowoczesne pociągi wypadki także będą się zdarzały. Niestety.


Komentarze
Pokaż komentarze (115)