65 obserwujących
340 notek
341k odsłon
  3785   0

Prawda w "smoleńskich prawdach" cz. 18 / Analiza prof. Biniendy

 

 

 

Analiza matematyczna prof. Wiesława Biniendy a zdrowy rozsądek.
 
 

 

„Hurra, Alleluja, chwalmy Pana”, rozległo się w środowiskach fanów wiadomego Zespołu po publikacji wspomnianej analizy. „Teraz ich mamy, koniec z „żelazną brzozą”, bajkami MAKowej panienki i POpaprańca Millera”.
 
 
Bezsprzecznym faktem jest, że materiał przedstawiony przez prof.Biniendę jest zbyt poważny, by traktować go jak konfabulacje prof. D., lub dr. hab. S. o pancernych rurach.
 
Obiektywność prof. Biniendy; update na końcu notki (17.09.2011)
 
By rozważyć wszystkie możliwe aspekty tego zagadnienia, jak na nudnego teoretyka przystało, załóżmy, że pan Profesor ma ze swoją symulacją rację. Przedstawia ona rzeczywisty przebieg kolizji skrzydła z pniem brzozy.
Niestety, sprawa nie jest tak oczywista, jak się klakierom wydaje. Kolizja z brzozą nastąpiła przy znacznym kącie natarcia i w momencie wznoszenia się maszyny. Konsekwencją tego, oprócz widocznych na animacji odkształceń krawędzi natarcia (i slotów) powinny być i uszkodzenia dolnej (w tej sytuacji mocno obciążonej) powierzchni płata. Do tego dochodzą zjawiska dynamiczne związane z obecnością paliwa w kesonie płata (kto nie wie, o czym mowa; proponuję poszukać obszerniejszych materiałów na temat katastrofy Concorde).
Niezależnie od tego uszkodzeniu mogła/powinna/musiała (niepotrzebne skreślić) ulec przednia ściana kesonu skrzydła pełniąca funkcję dźwigara.
Czyli to, że końcówka płata nie odmaszerowała „od ręki” jak na filmikach:
 
 
 
 

 

wcale nie oznacza, że uszkodzenia skrzydła były na tyle niewielkie, by wykluczyć „odmaszerowanie” końcówki paredziesiąt metrów dalej.
Chciałbym przypomnieć, że maszyna w tym momencie miała wg wniosków wynikających z analizy danych FDR (QAR) znaczny kąt natarcia i wznosiła się. Późniejsze oderwanie się końcówki skrzydła stoi co prawda w sprzeczności z założeniami MAK i KBWLLP, ale w sumie bardzo elegancko tłumaczy parę domniemanych sprzeczności wytykanych ww. komisjom przez „blogierów śledczych”.
 
Po pierwsze; maszyna z tylko uszkodzonym skrzydłem kontynuowałaby lot po prostej, do momentu załamania się siły nośnej wytwarzanej przez uszkodzony kawałek skrzydła (czyli jego złamania/oderwania).
Po drugie; maszyna wznosiła się. Tłumaczyłoby to bardzo zgrabnie nabór wysokości potrzebny do wykonania figury znanej pod nazwą „beczki smoleńskiej”.
Po urwaniu się skrzydła końcówka dolatuje tam gdzie ją znaleziono, a maszyna zaczyna rotować wokół osi podłużnej i katastrofa staje się nieunikniona. Wtedy również świat zastrzeżeń podnoszonych przez profesora Nowaczyka byłby znowu w porządku.
 
 
W prezentacji czytamy:
 
„Wirtualny eksperyment pokazany za pomocą animacji:
Skrzydła uderzającego w drzewo,
Lokalne zachowanie drzewa,
Lokalne uszkodzenie krawędzi skrzydła“
 
Czyli w tym scenariuszu, pan Profesor w gruncie rzeczy wcale nie udowodnił, że praca komisji nadaje się jedynie do kosza, a dowód wypadałoby uzupełnić o zachowanie się skrzydła do paru sekund po kolizji; i to przy założeniu obciążeń występujących w locie wznoszącym.Jak widać, zachowanie się skrzydła po kolizji raczej nie było tematem opracowania!
 
 
Scenariusz drugi, znacznie mi bliższy; w założeniach pana Profesora jest jakiś błąd. Możliwych źródeł jest multum. Osobiście nie przekonuje mnie animacja ubywania przekroju pnia brzozy jakby brzoza była „zjadana” przez kolidujące z ną skrzydło, nie na tak niewielkim odcinku (wiem co pisałem; zakładałem „rozmienienie fragmentu pnia na wióry)!
Również nie przekonuje mnie wniknięcie tak grubego pnia na tak niewielką głębokość w strukturę skrzydła. Znowu cytat:
Skrzydło
Konstrukcyjną część skrzydła stanowi keson przenoszący obciążenia podstawowe, działające na skrzydło. Nosek i tylna część skrzydła nie są elementami konstrukcyjnymi, przenoszą tylko lokalne obciążenia powietrzne i przekazują je do kesonu. „
Właśnie; więc skoro nosek jest przystosowany jedynie do „przenoszenia lokalnych obciążeń powietrznych” więc dlaczego stawił taki opór w sumie solidnemu drzewu?
 
Inni, krytyczni wobec założeć Profesora blogierzy podnieśli jeszcze kwestie (nie)uwzględnienia ww. dynamicznego wpływu zawartego w kesonie skrzydła paliwa (cieczy), zastosowanie do obliczeń parametrów suchego (konstrukcyjnego) drewna brzozowego (masa, wytrzymałość na udar), jak i zbyt mały kąt pomiędzy cięciwą skrzydła a pniem brzozy. Od siebie mogę jeszcze dołożyć brak dokładnych założeń przyjętych do obliczeń typu grubości materiału na poszczególnych fragmentach płata, czy dokładnych rysunków konstrukcyjnych przekroju płata w miejscu założonej kolizji i jego sąsiedztwie (prezentacja ilustrowana jest dostępnymi w sieci rysunkami złożeniowymi z manuala Tupolewa). Na okrasę jeszcze fakt, że na wysokości kolizji z pnia brzozy odchodził spory konar, co wprowadzało dodatkową masę w tym miejscu i oczywiście sęk.
 
 
"Jak cię widzą, tak cię piszą"
Z merytoryczną oceną pracy ma to niewiele wspólnego, ale chciałbym wspomnieć, że jako pozostawiające nie najlesze wrażenie oceniam podanie czasu pracy „maszyn z równoległymi procesorami najnowszej generacji”rzędu „7 do 10 dni dla każdego przypadku”; lecz bez podania czy chodzi o workstation pod biurkiem, czy o maszynę z listy „top 500”. Wygląda to na próbę zrobienia wrażenia na (niezorientowanym) odbiorcy kryptycznym słowictwem. Odpowiedź p. Profesora na krytyczne uwagi (i inną korespondencję):
 
Poza tym słownictwo w omawianej publikacji; Czy możliwe, żeby brzoza w Smoleńsku złamała skrzydło samolotu …; złamanie to czy ścięcie, pozwolę sobie zapytać.
 Jeszcze abstrakcyjniej wygląda strona  7  wspomnianej prezentacji; tu jako tekst:
"Symulacja uderzenia lewego skrzydła samolotu Tu-154  w brzozę za pomocą programu LsDyna3D

Szybkość samolotu: 70 m/s albo 80 m/s
Ciężar samolotu: 78600 kg
Wysokość uderzenia w brzozę:  5m albo 6m
Średnica brzozy: 40 cm
Odległości uderzenia mierzone od końca skrzydła:  3m - 7m
Wersje orientacji samolotu:
 
samolot leci poziomo,
samolot wznosi się 5° – 9°
samolot jest przechylony na lewo 5° lecąc poziomo 
samolot jest przechylony na lewo 5° wznosząc się 5° – 9° "

Myślę, że uczeń w zawodówce przy takim sprawozdaniu z laborki miałby problemy (nie dlatego, że ćwiczenie wykonał niepoprawnie, lecz dlatego, że sprawozdanie niechlujne). Technicy zauważą bez problemów pewne "faux pas" które w poważnej publikacji nie powinny mieć miejsca.
 
Do innych "dziwnych rzeczy" należy zaliczyć wypowiedź profesora w temacie pochodzenia danych konstrukcyjnych Tupolewa do tej symulacji. Ku uciesze niezbyt pozytywnie wobec "zespołu" nastawionej gawiedzi, powołując się na ilustrację jak poniższa, popełnił wypowiedzi jak ta:
z galerii Marka Dąbrowskiego
 
 
A tu widzimy jak ta konstrukcja skrzydła w rzeczywistości wygląda.
Z galerii Marka Dąbrowskiego
 
Podsumowanie 
Wobec przedstwionych uwag przedstawiona symulacja nie jest najmnieszym dowodem na przebieg kolizji, lecz hipotezą i wypada ją jako taką traktować.
Symptomatycznym jest przy tym to, że całe środowisko, wg swoich słów patriotyczne i niemające nic do ukrycia, pomstujące na prokuraturę mającą czelność coś ukrywać przed „prawdziwymi patriotami”, o „kacapskich komisjach” nie wspominawszy, nabiera nagle wody w usta, gdy pada pytanie o udostępnienie modelu pana Profesora w celu niezależnej (a choćby nawet „zależnej”; „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”) weryfikacji założeń i weryfikacji modelu w innych niż założone warunkach.
 
Wtedy pada „zrób sobie sam”. Czy o to chodzi, by obrzucać się modelami jak małolaty „Wasz plac, na nasz plac”? Lub wytykanie sobie zasług dla NASA, lub Roskosmos?
 
Jak już przy NASA jesteśmy, to gdzie byli ci wspaniali eksperci, gdy kawałek izolacji zbiornika uszkodził ochronę termiczną krawędzi natarcia skrzydła, lub im temperatura na rampie spadła poniżej temp. elastyczności uszczelek? Zlekceważyli to, a wyniki znamy. Czyli każdy się może pomylić, nawet ekspert z NASA.
Mój znajomy, inż. budownictwa, statyk, powiedział kiedyś coś takiego: „Jeśli ktoś nie jest w stanie oszacować konstrukcji z dokładnością do rzędu wielkości, to nie powinno mu się dawać komputera do ręki, bo się pomyli i nawet tego nie zauważy”.
Dlatego „psi swęd”, czy intuicja wcale nie odeszła do lamusa razem z nadejściem epoki komputerów. Wręcz przeciwnie, bo komputer to głupia maszyna, która bez problemów pracuje w systemie G-G (głupstwo na wejściu, głupstwo na wyjściu).
 
 
Calość u Pana Marka   

A tu dla kontrastu kontrpropozycja znaleziona w sieci:

http://forums.pelicanparts.com/uploads7/birdstrike31147458111.jpg

 

Pewne światło na sprawę rzuca również notka Johna Kowalskiego

Dla dociekliwych polecam gorąco również

fizyka-smolenska.blogspot.com/

lub na Salonie24

fizyka-smolenska.salon24.pl/

technika.salon24.pl/

wop.salon24.pl/499382,pancerny-dzwigar

 

Update 17.09.2011

Pewne światło na pobudki prof. Nowaczyka rzuca fakt, że działał on z Lechem Kaczyńskim w Akademickim Klubie Solidarności na Uniwersytecie Gdańskim.

NSZZ Solidarność w Uniwersytecie Gdańskim 1980 - 2010 (próba zarysu): A. Kakareko

Przypis nr 72

"Robert Głębocki, Jerzy Grzywacz, Mirosław Jodko, Lech Kaczyński , Mirosław Mironowicz, Kazimierz Nowaczyk , Bogdan Olszewski, Tomasz Pluciński, Jerzy Popko. AKZ: t. 18. Akademicki Komitet Solidarnościowy 1988."

 

Z kolei małżonka profesora Biniendy, p. Maria Szonert-Binienda jest dyrektorem Libra Institute w Ohio i pełni również funkcję szefowej Fundacji Kościuszkowskiej w Ohio.

Z mec. Maria Szonert-Binienda, dyrektorem Libra Institute z Cleveland w Ohio (USA), rozmawia Piotr Falkowski

Wnioski zostawiam czytelnikom.

 

Co widział świadek Nikołaj Bodin:

Świadek widział, jak Tu-154 traci część skrzydła

Lubię to! Skomentuj179 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale