Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat
1467
BLOG

Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika (9)

Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat Polityka Obserwuj notkę 0

TROPY (II)

 

W połowie 2003 roku jeden z funkcjonariuszy sporządza z kolei notatkę, z której wynika, że ma kontakt z informatorem, który w zamian za 300 tysięcy złotych chce wskazać miejsce przetrzymywania Krzysztofa. Pieniądze chce otrzymać dopiero po uwolnieniu porwanego. Z dokumentów nie wynika, kim miałby być ten informator, ani co w tej sprawie zostało dalej zrobione. 

Jednak bardzo istotny trop pojawia się już na samym początku śledztwa. Dwa tygodnie po porwaniu, 13 listopada 2001 roku,  Maciej L., funkcjonariusz operacyjny, pojawia się w sklepie Auchan w Warszawie przy ulicy Modlińskiej. Jak wynika z jego ustaleń, to tu kupiono telefon na kartę, z którego po raz pierwszy zadzwoniono do rodziny Olewników z żądaniem okupu. Policjant rozmawia ze sprzedawczynią. Z rozmowy wynika, że kobieta dobrze zapamiętała kupującego. Była niedziela, a on był ostatnim klientem tamtego dnia. Gdy przyszedł, już zamykała sklep. Kupił najdroższy telefon, nokia 3310. Uparł się, że nie chce kupować go taniej, w promocji, tylko chce zapłacić pełną cenę. Zapłacił prawie siedemset złotych, choć w promocji kupiłby go za złotówkę. To jednak wiązałoby się z podaniem swoich danych. Był bardzo podobny do jednego ze znanych polskich piosenkarzy. Policjant wszystko skrupulatnie zanotował. Mężczyznę zarejestrowały także kamery sklepowego monitoringu. Policjant Maciej L. przejrzał taśmę. Kamera pokazuje mężczyznę od tyłu, nie widać jego twarzy. Jest niski i tęgi, ewentualnie grubo ubrany. Idzie kołyszącym się krokiem. Kurtka z białym kapturem, czarna czapka, w ręce reklamówka. Co policja zrobiła z tym tropem? Właściwie nic. Policjant zamknął kasetę na kilka lat w pancernej szafie. Oficjalnie nagranie ujrzy światło dzienne dopiero w 2005 roku. 
 
 
Tak w pierwszych miesiącach toczyło się to śledztwo. Policjanci weryfikowali kolejne boczne wątki, zapominając o notatkach, które sami tworzyli, a z których wynikało, że coś wspólnego ze sprawą może mieć mieszkaniec Drobina Robert Pazik. Jednak co najgorsze, nikt na bieżąco nie analizował billingów i połączeń telefonicznych. A w tym samym czasie bandyci prowadzili negocjacje z rodziną: dzwonili, pisali listy, wysyłali SMS-y. Pracę policjantów nadzorował prokurator Leszek Wawrzyniak, który nigdy wcześniej nie miał do czynienia z porwaniami dla okupu. Zresztą oprócz sprawy Olewnika miał na głowie co miesiąc kilkadziesiąt innych spraw, nad którymi z mozołem się pochylał.
 
Prokuratora Leszka Wawrzyniaka trochę uwierało to, że nad sprawą pracują także policjanci, którzy bawili się domu Krzysztofa tuż przed porwaniem. Czuł, że nie powinno tak być, ale nie zdobył się na odwagę, aby to zmienić. Prowadząc to śledztwo mógł zostać bohaterem, ale wyszło na odwrót.
 
Policjanci zbierający ślady w domu Krzysztofa zabezpieczyli ich kilkadziesiąt, w tym jakiś włos z kanapy. Prokurator nie pochylił się nad tym włosem, nie przekazał do badań. Dopiero kilka lat później, gdy jeden z prokuratorów zainteresuje się tym włosem, okaże się, że to włos jednego ze zbrodniarzy.
 
W czerwcu 2002 roku prokurator Wawrzyniak napisał za to do swoich przełożonych, że zostały już zakończone czynności procesowe, a czynności operacyjne (prowadzone przez policję) mogą przecież być wykonywane po umorzeniu postępowania. Sugerował tym samym chęć umorzenia śledztwa. Dodał jeszcze, że siostra porwanego, Danuta Olewnik, została zapoznana z całością materiałów zgromadzonych w śledztwie i nie złożyła żadnych wniosków zmierzających do uzupełnienie postępowania. Prokuratura wyższego rzędu, po „analizie akt”, nakazała prokuratorowi Wawrzyniakowi sprawdzenie jeszcze, czy przypadkiem Krzysztof Olewnik nie miał w jakimś towarzystwie ubezpieczeniowym wykupionej wysokiej polisy na życie. Przełożeni prokuratora Wawrzyniaka sugerowali zatem, że należy sprawdzić, czy przypadkiem rodzina Krzysztofa Olewnika nie sfingowała tego porwania, aby zgarnąć wysokie odszkodowanie. Ewentualnie mógłby to zrobić sam Krzysztof, aby potem podzielić się pieniędzmi uzyskanymi z polisy. Prokurator miał do sprawdzenia 44 firmy ubezpieczeniowe.
 
Prokurator miał nawet żartobliwie powiedzieć do siostry porwanego – wedle jej słów:  „Zbliżają się wakacje, więc pewnie wkrótce Krzysiu wróci?”. 
 
 

 

Fragment książki Roberta Sochy "Nie chodziło o okup. Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika", Wydawnictwo Nowy Świat.

W księgarniach od: 6 X 2010.

Następny odcinek - jutro o 16:00.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka