Wydaje się, że na korupcji każdy się zna. Wydawało się tak również zastępcy redaktora naczelnego "Dziennik Gazeta Prawna", Andrzejowi Taladze. Dziwię się, że też w redakcji nie było nikogo rozsądnego, kto by mu odradził, odmówił publikacji tego artykułu o korupcji w weekendowym wydaniu "Magazynu", że też nikt nie puknął się w czoło?
1) Tytuł artykułu "Korupcja: ład ubogich" wskazuje, że według Andrzeja Talagi korupcja może oznaczać jakikolwiek ład. Nigdy! Nigdzie! Zwłaszcza nie jest ona "ładem" czy "porządkiem" biednych, ubogich. Ona biednych krzywdzi, doprowadza do jeszcze gorszej nędzy, nieraz skazuje na śmierć. I to rękami bogatych, narzucających prawa, reguły gry, rękami władzy i urzędników.
2) Andrzej Talaga zainspirował się najnowszym rankingiem Transparency International. Błędem jest niestety przyjęcie przez niego tych badań, jako wskaźnika występowania korupcji w krajach objętych indeksem , bo one są tylko i wyłącznie wskaźnikiem postrzegania, percepcji, opinii na temat tego, jaka jest skala korupcji w danym kraju.
3) Drugi błąd to to, że dla autora korupcja jest synonimem łapownictwa. Otóż nie jest. Łapownictwo to zaledwie jedna z wielu postaci korupcji, i to wcale nie bardziej naganna, czy groźna, niż na przykład częstszy w Europie Zachodniej i USA tzw. handel wpływami, budowanie niejawnych sieci władzy w celu uzyskania dla danej grupy interesów korzyści materialnych, politycznych i innych poprzez działania korupcyjne.
4) Trzecim błędem jest bezkrytyczne przyjmowanie wyników badań Transparency International, co do metodologii których zastrzeżenia mają znawcy tematyki badań społecznych, a nawet sami jej twórcy.
5) Fałszywe jest założenie, przyjęte przez autora, że przeciwdziałanie korupcji może przynosić szkody, czyli być złe. To korupcja jest złem, a nie walka z nią. To skorumpowany urzędnik jest przestępcą, a nie ten, który powiadamia o korupcji policję, dziennikarzy, szuka pomocy u organizacji pozarządowych, czy międzynardowych. Autor pisze bowiem, że "Walka z korupcją ma sens w państwach ze stabilnym systemem politycznym i prawnym. W krajach pogrążonych w chaosie wyrządza więcej szkody, niż daje pożytku. tam bowiem korupcja sama stała się systemem." Otóż, tam, gdzie jest stabilny system polityczny i prawny, gdzie są mocne instytucje państwa, gdzie służba cywilna ma wielowiekową tradycję, tam po prostu korupcja jest znikoma. Nie mówię, że jej tam w ogóle nie ma i że nie ma już nic do roboty. Nawet w najlepiej ocenianych w rankingach Transparency International krajach zdarzają się afery korupcyjne. Tam jednak są one ujawniane, wyjaśniane, wyciągana jest odpowiedzialność karna i polityczna. Tam wielkiej wojny nie trzeba prowadzić, choć zdarzają się ciągle jakieś bitwy, potyczki. Nie znaczy to, że walka z korupcją tylko tam ma sens, bo tam jest łatwiej, a w krajach szarpanych biedą i konfliktami już żadnego sensu nie ma, bo jest to walka wręcz. Właśnie tam sens ma największy i tam jest właśnie, co robić, czyli dążyć do ustabilizowania i zapewnienia bezpieczeństwa, do powstania w ogóle instytucji państwa, czyli prawdziwego ładu, sprawiedliwej dystrybucji dóbr w społeczeństwie, unormowanych relacji na styku władza i obywatel.
6) Autor nie rozumie, że właśnie działania systemowe, to jest walka z korupcją, a nie wsadzanie do więzienia jakiegoś drobnego łapownika. Haiti, jedno z najbardziej skorumpowanych państw na świecie, dostało ogromną pomoc po trzęsieniu ziemi. Obecnie tysiące ludzi umiera tam z powodu skażenia wody i żywności. Dlaczego? Bo nie działają instytucje państwa, nadzór, inspekcje, kontrola. Wojny, katastrofy naturalne, ruina gospodarcza kraju, wszystko, co niszczy porządek prawny, instytucje państwa, sprzyja korupcji. Z największą krzywdą dla biednych.
7) Autor z dziwną troską pisze o groźbie upadku reżimów panujących w najbardziej skorumpowanych, biednych krajach, w "parszywej jedenastce": "W każdej z nich korupcja ma inne oblicze, ale bez niej systemy gospodarcze i polityczne upadną". I cóż strasznego? Niech właśnie upadną i to jak najszybciej! Niech nie eksploatują w rabunkowy sposób bogactw tych krajów, niech nie niszczą lasów, nie okradają swych narodów! Mieszkańcy tych krajów winią nas, zwłaszcza międzynarodowe instytucje finansowe za pomoc udzielaną dla rządów ich krajów i utrwalanie władzy klanów, skorumpowanych reżimów. Taka pomoc nie trafia do biednych, wzmacnia tylko "ład korupcyjny".
8) Red. Talaga opisuje Afganistan przez obraz sądowego sporu o kozę tak, jak do niedawna zachodnie media pokazywały obraz chudej chabety ciągnącej pług, mówiąc o Polsce. Nie wiem, czy autor był w Afganistanie, żył, mieszkał tam, czy zna Afganistan głównie z telewizji? Są tam nie tylko kozy, ale i talerze satelitarne. Zapewniam jednak, że i u nas mógłbym znaleźć taki przykład sądowego sporu o kurę albo o krowę. A czy nie ma u nas sędziów opieszałych, którzy przewlekają sprawy, nie zważając że kogoś doprowadzają do ostateczności, utraty środków do życia? Nie mamy żadnego tytułu do wnioskowania z takiego przykładu, ani do oceniania. Zwłaszcza do ocen o jakiejś rzekomo zakorzenionej w metalności Afgańczyków skłonności do korupcji, prymitywizmie. To jest typowy europocentryzm.
9) Na koniec autor przekonuje czytelników, że "Jedyny sprawny system, który działa w Afganistanie i pozwala ludziom przeżyć, ma na imię korupcja. Reszta jest propagandą." Propagandą i to niebezpieczną nazwałbym raczej ten hymn pochwalny na rzecz korupcji. Autor powinien raczej zanucić pieśń żałobną dla tych wszystkich, których pomija: ludzi którym korupcja nie pozwoliła przeżyć. Zwykłym ludziom, ofiarom skorumpowanych dyktatorów, sędziów, polityków, urzędników. Korupcja nie jest żadnym dobrem dla ludzi, dla społeczeństw. To ich zabija.
10) Ostatnim i wcale nie najmniejszym błędem red. Talagi jest to, że poświęcił cały ten artykuł innym krajom, nieraz egzotycznym, zamiast po prostu skupić się na Polsce, na tym, co dobrze zna. Szkoda, że nie poświęcił on ani linijki temu, że niemal połowa badanych przez CBOS uważa, że w ostatnim czasie korupcja w Polsce utrzymuje się na tym samym poziomie, że rząd nic nie robi, aby jej przeciwdziałać. Czy mało było przykładów nepotyzmu i kolesiostwa, ustawionych przetargów, afer gruntowych, stoczniowych, hazardowych? Nie ma o czym pisać? A dlaczego blokowane jest ustawodawstwo antykorupcyjne? Dlaczego wybija się kły antykorupcyjnym agendom? Po co szukać korupcji na antypodach, skoro mamy jej u siebie powyżej uszu? Czyżby z delikatności, żeby nie nacisnąć na odcisk obecnej władzy?
„Jedenaście dni temu dość mało znany bloger Mieszczuch7 napisał bardzo ciekawą notkę p.t. "Nowy mur - warszawski". Jako pierwszy zauważył on, że dzięki stalowym barierkom Pałac Prezydencki zaczął przypominać warowną twierdzę. Porównał on to do muru oddzielającego Żydów od Palestyńczyków oraz do wysokich płotów, które rozdzielają katolików i protestantów w Belfaście. Później także inni publicyści /n.p. Johny Pollack/ czynili podobne porównania, ale Mieszczuch7 był pierwszy. Jego poprzednia notka o ataku na niezawisłość Rzecznika Praw Obywatelskich też była bardzo interesująca. Warto zaglądać na ten blog.” elig, 28.08.2010
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka