Nie będę z pewnością pierwszym, który się chce podzielić wrażeniami z lektury książki o Lechu Kaczyńskim "Daleko od Wawelu" Michała Majewskiego i Pawła Reszki. Książka mi się spodobała, czemu sam się dziwię. Nie rzuciłem nią, autorom udało się mnie nie poirytować!
A bylo tak z książką Piotra Semki "Lech Kaczyński. Opowieść arcypolska"! Co mnie irytuje, to to, że ktoś sobie lekko pisze, trzy po trzy, a w ogóle nie sprawdza faktów, ani ich nie dokumentuje nalezycie. Na przykład taka omyłka Semki: to Lech, a nie Jarosław chodził za ZSL i SD, żeby utworzyć pierwszy rząd "Solidarnościowy". Dlaczego się czepiam? Bo to ważne, bo gdyby Wałęsa został sam z tym zwycięstwem wówczas, to mogło się ono szybko obrócić w porażkę, gdyby nie stworzono wtedy tego rządu. To był przejaw refleksu politycznego i poczucia odpowiedzialności za państwo w tak trudnym momencie zawirowania historycznego. To jedna z wielkich rzeczy, jakich dokonał.
Książka Majewskiego i Reszki jest wartko napisana, łatwiejsza w lekurze, ale skupia się tylko na okresie prezydentury. Pełna jest anegdot, historii intryg na tym "strasznym dworze". Jednak czytając ją nie mam wrażenia złej woli autorów, złośliwej karykatury, krzywego zwierciadła. Jest dużo prawdy w tych charakterystykach. Z tych stron powraca wspomnienie prawdziwego Lecha, takiego jakim był, z jego zaletami i wadami, pełnego sprzeczności, bogatej natury. Choć więcej tu o Jego małościach, niż wielkościach, bez "pomnikowości", oczywiście. Pisane z perspektywy plotkarskiej warszawki, istotnie dalekiej od Wawelu.
Po katastrofie smoleńskiej robi porażające wręcz wrażenie to przytoczone pytanie śp. Prezydenta: "Donald, ostatnio do pilotowania mojego samolotu dajecie najmniej doświadczonego pilota w całym pułku, dlaczego? (str.182)" Premier w odpowiedzi zaproponował mu latanie starym JAK-iem, grożącym śmiercią. Dziś to nas jakoś nie śmieszy! Uważam nawet, że sprawa powinna zostać zbadana na przyklad przez NIK, czy tak było faktycznie. To niepokojący sygnał, nie może być zignorowany.
Podoba mi się uczciwe postawienie przez autorów sprawy "wojny polsko - polskiej", tak istotne znów w aktualnej sytuacji, po mordzie w PIS-owskim biurze w Łodzi. Cytuję: "Kaczyński został uznany przez media za inicjatora wojny polsko - polskiej, za agresora w sporze PIS - PO, w którym Platforma była jedynie ofiarą. Jednak zazwyczaj było odwrotnie. Świetnie znający słabości prezydenta Donald Tusk doskonale wiedzial, jak sprowokować jego gniew." (str. 179) Uderzając w Jego brata lub w matkę, Panią Jadwigę. Widać, że ostatnio zespół PR-owców przy premierze znów bije wszelkie rekordy w produkcji instrukcji, propagandzie agresji i nienawiści.
Trochę mnie drażni to, że większość informacji pochodzi od anonimowych pracowników, znawców, jakichś ministrów czy działaczy partyjnych. Wszystkie nazwiska wykasowane, czyżby to tajemnica jakaś była? Czy udzielający informacji lub swych opinii wstydzili się tego, że pojawią się w książce o byłym prezydencie? Czy bali się występować pod nazwiskiem, w tej naszej wolnej Polsce? Chociaż autorzy ustrzegli się - jak mi się wydaje - jakichś widocznych błędów, ta anonimowość i brak podania źródeł informacji, udokumentowania ich, to jednak pewna wada tej książki.
Inna, poważniejsza wada, to to, że nie dowiecie się z niej zbyt wiele o tej codziennej, mozolnej pracy dla państwa, jaką Lech Kaczyński wykonywał. Nie ma tu nic o tym, jakie inicjatywy legislacyjne przygotowywał, dlaczego wetował lub odsyłał do Trybunału Konstytucyjnego rządowe ustawy, jak próbował chronić ważnych dla demokracji praw oraz instytucji państwa przed chciwą władzy Platformą, ani w końcu jak interweniował, żeby pomóc zwracającym się do niego ludziom... Autorzy nie umieli pokazać, jak Jego ideowość, patriotyzm, propaństwowość, przekładały się na konkretne dokonania. Nie dowiecie się z tej książki o wielkości Lecha Kaczyńskiego, dlaczego naprawdę zasłużył na szacunek i wielkie uznanie rodaków, dlaczego jest jednak na Wawelu.
„Jedenaście dni temu dość mało znany bloger Mieszczuch7 napisał bardzo ciekawą notkę p.t. "Nowy mur - warszawski". Jako pierwszy zauważył on, że dzięki stalowym barierkom Pałac Prezydencki zaczął przypominać warowną twierdzę. Porównał on to do muru oddzielającego Żydów od Palestyńczyków oraz do wysokich płotów, które rozdzielają katolików i protestantów w Belfaście. Później także inni publicyści /n.p. Johny Pollack/ czynili podobne porównania, ale Mieszczuch7 był pierwszy. Jego poprzednia notka o ataku na niezawisłość Rzecznika Praw Obywatelskich też była bardzo interesująca. Warto zaglądać na ten blog.” elig, 28.08.2010
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka