Dawno, dawno temu, gdy tylko PRL został zamieniony na III Rp, z miejsca z potężną mocą, wybuchła tzw. wojna światopoglądowa. Wojna która, jeśli na spokojnie to dziś analizować, wyznaczyła kierunek dla polskiej polityki na najbliższe 20 lat i do dziś te kierunki wyznacza. Wojna światopoglądowa żyje do dziś swoim własnym oddzielnym i nieprzerwanym żywotem, równoległym do tego politycznego czy też gospodarczego. Czasami bywa nieco przygłuszana bądź zawieszana przez jakieś wyjątkowe wydarzenia, jednakże wciąż trwa, a jej końca, czy też choćby rozejmu, nie widać. Bowiem wojna światopoglądowa jest bardzo użytecznym narzędziem w rękach polityków.
I Wojna Światopoglądowa
Pamiętam z początków lat 90-tych, iż raczkujące media były w głównej mierze nią niemal tylko zajęte. Pierwszymi, tak to nazwijmy, światopoglądowymi legionami, były kadry ZChN-owskie, które niezwykle ofensywnie wyznaczały wówczas główne osie sporu. Młodsi pewnie nie pamiętają, ale pierwszym rycerzem - komturem? - tego zakonu był nie kto inny, a sam poseł Niesiołowski, w tamtych czasach cieszący się wśród wśród dorastającej młodzieży do której wówczas należałem gorszym wizerunkiem i reputacją niż dziś pięciu Jarosławów Kaczyńskich razem wziętych. PiS przy ówczesnym ZChN-ie to jest bardzo społecznie dobrze odbierana partia, serio.
Co „Wiadomości”, to tam czerwony ze złości Niesiołowski, wściekle perorujący o postulatach anty-aborcyjnych i domagający się konieczności powrotu religii do szkół oraz wzmocnienia roli kościoła w Polsce. Z tyłu stali - tak to się wtedy czytało - z krzyżami i pochodniami gotowymi do rozpalania stosów inkwizycyjnych posłowie Jurek czy Łopuszański. Krzyż także był w użyciu- przez pamiętnego pana Świtonia. Sprawa ta przez wiele miesięcy rozpalała media. Nad tym wszystkim wisiał Wałęsa z Matką Boską w klapie, wygłaszający na partei-tagach niesmaczne antysemickie wypowiedzi i coraz mocniej pragnący pograć trochę na tej sprawdzonej już wielokrotnie w historii gitarce. Teraz, z perspektywy czasu można się z tego śmiać, ale wtedy ten problem był naprawdę na topie. Kto by tam miał wtedy głowę do jakichś spraw gospodarczych..Wtedy – przynajmniej tak to się wydawało – rozstrzygały się losy Polski na najbliższe 1000 lat.
W oczach tejże wspomnianej młodzieży dorastającej, cały ten zakon, jawił się - a przynajmniej tak to sprzedawano - jako potworna kamaryla chcąca wpędzić Polskę w średniowiecze, a szkoły zamienić na seminaria duchowne, gdzie karać się będzie cieleśnie za pomyłkę w odmawianiu pacierza. Muzycy rockowi, tak zupełnie jak dziś ci, którzy śpiewają anty-IV-RP-owskie protest songi, straszyli nas „Czarnymi Szeregami”- jak zespół Proletaryat, czy też raczyli nas piosenkami o zdegenerowanym klesze - jak dzisiejszy czołowy anty-PO-wski celebryta Paweł Kukiz, w pamiętnym szmoncesie pt. „Ksiądz proboszcz już się zbliża”. Obudziło to całe morze chcących odciąć się celną ripostą, wielu już wtedy czyniło z siebie męczenników w walce z „czarnym reżimem” - np. damski, o wyraźnym feministycznym sznycie zespół Futurobnia, który w jednym z utworów wyraźnie ostrzegał: „Łapy precz od mojej macicy”.
Była to I Wojna Światopoglądowa. Nie podatki, nie ceny, nie coraz bardziej nie wytrzymujący tempa wolności obywatele, a kwestie światopoglądowe tworzyły dynamikę społeczną. Media, umiejętnie tworzyły atmosferę, w której przeciętnemu obywatelowi zdawać się musiało, że „klecha chce rządzić”. Politycy w programach publicystycznych przekrzykiwali się na tematy aborcyjne, religijne i światopoglądowe.
Wtedy wreszcie od tego wszystkiego, zaczęła się rozpadać prawicowa część sceny politycznej z tej setki współtworzących je wówczas części, na tychże części tysięczne. Śmiem twierdzić, że to dzięki tej wojnie, i pewnej wprawnej grze medialnej udało się wystraszyć Polaków a tym samym wskrzesić świeże jeszcze post-PZPR-owskie mogiły. Do władzy doszło SLD. SLD które po wycięciu rywali z prawej strony (a właściwie przez dokonaniu przez nią aktu samobójstwa politycznego – tak, już wtedy „nie było z kim przegrać”)...podpisało Konkordat, a ich cappo pchał się z małżonką do Papa Mobile. Można było na czas jakiś spory światopoglądowe zawiesić.
II Wojna Światopoglądowa
Była to jednak tylko przerwa strategiczna. W portfelach zrobiło się bardzo krucho i nikt nie miał głowy do sporów nt. aborcji czy małżeństw homoseksualnych. Jednakże spory te nie umarły - co to to nie.
Wróciły wraz z AWS-em, bo łatwo można było przewidzieć że tam gdzie prawica, tam będzie wojna światopoglądowa. Na dodatek jeszcze w połączeniu z współrządzącą, liberalnie nastawioną Unią Wolności, musiało być ciekawie. I było. Znów zerwały się jastrzębie. Marian Krzaklewski chciał chrystianizować Polskę, znów wróciły dyskusje o aborcji oraz o roli kościoła w Polsce. Wtedy też na poważnie wszedł do gry O. Rydzyk, sprawnie zagodpodarowujący lęki tych Polaków którym w tej całej tłuczce odmawiano w pewnych środowiskach prawa do głosu.
II Wojna Światopoglądowa zakończyła się tym samym co pierwsza. Czyli powrotem do władzy post-komuny.
III Wojna Światopoglądowa (?)
Dziś, politycy pokazują że niczego się w ciągu tych lat nie nauczyli. Znów próbują wrócić na stary wygodny szlak, który odciąga uwagę obywateli od spraw takich jak podatki czy emerytury, na te wyższe, nazwijmy to, bardziej transcendentalne. Zawsze te nośne tematy są pod ręką niczym gra w kalambury czy flirt towarzyski, które mogą ożywić nawet najbardziej skopaną imprezę.
Mechanizm jest ten sam. Lekkie kopnięcie w klatkę i już podnosi się tłum obrońców Kościoła w rodzaju red. Terlikowskiego, który zaczyna głosić iż Kościół Katolicki chce się w Polsce po prostu wykończyć. Potem już poleci to samo. Tyle że sytuacja jest inna. Do władzy nie wróci już dziś bezsilne i blade jak nieszczęście SLD-owskie truchło, a raczej wzmocni się Palikot. Media będą pokazywały sprawnie zmontowane wykrzywione ze złości twarze J.Kaczyńskiego spod krzyża, czy grożącego wszystkim anatemą Terlikowskiego, wściekle miotających się w swoim „szaleństwie”. Powie się – patrzcie, to ci wariaci co chcą zrobić z Polski „czarny skansen”. A że Polak chodzi do kościoła, chrzci dzieci ale księdza to za bardzo nie poważa to punkty procentowe rosną. Przecież to wszystko już dwa razy przerabialiśmy, do diaska.
III Wojna Światopoglądowa nabiera mocy. Zwycięzcami w niej będą tylko ci, którzy szybko postawią się w roli napadniętych. Nic w pozostałych kwestiach się nie zmieni. Tak jak SLD podpisało Konkordat, tak Palikot nawet mający 30% wyborców (Miserere Mei Deus!) nie zdejmie krzyża z sali sejmowej. Bo w Polsce nie miejsca na religijny radykalizm, ale też i na anty-religijny. Polacy są na te zabawy zbyt mądrym narodem. Palikot dobrze to wie i gdy zdobędzie już te 30% to wtedy będzie musiał zająć się czymś więcej niż tylko walką z księżmi. No i wtedy okaże się że „król jest nagi”. Potem wróci prawica i wszystko zacznie się od nowa..
Historia często się powtarza, ale tylko jako w formie groteski. To tak na pocieszenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (45)