Nie, to nie do wiary. Nie, to być nie może. Dziewięćdziesiąt sześć ofiar katastrofy, w tym Prezydent, sto dwanaście dni mataczenia i kłamstw, czterysta pytań w Białej Księdze tragedii - i oto dowiaduję się od Ministra Obrony Narodowej, że nie widzi powodu, aby wycofywać drugiego Tu-154 ze służby. Ja p...
Pozwolę sobie przytoczyć tu, za "Rzeczpospolitą", wypowiedź szefa MON-u. Mogła komuś umknąć, a jest się z czego pośmiać.
- Rząd włożył duże pieniądze w jego modernizację - argumentuje szef MON Bogdan Klich, który zdecydował, że remontowany tupolew wróci do służby.
Rozumiem, że drugi Tu-154 się nie rozbije, pierwszy już spełnił swoje zadanie, ale załóżmy choć na chwilę, że z ministra rzeczywiście wręcz wypływa dobra wola, że rząd nie maczał brudnych paluchów w katastrofie smoleńskiej. Klich tłumacząc, że wpompował dzikie sumy w remont grata sprzed kilkudziesięciu lat, i że w związku z tym "żal przepadać dobru", wije się jak piskorz i próbuje nie przyznać, że po prostu wyrzucił pieniądze w błoto. Mógł zamiast tego kupić jeden nowy samolot, zamiast "naprawiać" dwa matuzalemy.
Wątpię, czy mimo tak gorących zapewnień Klicha, do tego zupełnie bezpiecznego i wcale nieprzestarzałego Tu-154, bliźniaka tego, w którym zginął Prezydent Kaczyński (przypominam, że samolot był świetnie przygotowany i super nowoczesny), jako zagraniczny gość wsiadłaby, na przykład, Angela Merkel. Lub Gordon Brown. Albo którykolwiek z zachodnich przywódców, mimo, że to "jeden z bezpieczniejszych samolotów w Europie". Swoją drogą jestem ciekaw, na jakiej podstawie pan minister wysuwa takie tezy?
Rozbity pod Smoleńskiem tupolew był świeżo po remoncie. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, który ze strony rosyjskiej bada katastrofę orzekł, że maszyna nie miała usterki technicznej. Polska prokuratura wojskowa oficjalnie wciąż nie wyklucza takiej przyczyny katastrofy.
Ciężko oczekiwać, że Rosjanie stwierdzą usterkę techniczną - w końcu remontowali i niewątpliwie usprawniali rozbity samolot w zeszłym roku, więc musieliby tym samym wziąć chociaż częściową odpowiedzialność za śmierć Prezydenta RP.
Klich nie zamierza się podawać do dymisji, gdyż nie czuje się odpowiedzialny za katastrofę. - Organizatorem tej wizyty była Kancelaria Prezydenta - ripostuje.
Prawdziwy mistrz ciętej riposty. Samolot był samolotem rządowym, nie prezydenckim, co możemy powtarzać do znudzenia, za organizację lotu odpowiadał MON. Rola Kancelarii Prezydenta ograniczyła się do wyrażenia woli prezydenta co do uczestnictwa w uroczystościach, odbywających się, jak co roku, 10 kwietnia. Ale ponieważ minister Klich nie ma ani zdolności honorowej, ani tego, co przeciętny człowiek nazwałby metaforycznie "jajami" (nie mówiąc o kompetencjach), tylko człowiek wyjątkowo naiwny oczekiwałby od niego ustapienia ze stanowiska.
Minister Bogdan Klich to wręcz doskonały materiał dla jakiegoś kabaretu - psychiatra jako minister obrony narodowej. Nie wiem, jak dobrym jest psychiatrą, bo szef MON-u z niego marny, ale radziłbym mu się przebadać - wygaduje bowiem takie bzdury, że czytałem je z szeroko otwartymi oczami i opuszczoną koparą. Być może tekst jest nieco za ostry, nie wiem - dla mnie jest i tak zbyt łagodny. Człowiek, który rozbity doszczętnie samolot nazywa "sprawnym i nowoczesnym", a przy tym "jednym z bezpieczniejszych w Europie", powinien albo natychmiast położyć się spać i przygotować na ciężkiego kaca dnia następnego, albo - jeśli jest trzeźwy - skonsultować z psychiatrą.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy tym psychiatrą jest on sam.


Komentarze
Pokaż komentarze (39)