Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski
215
BLOG

Hrabia, wolne myślenie i dziwna asymetria

Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski Polityka Obserwuj notkę 26

Kontrowersje wokół spotkania Komitetu Honorowego Hrabiego-Marszałka nie ustają. Wczoraj wieczorem u Lisa w TVP1 p. Nowak tłumaczył co bardziej niewstrzemięźliwych mówców. "Nie ma pan wrażenia, że to było nieudane spotkanie?"-spytał red. Lis. "Niee, dlaczego, myślę, że to było udane spotkanie" - odpowiedział Nowak. "Chyba dla PiS-u!" - dopowiedział Lis, wywołując smiech i brawa na widowni.

Nowak próbował zachować urzędowy uśmiech, ale nie za bardzo mu się to udawalo - przez całą rozmowę, w której brała udział również p.Kluzik-Rostkowska, głowny propagandysta Komorowskiego miał minę psa, który właśnie wsadził łapę do wrzątku. Jak ognia unikał też ustosunkowania się do bojowych okrzyków członków honorowego komitetu. "Ja nie będę polemizować z ludźmi, przed którymi powinienem raczej chylić czoła! Ja nie moge komentować słów profesora Bartoszewskiego, więźnia Auschwitz i komunistycznych muzeów... przepraszam, komunistycznych więzień..." - plątał się szef sztabu kandydata PO, najwyraźniej tak zafiksowany na walce z "polityką historyczną" PiS-u, że wszystko kojarzy mu się z muzeami. Przyduszony przez Lisa zeznał w końcu, że osoby obecne na spotkaniu zaprezentowały po prostu swoje zdanie i dały wyraz  "wolnemu myśleniu", do czego przecież mają prawo.

Nic dodać, nic ująć - istotnie, wszyscy mówcy myśleli dużo wolniej, niż mówili. Odnoszę wrażenie, że dopiero następnego dnia dotarło do nich, co powiedzieli, i jak to się ma do oficjalnej linii marszałkowskiej kampanii. Znacznie wczesniej dotarło to do premiera Tuska, który podczas spotkania przewracał z dezaprobatą oczami, co przypadkiem uchwyciła telewizja. Sprawa zrobiła się na tyle głośna, że nie przykryła jej nawet powódź (jednak nieco mniej spektakularna i tragiczna, niż ta z 1997 roku), i już nawet portal "Gazety Wyborczej" nie próbuje zamiatać jej pod dywan, informując na czołówce, że "Tusk był wściekły". Wcale mu się nie dziwię.

Nie dziwię się też tonacji wypowiedzi niektórych zwolenników Komorowskiego, którzy próbują swoich harcowników tłumaczyć., mówiąc, że to wolny kraj (więc każdy może mówic, co chce), ze to artyści bądź ludzie zasłużeni dla kraju (więc więcej im wolno), że kampania wyborcz to emocje (więc każdemu coś się może wyrwać). Takie tłumaczenia są czymś normalnym i nawet może byłyby do przyjęcia, gdyby nie przedziwna asymetria w traktowaniu siebie i pozostałych uczestników gry politycznej, asymetria widoczna przynajmniej od czasu rozpoczęcia nieudanej budowy IV RP w 2005 roku.

Bo to jakoś tak jest, że gdy ktoś z obozu PO się zagalopuje i nazwie przeciwnika z PiS-u czy SLD psychopatą, fałszywym żałobnikiem, moherowym koalicjantem, pornogrubasem, człowiekiem obrzydliwym, durniem, kurduplem, alkoholikiem czy po prostu chamem, to się mówi, że po prostu korzysta z wolności słowa, "wolno myśli", wyraża swoje emocje itd. Jeśli jednak zagalopuje się zwolennik PiS-u i wyrwie mu się, że ten i ten osobnik z PO lub otoczenia to pustak, wykształciuch, ruski agent, wnuk dziadka z Wehrmachtu, bura suka, intelektualny pigmej, wiejski głupek czy po prostu cham - uuuuu, wtedy to jest psucie języka debaty publicznej, prostactwo, przekraczanie stosownych granic, dzielenie i szczucie Polaków. Jednocześnie zaś widać tu dziwaczną niekonsekwencję: z jednej strony PO uważa się za partię "lepszą", za reprezentanta interesów klas wyższych i średnich, ludzi obytych, zamożnych i wykształconych, z drugiej zaś - przyznaje sobie wyłaczne prawo do grubiaństwa i chamstwa, odmawiając go owym pogardzanym "gorszym" wyborcom z klas niższych i ich przedstawicielom.

Jesteśmy wykształconymi Europejczykami, czasem artystami, rozumiemy historyczną konieczność istnienia liberalnego kapitalizmu takiego, jaki jest, więc więcej nam wolno - zdaje się mówić PO do swoich wyborców. A zacofana moherowa tłuszcza i renegaci z grona ludzi cywilizowanych, którzy ośmielili się przejść na drugą stronę niech siedzą cicho i grzecznie, jezeli chcą być tolerowani. podobnie postkomuniści i - tfu, obraza Boska - lewica antykapitalistyczna! Zauważmy, że nawet feministki i środowiska gejowskie są w gruncie rzeczy przez PO i jej akolitów tylko tolerowane - śp. minister Geremek powiedział kiedyś, że jeśli już muszą się w Polsce odbywać pochody gejowskie, to niech sobie chodzą bocznymi ulicami.  Możę to postawa lepsza, niż rozpędzanie gejów pałkami, jak kiedyś w Poznaniu, ale daleka od postulowanej ponoć przez liberałów pełnej wolności ekspresji dla wszystkich.

Czasami Platforma tłumaczy swoje językowe wybryki wybrykami PiS-u z lat IV RP. Fakt, zachłyśnięty władzą PiS wygadywał wtedy piramidalne czasem, głupoty i obrażał ludzi na prawo i lewo. I faktem jest, że to Macierewicz pierwszy wyciągnął teczki w 1992 roku. Tyle, że rok później to antykaczyńska koalicja Wałęsy i ministra Milczanowskiego z rządu Suchockiej w ostatniej chwili doprowadziła do skrócenia trasy demonstracji PC, faktycznie bez poinformowania zainteresowanych, czym wywołała zamieszki uliczne. I to za jej rządów inwigilowano pozaparlamentarną opozycję na podstawie dziwnych instrukcji. Rząd Olszewskiego wyciągnął ubeckie papiery, jednak nastepny - jak najbardziej europejski i liberalno-demokratyczny - nie powstrzymał się przed stosowaniem ubeckich metod.

Wszystko to odbywało się, niestety, przy cichej zgodzie liberalnej prasy, zgodzie opartej na owej zasadzie, według której "słusznej" części dawnego obozu solidarnościowego wolno więcej. Czytam do dziś felietony Tomasza Jastruna, z wieloma rzeczami się zgadzam, ale robi mi się nieprzyjemnie gdy otwieram paryską "Kulturę" sprzed 17 lat. Wówczas, relacjonując na bieżąco rozganianie manifestacji 4 czerwca 1993 roku, ten subtelny poeta pisał, że po raz pierwszy nie jest po stronie bitych, ale tych, co biją. Dla mnie stanie po stronie bijących jest nie do przyjęcia - obojetnie, czy bić każe Wałęsa, Kaczyński czy Tusk. Prawo do manifestacji powinno być w demokracji święte - co również p.Kaczyński powinien zrozumieć, bo w jego IV RP różnie z tym bywało. PiS wszak tez nie jest wolny od asymetrii w ocenie innych. Tyle, że PiS nigdy nie twierdził, że będzie politycznie poprawny, Platforma zaś ma to wypisane na sztandarach.

Stając więc dziś wobec kolejnego przykładu takiej asymetrii w ocenach tego, co kto może mówić w publicznej debacie, pytam ja, stały - choć krytyczny - czytelnik "GW"od pierwszego numeru, wyborca PO z 2007 roku, pytam w imię demokracji i równości: dlaczego czytelnikowi "Rzeczpospolitej" ma być wolno mniej? 

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka