26 obserwujących
234 notki
380k odsłon
  714   0

JAKI BYŁ LOS DELEGACJI NARODOWEJ ? (1:taśmy jaka)

 

W związku z opublikowanym apelem o intensyfikacje dociekań dot. poszukiwań POZA „czasoprzestrzenią maskirowki smoleńskiej” (http://noweczasy.salon24.pl/555436,zamach-dowody-posrednie-maskirowka-smolenska) – zadaję pierwsze z tytułowego cyklu pytania:
                                                                    
                                                         o TAŚMY JAK-a.

 

Na początek – przypomnienie pewnej historii:

Stenogramy z czarnych skrzynek ujawniono, ale czy aby na pewno są to oryginalne dokumenty z rosyjskiego śledztwa? Opublikowany dokument z zapisami rozmów członków załogi Tu-154M jest inny niż ten, który podpisał pilot z 36. Pułku Specjalnego Lotnictwa Transportowego.Ppłk Bartosz Stroiński zdradził w tvn24.pl, że podpisał się pod stenogramami z rozmów zarejestrowanych przez czarną skrzynką, ale pod ujawnionymi wczoraj zapisami brakuje jego odręcznego podpisu.- Podpisywałem dokument zawierający stenogram z rozmów. Nie wiem dlaczego opublikowany został inny – mówi pilot, który był w Moskwie po katastrofie i identyfikował głosy zarejestrowane przez czarną skrzynkę.Kiedy jednak zerkniemy na podpisy pod 40 stronicowym stenogramem nie widać tak jego odręcznego podpisu, choć jest wśród ekspertów, którzy identyfikowali głosy. Co się z nim stało? Czy podpułkownikowi pokazano inny dokument?Czarne skrzynki odczytywało: troje Rosjan, Sławomir Michalak, Waldemar Targalski i właśnie ppłk Bartosz Stroiński.- Byłem poproszony do współpracy, jako osoba posiadająca doświadczenie z kokpitu tego typu samolotu – mówi wojskowy i jednocześnie zaznacza, że nie wie, dlaczego na opublikowanym stenogramie nie ma jego podpisu.Sprawę tłumaczyć może fakt, że opublikowany tekst datowany jest na 2 maja, a ppłk Stroiński jest przekonany, że był w Moskwie wcześniej. - Na miejscu pozostali wymienieni eksperci - zdradza.http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/pilot-tu-154-ktory-rozpoznal-glosy-zalogi-podpisal_141451.html

Czy „gra na przeczekanie” (i tragiczny los jedynej osoby mogącej dać prawdziwe świadectwo autentyczności „nagrań z jaka”) jest częścią tego samego planu?

Fakty są następujące:

Zapis rejestratora MS-61 umieszczonego w Jaku zawiera wyłącznie nagranie prowadzonej przez załogę korespondencji radiowej. Obejmuje ono nagrania połączeń zarejestrowanych podczas podróży do Smoleńska, podczas postoju na płycie lotniska (jeśli magnetofon był włączony) i w drodze powrotnej do Warszawy. (…)zapis magnetofonu Jaka został zabezpieczony natychmiast po powrocie samolotu do Warszawy, w kilka godzin po katastrofie. Nagranie trwa aż pięć godzin, podczas gdy zapis z czarnej skrzynki obejmuje zaledwie pół godziny.                                          http://wpolityce.pl/wydarzenia/22578-eskperci-badaja-zapis-dzwiekowy-z-jaka-40-nagranie-moze-podwazyc-wszystkie-dotychczasowe-ustalenia-dot-katastrofy-smolenskiej
„Być może nagrania z magnetofonu znajdującego się na pokładzie Jaka-40 brzmią zupełnie inaczej niż zaprezentowane nam zapisy z czarnej skrzynki - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Władysław Protasiuk, ojciec dowódcy Tu-154M majora Arkadiusza Protasiuka.” http://www.rp.pl/artykul/92106,947049-Zaloga-jaka-nie-dostanie-ochrony.html
 
                                                                 ***
28.10.2012
wciąż nie wiadomo, dlaczego tak ważnych dla śledztwa zapisów rozmów z rejestratora Jaka-40 dotąd nie ujawniono opinii publicznej. Trudno także wyjaśnić przyczynę, dla której tak długo trwa badanie przez biegłych magnetofonu z tego samolotu. http://niezalezna.pl/34271-nie-zyje-chorazy-remigiusz-mus-technik-jaka-40

(Muś:),,Zresztą to jest do sprawdzenia, bo na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów,nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą.''

Jak teraz można powiedzieć, że nic nie można odczytać z drutu (rejestrator MS-61 to rejestrator z drutem stalowym jako nośnikiem zapisu – p.Pr.) Jaka?
POLACZOK 17.12 23:33          Kiedy padły te słowa?

 

„Prokuratura zleciła badanie zapisu z tego rejestratora dopiero w maju 2011 r. w związku zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pilotów Jaka40, polegającego na wylądowaniu na Siewiernym w warunkach poniżej minimalnych. To zawiadomienie skierował do prokuratury dowódca Sił Powietrznych gen. broni Lech Majewski w lutym 2011 r. (http://www.rp.pl/artykul/611162,671283-Biegli-zbadaja-zapisy-rozmow-z-kabiny-Jaka-40.html )
"Czyli przez ponad rok prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej w ogóle nie rozpatrywali możliwości wykorzystania zapisu z tego rejestratora jako dowodu w sprawie. Gdyby traktowali ten zapis jako dowód, to przecież zleciliby wcześniej odczyt tego zapisu, i opracowanie stenogramu.  Jest to coś niebywałego, biorąc pod uwagę zeznania śp. Chorążego Musia i por. Wosztyla. Wosztyl i Mus przesłuchiwani w maju 2010 r. powiedzieli, ze że załogi wszystkich samolotów, które miały lądować 10 kwietnia w Smoleńsku (Jak-40, rosyjski Ił i Tu-154M) usłyszały komendę zejścia do 50 m. Remigiusz Muś nagrywał te rozmowy na magnetofon pokładowy jaka, a nagranie zabezpieczyła w dniu katastrofy Żandarmeria Wojskowa.
Dopiero złożenie zawiadomienia przez gen. Majewskiego spowodowało, ze prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie lądowania jaka40 i została zmuszona do zlecenia rzeczoznawcom z IES przeprowadzenia ekspertyzy zapisu z rejestratora z jaka40. Śledztwo w sprawie lądowania jaka zostało wyłączone z głównego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Prokuratura bada, czy występowało bezpośrednie zagrożenie katastrofą w chwili lądowania. Z mocy prawa pasażerowie tego lotu mają status pokrzywdzonych. Mają więc prawo zapoznania sie z wynikami ekspertyzy.  Nawiasem mówiąc, gen. Majewski złożył to zawiadomienie mimo że wcześniej sprawa była badana przez komisję dyscyplinarną w 36 splt i komisja nie dopatrzyła się winy pilota Wosztyla. Zeznania załogi, w tym śp. chorążego Musia, oczyściły por. Wosztyla z zarzutu o podejście do lądowania mimo niedostatecznej widzialności.”
WIESŁAWA 2.11.2012 17:25
29.10.2012

„Muś i dowódca jaka porucznik Artur Wosztyl, którzy prowadzili nasłuch korespondencji wieży kontroli lotów twierdzą, że załogi wszystkich samolotów, które miały lądować 10 kwietnia w Smoleńsku (Jak-40, rosyjski Ił i Tu-154M - red.) usłyszały komendę zejścia do 50 m. Remigiusz Muś nagrywał te rozmowy na magnetofon pokładowy jaka. Taśmy zabezpieczyła w dniu katastrofy Żandarmeria Wojskowa. W maju 2011 r. WPO przekazała je do analizy krakowskiemu Instytutowi Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna. Opinia publiczna wciąż nie zna stenogramów z tych nagrań, śledczy nadal nie otrzymali ekspertyzy.  - Opinii fonoskopijnej jeszcze nie ma. Badania trwają - mówi pułkownik Rzepa. Przyznał, że biegli mają problem z wykonaniem ekspertyzy, bo potrzebują do tego materiałów, którymi dysponuje strona rosyjska (chodzi o wykonanie pewnych czynności). Prokuratorzy zwrócili się z wnioskiem o pomoc prawną do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej. - Nie możemy wykluczyć, że te materiały przyszły we wrześniu i są w tej chwili tłumaczone - powiedział rzecznik NPW.” http://www.rp.pl/artykul/92106,947049-Zaloga-jaka-nie-dostanie-ochrony.html

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka