"To jest oszczerstwo, które możemy dochodzić w sądzie! Takie rzeczy sa karalne!" - miał niezbyt gramatycznie powiedzieć Jan Pospieszalski w "Salonie Politycznym Trójki" - cytuję za "gazetą Wyborczą", bo SPT nie słuchałem. Oszczercami sa ci, którzy podnoszą "żenujące", jak się wyraził red. Pospieszalski, zarzuty w sprawie występu zawodowych aktorów w filmie "Solidarni 2010".
Niby nic ciekawego - Polacy straszą się nawzajem sądami przy każdej okazji, jesteśmy bowiem narodem pieniaczy, wiadomo o tym przynajmniej od XVI wieku. Tyle, że mam dziwne wrażenie, ze p. Pospieszalski nieco się zaplątał. Jeżeli bowiem pisanie o występie pp. Bulskiego i Łaniewskiej jest "oszczerstwem, którego można dochodzić w sądzie", znaczy to tyle, że kto pisze, ze wyżej wymienieni tam wystąpili, ten kłamie i powinien za to odpowiedzieć. Ergo - znaczyłoby to tyle, że wyżej wymienieni w "Solidarnych 2010" nie wystąpili.
Tymczasem twarze p. Bulskiego i p.Łaniewskiej wyraźnie widać na filmie, notabene wciąż bez żadnej reakcji ze strony TVP dostępnym w serwisach YouTube czy Dailymotion. A skoro te twarze widać, to możliwości są dwie, przy czym obie dla sądowych spraw wytaczanych przez autorów "Solidarnych 2010" raczej niekorzystne.
Pierwsza możliwość to taka, że jednak aktorzy wzięli udział w filmie, czyli straszenie dziennikarzy przez Pospieszalskiego nie ma żadnych podstaw, bo nikogo nie można oskarżać o kłamstwo, gdy mówi prawdę - przeciwnie, pan Jan powinien ich jakoś nagradzać, wszak często nam powtarza, że prawda nas wyzwoli.
Możliwośc druga to taka, że aktorów na filmie nie ma, a dziennikarze rzeczywiście kłamią ("jak bure suki" - powiedziałby pewien klasyk, kiedyś kaczysta, dziś raczej anty). Tylko skąd wtedy te twarze? Jedyne wytłumaczenie to takie, że w filmie biorą udział sobowtóry Bulskiego i Łaniewskiej! Nikt tego jednak widzom wprost nie powiedział, więc obserwatorzy, również ci piszący w mediach, mieli prawo być przekonani, że widzą Bulskiego i Łaniewską we własnych osobach. W takim wypadku autor (celowo lub przypadkiem, przecież sobowtór tej czy innej osoby mógł się pod Pałacem zjawić, nikt przecież nie zabrania sobowtórom znanych osób chodzić po mieście i udzielać wypowiedzi dziennikarzom) wprowadził odbiorców dzieła w błąd, więc także nie ma prawa ich oskarżać o to, że tak a nie inaczej zinterpretowali to, co zobaczyli.
Oczywiście, gdyby Pospieszalski i Stankiewicz się uparli, mogliby oskarżyć dziennikarzy o to, że nie dochowali należytej staranności i rzetelności w weryfikowaniu informacji, bo przecież powinni zadzwonić do obojga aktorów i zapytać, czy to rzeczywiście oni byli na wizji. Tylko czy komukolwiek przychodzi do głowy dzwonić np. do Daniela Olbrychskiego za każdym razem, gdy ten wypowiada się w jakimś programie telewizyjnym, i pytać, czy to aby na pewno on? Podejrzewam, że i takie oskarżenie by się nie obroniło - w końcu autor filmu powinien zauważyć sobowtóra osoby grającej w popularnym serialu, produkowanym i nadawanym przez tegoż autora macierzystą stację. O ile oczywiście jest to naprawdę sobowtór.
Najciekawsze jest to, że p. Pospieszalski najpierw zarzuca mediom, że kłamią, a później sam potwierdza pośrednio ich wersję, mówiąc, że dopiero po zmontowaniu filmu dowiedział się, że Bulski jest aktorem. Czyli jednak Bulski to Bulski, a dziennikarze (blogerzy chyba też?) mogą spać spokojnie - chyba, że dla odmiany p.Łaniewska była jednak nieprawdziwa. Więc może na wszelki wypadek piszmy, że "w filmie wzięli udział aktorzy Mariusz Bulski i Katarzyna Łaniewska lub osoby łudząco do nich podobne"? Wtedy będziemy mieli pewność, że nas pan Janek za tyłek nie weźmie i do sądu nie zawlecze.
***
Wczoraj wieczorem u red. Lisa w tej samej TVP gościł marszałek - hrabia Komorowski, któremu prowadzący zadał pytanie o zarzucany mu brak charyzmy i zdolności przywódczych. I wtedy marszałek wypowiedział zdanie, po którym oczy ze zdziwienia otworzyły mi się tak szeroko, że musiałem je przytrzymywać w obawie przed wypadnięciem - inaczej skończyłyby na dywanie jako kocie zabawki. Otóż pan marszałek stwierdził, że istotnie, między innymi prof. Staniszkis tak mówi. Ale on, marszałek, z pewnością charyzmę ma, bo... generał Jaruzelski mu to powiedział (sic!!!), a on bardziej wierzy generałowi, niż pani, która jest zwolenniczką PiS-u, "a do tego nawet harcerką nigdy nie była"! Ciekawy ten pan marszałek - niby działacz pierwszej "S", a byłemu komunistycznemu dyktatorowi wierzy bardziej, niż byłej działaczce "Solidarności", będącej do tego profesorem socjolgii! Miejmy nadzieję, że sprawach praktyki politycznej jednak pan Komorowski z doświadczeń Generała czerpać nie będzie, bo inaczej biada temu krajowi!
***
"Wszyscy wiemy jak wyglądała IV RP i jakie są koncepcje polityczne Jarosława Kaczyńskiego: łamanie praw człowieka" - powiedział ,dziś w radiu TOK FM Ryszard Kalisz. Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, może dlatego Kalisz jest moim ulubionym politykiem SLD, ale takie wypowiedzi mnie wciąż śmieszą, podobnie jak publikacje w "Przeglądzie", straszące ograniczaniem praw obywatelskich niewierzących, kobiet i mniejszości. To znaczy nie śmieszy mnie treść, często jak najprawdziwsza i przez to smutna. Za każdym razem mam jednak ochotę zapytać: towarzysze demokraci, a gdzie Wyście do cholery byli w czasach, gdy Wasza własna formacja polityczna masowo łamała prawa nie tylko mniejszości, ale większości obywateli, gdy tenże Jarosław Kaczyński i paru innych obecnych kandydatów na prezydenta siedziało w Waszych więzieniach lub musiało się ukrywać walcząc o te prawa? Czy nie jest tak, że dziś jestescie demokratami tylko dlatego, że wolno być przeciw władzy, że nic za to nie grozi, policjant nie zbije a sąd nie wsadzi?
Fakt, tylko krowa nie zmienia zdania, ale ta zmiana poglądów wśród postkomunistów jakaś taka zbyt diametralna, żeby była szczera...
***
Krajowy Rejestr Karny nie odnotował przez kilka lat informacji o uchyleniu wyroku skazującego Andrzeja Leppera za rzekome znieważenie Włodzimierza Cimoszewicza. Na tej podstawie Państwowa Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji Leppera jako kandydata na prezydenta. Lepper zrobił raban, PKW dokładniej sprawdziła dane i oczywiście kandydata musiała przywrócić i przeprosić. Wstyd i dla KRK, i dla PKW - generalnie wstyd dla całego państwa polskiego, które nie potrafi sobie radzić nawet z takimi drobiazgami, jak pare kliknięć w rejestrze skazanych. I my chcemy, żeby nam nie spadały samoloty! Może lepiej zlećmy wożenie naszych VIP-ów Niemcom? Ci przynajmniej są dokładni - i w papierkach, i w życiu...
I jeszcze małe pytanko: ilu takich "skazanych" jeszcze w tym rejestrze wisi, bo się komuś kliknąć nie chciało???


Komentarze
Pokaż komentarze (13)