Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
475
BLOG

Czy możliwy jest reset w polskiej polityce?

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 21

 

Polska polityka znajduje się w całkowitym klinczu. W roku 2005 wydawało się, że na gruzach pozostawionych przez SLD wyrosnąć musi coś nowego, a partie post-solidarnościowe (PiS i PO) wreszcie dojrzały, skonsolidowały się i wreszcie po latach poniewierki, wzajemnych konfliktów oraz po okresie zagubienia w nowej politycznej rzeczywistości zabiorą się już z energią za to co powinno zostać zrobione już na początku lat 90-tych. Nadzieje te okazały się płonne. Post-solidarnościowcy ulegli temu samemu mechanizmowi co w latach PRL-u. Podobnie jak w latach konspiracyjno-opozycyjnych, dopóki istniał wspólny wróg, cały ten obóz zachowywał taktyczną i zewnętrzną jedność. Kiedy wróg wydawał się pokonany, bardzo szybko wówczas ze zdwojoną siłą wybuchały i ujawniały się światu wszelkie możliwe wewnętrzne spory i różnice które wcześniej, w ogniu walki znikały nam z oczu.

Polityka zamieniła się w konflikt, który szybko stał się wartością samą w sobie, przestał być motorem zmian i wykuwania się nowych pomysłów na rozwiązywanie trapiących nasz kraj problemów. Obie strony porzuciły swoje główne postulaty i skupiły się na – pisząc po piłkarsku – grze z kontry. Najbardziej dojmująco wygląda to w przypadku PiS, który w okolicach roku 2005 programowo aż pulsował, mienił się wielością poważnych polityków oraz musiał robić wrażenie szerokością swoich gotowych do działania i pełnych energii kadr. Walka polityczna, w którą częściowo sam rozkręcił a częściowo został wmanewrowany, plus ostrzał medialny jakiego stał się wkrótce celem, wypaliła partię braci Kaczyńskich w stopniu dużo większym niż od początku nieco bezbarwne i skupione na marketingu politycznym PO. Widać to dziś zwłaszcza, kiedy PiS miota się od kibiców do jakichś nieskładnych kolejnych politycznych ofensyw. Zamiast jasnego i spójnego państwowotwórczego programu który przecież posiadał mamy zlepek doraźnych reakcji na to co uwarzy w kotle Ostachowicz z panią Pochanke.

Potem przyszedł niestety Smoleńsk, który nie dość że przyniósł nam wszystkim ogromną tragedię i obnażył słabość polskiej racji stanu (o kompromitacji PO nie warto już wspominać) całkowicie sparaliżował codzienną politykę i zepchnął obie duże partie do okopów, z których trwa nieustanny wzajemny ostrzał prowadzący jedynie chyba do wzajemnego wyniszczenia. Nieudolne śledztwo oraz kocia muzyka mediów jazgocząca do rytmu TVN-owsko-celebryckich zaśpiewów z jednej strony, i zrozumiała po części gniewna reakcja na to wszystko ze strony PiS z drugiej – to wszystko nie daje nam chyba nadziei na coś więcej w przyszłości niż dalsze odcinki politycznej „zimnej wojny”.

Tutaj chciałbym na chwilę odłożyć wszelkie emocje i uprzedzenia, i zadać sobie pytanie które samo się nasuwa w takich okolicznościach. Czy może stać się coś, i jakby to coś miało wyglądać, aby możliwy był reset polskiej polityki i powrót, do nawet i sporów, ale merytorycznych i nie podszytych chęcią wzajemnego wykończenia się? Społeczeństwo siedzi w owych okopach razem z politykami. Kolejne wybory pokazują nam ten niemal równomierny podział, który pewnie wraz z trwającym dalej takim stylem polityki będzie się tylko pogłębiał.

Szansą na taki reset – wiem że zabrzmi to kontrowersyjnie – był właśnie Smoleńsk. PO i sam Tusk miał okazję aby pewne rzeczy wyprostować. Wyciągnięcie ręki do J.Kaczyńskiego, uderzenie się w piersi i wykonanie z pozycji premiera jakiegoś gestu koncyliacyjnego z pewnością nie odebrałoby mu głosów wśród swoich wyborców. Myślę nawet że zyskałby na tym – ludzie bowiem doceniają takie zachowania i z pewnością zyskałby trochę punktów jako mąż stanu którym tak usilnie chce być. Niestety – nie stać go było na to, a krótkie spodenki które ma pod garniturem kazały mu iść dalej za muzyką Ostachowiczowskiego fletu i bić w dobrze znany wojenny bęben. Efekt? Konflikt sięgający dziś zenitu, popsute do szczętu wzajemne relacje, konieczność trzymania się z osobnikami typu Palikota oraz osuwanie się w głąb coraz głupszej medialnej propagandy.

Zaczyna się mi wydawać że ów reset możliwy tylko wówczas, gdyby w PO doszło do jakiegoś przewrotu. Sądzę że w tej partii istnieje coś w rodzaju „podziemnego kręgu” polityków którzy taką wymianę i taki reset przyjęliby z ulgą. Pokazały to wyraźnie przymiarki Tuska do modyfikowania ustawy aborcyjnej. To spore grono posłów PO które nie chciało nic przy tej ustawie ruszać, to może nie potencjalni przyszli posłowie PiS, ale z pewnością są to politycy którzy mogliby nawiązać z politykami partii J.Kaczyńskiego jakikolwiek dialog, a nawet jeśli dyskusję czy spór to już nie w takiej wojowniczej formie jak to ma miejsce dziś.

Schetyna, Gowin czy kręcący się gdzieś wciąż w tle Rokita, to w mojej opinii jedyne osoby w polskiej polityce które mogą uruchomić proces odnowy polskiej polityki, rozpocząwszy we własnej partii zmianę stylu tejże polityki uprawiania – która wydaje się dziś zaczynem wszelkiego zła. PO nie jest całkowicie tworem PR-u. Można by ją chyba porównać do jakiegoś stworzenia, które wciąż jest dosyć silne, wciąż ma energię i możliwości do pozytywnej działalności, ale ma niestety bardzo schorowaną głowę. Wymiana tej głowy mogłaby być zaczynem czegoś nowego i lepszego.

Pytanie jeszcze jedno. Czy J.Kaczyński i PiS, w obliczu takiego przeobrażenia się swojej głównej przeciwniczki byłby w stanie odejść od pewnych złych nawyków, które w latach tej często nierównej walki z pewnością w sobie wykształcił? Czy nie wywołałoby to jednak ochoty na uznanie tego ruchu PO, jako przyznanie się do win a tym samym za gest kapitulacji, którego efektem może być tylko jej ostateczne dobicie? Z pewnością natychmiast ruszyłyby hienki w postaci resztówek SLD, PSL-u czy partyjek Palikota chętne do wejścia na świeżą padlinę. Efekt byłby taki, iż przed PiS stanąłby przeciwnik jeszcze bardziej zdeterminowany i jeszcze mnie wyposażony niż PO w jakiekolwiek zahamowania. Wzrost eskalacji i dalszy paraliż polityczny łatwy wtedy do przewidzenia. Nie mówiąc już o muszącej się wtedy dokonać kolejnej odsłonie walk wewnętrznych w PiS, które ujawniają się zawsze w momentach dla tej partii kluczowych. Wszyscy w PiS musieliby się bardzo wtedy pilnować aby nie sięgnąć do kabury.

Reasumując. Reset jest możliwy, ale wymagałby on prawdziwej dojrzałości od obu dużych partii. Nikt nie oczekuje że w realiach demokracji nie będzie sporów, czasem nawet gwałtownych. Jednak na dziś znajdujemy się na takim etapie że bez jakichkolwiek wspólnych działań polityków wszystkich opcji nie będziemy w stanie dokonać gruntownej reformy naszego kraju i pchnięcia go na szybszą ścieżkę rozwoju.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka