Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
481
BLOG

Lewica odchodzi razem z Bugajem?

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 4

 

W weekendowej Rzeczpospolitej poświęca się sporo miejsca dzisiejszej, szeroko pojętej lewicy. Napisano kilka sążnistych artykułów gdzie analizuje się kondycję lewicowego myślenia, nie tylko w Polsce ale i w Europie. To jednak mniej ważne, bo obok tych tekstów, znajduje się też wywiad Piotra Zaremby z nestorem (albo raczej ostatnim Mohikaninem) polskiej lewicy, panem Ryszardem Bugajem. Bardzo, bardzo charakterystyczne jest to, w jak ogromny sposób kontrastuje ze wspominanymi już przeze mnie tekstami, to co nam pan Bugaj opowiada. Kontrast ten uwidacznia przede wszystkim to, jak bardzo w Polsce, a zwłaszcza w środowiskach prawicy, nie rozumie się lewicowości. Bugaj o tym wszystkim nam przypomina. Bez wielkiej zresztą nadziei na dobrą, tej prawdziwej lewicy przyszłość.

Zacząć jednak muszę koniecznie od tego, że Ryszard Bugaj to polityk z którym choć często się nie zgadzam, to uwielbiam go słuchać i czytać. Jest to polityk (czy wciąż jeszcze polityk?) trochę ze starych romantycznych czasów początku lat 90-tych, kiedy to noszono sztruksowe marynarki z naszytymi na łokciach łatami i ani razu nie strzepując popiołu do popielniczki z na wpół tlącego się „Mocnego”, dyskutowano dniami i nocami o doktrynach, wartościach czy gospodarce. Były to czasy, kiedy polityka nie oznaczała jeszcze rzucania się przeciwnikowi do gardła celem rozszarpania go na strzępy – a przynajmniej nie czyniła z tego podstawowej powinności polityka. Ryszard Bugaj to też nie tylko dobry mówca, ale i znakomity przy tym aktor. Te spojrzenia w górę, te teatralne wręcz inteligenckie gesty i mimika, to ciągłe stawianie sobie kolejnych pytań i wątpliwości.

Jednakże to co jest i było niezaprzeczalną siłą Bugaja, stało się też poniekąd jego politycznym przekleństwem, które wywiodło go na całkowity margines. Nowe czasy bowiem, nie dały żadnych szans tym, którzy godzinami niuansowali, stawiali sobie te wspomniane już wielopiętrowe pytania i wątpliwości, oraz jeszcze oczekiwali od innych że będą robić tak samo. Nowoczesna medialna polityka, i coraz szybsze tej polityki tempo nadawane przez wciąż umacniające swoją potęgę korpo-partie, szybko obróciły tego typu polityków w proch i dziś możemy ich jedynie oglądać na czarno-białych fotografiach.

Taki los spotkał też Ryszarda Bugaja. Człowieka o niezwykle mocnym kręgosłupie. Kiedy na początku lat 90-tych dawni opozycjoniści musieli stawać się niemal z dnia na dzień "normalnymi politykami", w pośpiechu przydzielano sobie polityczne role. Wówczas każdy chciał być prawicowo-konserwatywnym-liberałem, to oczywiste. Lewicowcem nikt nie chciał zostać – lewica kojarzyła się z oczywistych (choć fałszywych przecież w dużym zakresie) powodów Polakom bardzo źle. Dlatego nikt nie chciał jej sobie brać na kark i pozostawiono ją SLD, które nigdy nie stało się niczym innym niż tylko tejże lewicy fałszywą atrapą oraz ostatecznym jej dezintegratorem. Choć przecież lewicowo-gospodarcze postulaty nie zniknęły, a stały się podstawą programu każdej niemal partii w Polsce, gdyż cała polska polityka wychodzi z Solidarnościowej opozycji która to przecież miała wyraźny socjaldemokratyczny sznyt.

Mimo to Ryszard Bugaj nie ugiął się i nie został farbowanym prawicowcem. Głośno i wyraźnie, narażając się na złe języki, trzymał się (i trzyma nadal) otwarcie swoich lewicowych, socjaldemokratycznych przekonań. Aż do końca chciałoby się rzec. Pozostał tym socjaldemokratą do dziś, pomimo tego, że słowo lewica nabrało dziś  podwójnie złego znaczenia. Oprócz bowiem wiadomych (choć głupich) komunistycznych skojarzeń przyszły te inne – związane z liberalizmem obyczajowym, którym żywi się żarłocznie to, co samo próbuje nazywać się dziś fałszywie lewicą - vide Palikot. Bugaj wszystkie te zagrożenia widzi. Włącznie z tymi które już nadeszły –  choćby w formie kryzysu, który po części też obalił pewne socjaldemokratyczne wizje jakie i on podzielał przez lata.

Dziś w tym co mówi Ryszard Bugaj jest dużo goryczy. On sam gorzko rozlicza się ze słabością tej „prawdziwej lewicy”, i przyznaje rację tym, którzy twierdzą iż nie nadążyła ona za zmianami społecznymi i cywilizacyjnymi na świecie. Tym samym jeszcze raz daje on dowód swojej ponadprzeciętnej politycznej rzetelności i szczerości – tak rzadko już spotykanej. Choć jeszcze jakoś tam nawołuje do tego aby choć spróbować przewartościować socjaldemokratyczną tradycję i spróbować ją „zapdejtować” do nowych czasów, to czyni to już chyba bez wielkiej wiary. Tym samym widać gołym okiem, że Ryszard Bugaj z tak uczciwym podejściem do polityki nie miał w niej praktycznie żadnych szans.

Napisałem na wstępie, że wywiad z Bugajem kontrastuje mocno z tym, co i jak piszą na temat swojego rozumienia lewicy prawicowi dziennikarze, i to w tekstach znajdujących się tuż obok owego wywiadu. Kontrast ten polega głównie na tym, że w swoim wywiadzie Bugaj kompletnie niszczy te prawicowe wyobrażenia o lewicowości, rozprawia się z nimi bez żadnej litości. Pokazuje ich podstawowy fałsz. Wyraźnie mówi o tym, że Palikot, SLD czy Krytyka Polityczna, to nie jest nic co może być jakkolwiek lewicowe – mowa oczywiście o lewicowości w starym dobrym pojęciu. Mówi o tym wszystkim także w gorzkim nastroju, gdyż zdaje sobie sprawę, iż pojęcie lewica już na dobre zostało przejęte przez rozmaitych liberalnych szacherów i mechanizmu tego nie da się już zatrzymać. Sama zresztą lewica – Bugaj to doskonale rozumie – jest tu najbardziej winna. Skoro umiera ona przygnieciona z jednej strony Palikotowym buciorem, z drugiej dobita SLD-owskim pustosłowiem, cynizmem i bezideowością, a z trzeciej wciąż przygwożdżona post-PRL-owskim widmem, to znaczy że w dużej mierze sama do tego doprowadziła. Własnymi zaniechaniami na przykład.

Czy wraz ze zmierzchem polityków w rodzaju Bugaja odchodzi coś więcej, coś czego braku jeszcze wkrótce wszyscy gorzko pożałujemy? Czy może jednak Ryszard Bugaj zbyt idealistycznie podchodzi do polityki i do świata w ogóle, płacąc tym samym cenę ostatecznego wypadnięcia z polityki? No i czy lewica już ostatecznie schodzi ze sceny politycznej wraz z takimi politykami jak właśnie Bugaj, zostawiając tym samym miejsce liberalnym światopoglądowo troglodytom? Takie pytania mi po lekturze tego wywiadu pozostały.

----------

 

 Tutaj można posłuchać mojego ględzenia w Tok FM z soboty. M.in tez o lewicy. Jeśli ktoś posiada masochistyczne skłonności to zapraszam do słuchania:)

www.tok.fm/TOKFM/0,94037.html

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka