61 obserwujących
246 notek
288k odsłon
181 odsłon

Kibole polityki

Wykop Skomentuj30

Polityka jest często przyrównywana do sportu. Są drużyny i są ich kibice, są i sędziowie. W utopijnej idei fair-play mamy założenie, że publiczność chce oglądać zmagania odbywające się czysto, z zachowaniem reguł, chce cieszyć się pięknem sportu. W związku z tym drużyny grające nieczysto będą eliminowane zarówno przez sędziów jak i poprzez odejście kibiców i  związany z tym gospodarczy upadek drużyny.

Więc w tym idealnym założeniu po meczu kibice drużyn spotykają się razem przy piwie, jedni świętują innym do świętowania nie jest, ponarzekają razem na sędziego, ale każdy przynajmniej ma świadomość, że zainwestował w dobre widowisko.

W życiu, jak to w życiu nic nie odbywa się według idealnych założeń. Winny porażki jest to sędzia, to kiepska murawa, to nieczysto grający przeciwnik. W ocenie meczu zaczyna dominować tylko wynik. Czy „nasi” wygrali, czy przegrali. Zaczyna się dynamika tłumu w której prym wieść zaczynają wieść ci co szaleją z zachwytu jak „nasi” zdobyli bramkę, nawet gdy było to zagranie ręką, a gwiżdżą przy każdej dobrej akcji przeciwników. I w tym momencie zmienia się manager drużyny który zauważa, że jest potencjał na tych negatywnych emocjach zbić kapitał.
Zaczynamy nagle obserwować sytuacje, że jeden zawodnik odwraca uwagę sędziego gdy inny fauluje. Chwilę później wymieniani są sędziwie, a główny arbiter spotyka się z naszym managerem na obiadkach.

Widowisko zaczyna być coraz bardziej jednostronne. Jedynie słuszna drużyna nie może przegrać. Sędzia patrzy w bok gdy przeciwnik koszony jest równo z trawą, a gwiżdże spalony przy uczciwie zdobytych bramkach przeciwników. Publika drużyny jest zachwycona. „Nasi” WYGRYWAJĄ!!!

Ale i to przestaje dostarczać wystarczających emocji i widzimy nowe zjawisko. Oprócz radości ze zwycięstwa drużyny pojawia się złośliwa satysfakcja z bezsilnej złości kibiców drużyny przeciwnej. By dodatkowo zwiększyć efekt „my pany” zaczyna się celebrowanie złośliwości. Stadion szaleje, nasz manager jest w siódmym niebie. I w tej całej celebracji zanika refleksja, że przecież nie o to w sporcie chodzi. Własna refleksja nawet przyzwoitych w gruncie rzeczy kibiców ginie w dynamice świętującego tłumu.

Część przyzwoitych kibiców takiej drużyny rezygnuje jednak w ogóle z przychodzenia na mecze. Mała część zaczyna kibicować innym drużynom, ale demoralizujący wpływ tego co widać na boisku robi swoje. Również część kibiców drużyn przeciwnych rezygnuje z mało satysfakcjonującego spektaklu. Część się radykalizuje, by fizycznie odreagować werbalne poniżenie na stadionie.
I tak z kibiców powstają kibole, dla których sportowa rywalizacja jest sprawą trzeciorzędną. Oni chcą widzieć wygrywający zespół. Nieważne w jakim stylu. Ta kibolska ekipa ciągnie za sobą sporą grupę otumanionych atmosferą stadionu, która tłumi ich refleksje.
Tylko, że to już nie jest sport, to amerykański wrestling, gdzie wynik znany jest dawno przed spotkaniem, a by zadowolić oczekiwania dotyczące wyrzutu adrenaliny foule są wpisane w show.

Moi drodzy, prawdziwy kibic klaszcze i przeciwnikom, a gwiżdże gdy jego drużyna fauluje. Bo dla kibica ważny jest sport. Dla kibola jedynie wygrana.

Wykop Skomentuj30
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale