Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski
185
BLOG

Obywatel niech się topi...

Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski Polityka Obserwuj notkę 14

 

„Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie,a potem spływa do głównej rzeki (i do) Bałtyku”

Bronisław Komorowski, p.o. Prezydenta Rzeczypospolitej

---

 

Południowa Polska zalana jest wodą. Informacje o powodzi zdominowały dzisiaj już chyba wszystkie media, nawet na Salonie pojawił się specjalny dział powodziowy. Woda zalewa pola i domy, topią się ludzie i zwierzęta, razem z rzekami spływają drogi i mosty, osuwiska ziemne niszczą budynki, ewakuuje się całe wioski i dzielnice miast. Strat materialnych nikt nie jest nawet w stanie ocenić, na to przyjdzie czas po opadnięciu wielkiej fali. Od dobrych kilku miesięcy natura wariuje: najpierw październikowy śnieg połamał drzewa, później szron i wichury pozbawiły prądu spory kawał kraju, od grudnia do marca brodziliśmy po pas w śniegu lub błocie, w kwietniu wulkaniczny pył unieruchomił samoloty, a teraz przyszło najgorsze, czyli lipcowa powódź już w maju. Jakby tego było mało, na Mazurach i Suwalszczyźnie pojawiły się już trąby powietrzne, a na drugą połowę miesiąca zapowiadane są przymrozki. Co będzie latem, strach nawet myśleć.

Powódź jest więc faktem niezaprzeczalnym. Oczywiście, jak zwykle u nas w takich wypadkach, działania przeciwpowodziowe rozpoczynają się... z chwilą wylania rzek, i polegają głównie na ewakuacji istot żywych, zabezpieczaniu dobytku i po polsku ofiarnych, ale niewiele dających próbach powstrzymania wody i załatania wyrw w wałach przy pomocy worków z piaskiem. Wszystko to nosi na sobie piętno kompletnej improwizacji, działania są słabo skoordynowane, zatapiana ludność wykazuje często spore niezdyscyplinowanie przy ewakuacji, a czasami nawet agresję w stosunku do służb ratunkowych, co z psychologicznego punktu widzenia jest zresztą reakcją normalną. Gdyby mnie przez 13 lat zapewniano, ze już nic mi nie grozi, bo państwo wyciągnęło wnioski z poprzedniej powodzi, i nagle kazanoby mi znów uciekać przed wielka wodą, to też bym był agresywny.

Reakcje ludności sa więc takie, jakie są, zaś umiejętność niewymuszonej współpracy pomiędzy poszczególnymi służbami nigdy nie była naszą mocną strona, podobnie jak koordynacja działań władz lokalnych i centralnych. Wszelkie działania usprawniłoby z pewnością wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, który to postulat zgłaszają zarówno samorządy, jak i sami mieszkańcy zalanych terenów. . 

Co taki stan mógłby poprawić? Otóż po pierwsze, dzięki możliwości nadania specjalnych uprawnień służbom ratowniczym i porządkowym, zwiększyłby skuteczność działania tych służb w terenie. Po drugie - wymusiłby wykonywanie poleceń władz przez utrudniających akcję obywateli. Obecnie mamy bowiem wiele przykładów kategorycznego odmawiania przez część osób ewakuowania się z zagrożonych obszarów. Ludzi tych trzeba niekiedy długo przekonywać i namawiać do wyjazdu, co zatrzymuje w danym miejscu żołnierzy, policjantów i strażaków, którzy być może przydaliby się już gdzie indziej. Po trzecie - wprowadzenie stanu klęski ułatwiłoby utworzenie jednego silnego ośrodka kierującego całością akcji. Teoretycznie same plusy.

A jednak politycy uznali, że do wprowadzenia stanu klęski nie ma podstaw. Co prawda przepisy wyraźnie definiują, co to jest klęska żywiołowa ("katastrofa naturalna lub awaria techniczna, których skutki zagrażają życiu lub zdrowiu dużej liczby osób, mieniu w wielkich rozmiarach albo środowisku na znacznych obszarach", jak mówi artykuł pierwszy odpowiedniej ustawy), ale najwyraźniej nasza "klasa polityczna" nigdy nie czytuje tego, co wcześniej sama uchwala, albo nie rozumie tego, co czyta. Gołym okiem widać, że mamy na Śląsku i w Malopolsce katastrofę naturalną, że jest zagrożone życie i zdrowie dużej liczby osób oraz mienie w wielkich rozmiarach. Środowisko na znacznych obszarach chyba też jest zagrożone, bo przecież każda duża powódź wymywa zanieczyszczenia z różnych zakładów przemysłowych i roznosi je po terenie, niszczy cmentarze i wysypiska śmieci, niesie ze sobą rozkładające się martwe zwierzęta i zwłoki ludzi. Żeby to zobaczyć, nie trzeba nawet - jak pp. Tusk i Napieralski - osobiście jechać na południe, wystarczy obejrzeć TVPInfo lub TVN24, w zależności od dostępu i poglądów politycznych.  Nie zmienia to jednak faktu, że klęski żywiołowej według polityków nie ma.

Rzecznik rządu Paweł Graś udzielił dziś wywiadu radiu RMF i portalowi RMF 24. Oto charakterystyczny fragment:

-Konrad Piasecki: I ogłoszenie stanu klęski żywiołowej cały czas nie wchodzi w grę?
-Paweł Graś: W tej chwili nie ma takiej potrzeby. Stan klęski żywiołowej ogłasza się w sytuacjach, kiedy jakiś szczebel władzy - czy to gminnej, czy powiatowej - absolutnie sobie z sytuacją nie radzi, sytuacja go przerasta. Wtedy wojewoda przejmuje obowiązki takiego czy innego organu samorządowego.
-Konrad Piasecki: Ale nigdzie nie ma takiej sytuacji? Wczoraj burmistrz Czechowic apelował o to, żeby jednak wprowadzić ten stan klęski, bo on sobie z tą sytuacją nie radzi.
-Paweł Graś: Na razie takiej sytuacji nie ma.
-Konrad Piasecki: A żaden wojewoda nie poparł? Śląski czy małopolski?
-Paweł Graś: Żaden z wojewodów nie wnioskuje o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Są konsekwentnie przerzucane i przemieszczane siły i środki. Zwłaszcza straży pożarnej, bo to na nich - na strażakach - ciąży ten ciężar walki z powodzią i zabezpieczaniem. W tej chwili trwa przerzucanie właśnie rejon Sandomierza, Tarnobrzega i Zawichostu sił straży pożarnej z centralnej i północnej Polski.
-Konrad Piasecki: Panie ministrze, nie zamierzam wymuszać tego stanu klęski, bo zdaję sobie sprawę z tego, jak potężne konsekwencje on powoduje. Ale np. jeśli chodzi o ewakuację ludzi, on by jednak pomógł, on by sprawił, że policjanci mogliby przyjść do domu i powiedzieć: proszę państwa, musicie się ewakuować, tu nie ma dyskusji.
-Paweł Graś: Mamy rzeczywiście takie sygnały z różnych miejsc czy przynajmniej mieliśmy na początku tej powodzi, że w niektórych miejscach pomimo ostrzeżeń i pomimo tego, że ten sygnał o możliwej powodzi dotarł odpowiednio wcześniej - tej ewakuacji odmawiali. Stąd później następowało spiętrzenie i nie wszystkich na czas udało się ewakuować.
-Konrad Piasecki: Dlatego właśnie stan klęski by się przydał.
-Paweł Graś: Ale na razie nigdzie nie mamy takiej sytuacji, gdzie rzeczywiście byłoby to konieczne. Trzeba tutaj pochwalić i powiedzieć dobre słowo o policji, która zabezpiecza ten dobytek i to mienie, które jest przez powodzian zostawiane. Myślę, że to jest sygnał, który będzie zachęcał i uspokajał ludzi, że jeśli na ewakuację się decydują, to ich mienie i dobytek nie pozostanie bez dozoru.
-Konrad Piasecki: Ostatnie pytanie o ten stan. Nie, dlatego, że nie jest to potrzebne, czy nie, dlatego, że powoduje to komplikacje związane z wyborami prezydenckimi?
-Paweł Graś: W tej chwili badamy i analizujemy sytuację wyłącznie jeśli chodzi o kwestie ludności związane z ich bezpieczeństwem, z zagrożeniem, z powodzią. Kwestie polityczne i kwestie wyborcze, przynajmniej jeśli chodzi o decyzje rządu, decyzje pana premiera, to są kwestie na boku.
-Konrad Piasecki: Czyli stan klęski wykluczamy?
-Paweł Graś: Stan klęski, przynajmniej na razie - po przeanalizowaniu sytuacji z dzisiejszego poranka - nigdzie nie zachodzi taka konieczność, żeby na jakimś terenie go ogłaszać.

(Żródło: www.rmf24.pl)

Mamy więc oto typowe dla naszych liberałów piarowskie zagłaskiwanie rzeczywistości. Po pierwsze, to powódź w zasadzie już za nami, po drugie nikt nie wnioskował, a nawet  jak wnioskował, to my nic o tym nie wiemy, zresztą nas obchodzi to, czy wojewodowie wnioskują, a w ogóle to nie ma potrzeby, wszystko jest pod kontrolą, a o wyborach to my w ogóle nie myślimy. Premier Tusk zresztą też "nie widzi takiej bezpośredniej potrzeby", a gniew powodzian na wszelki wypadek kieruje w stronę władz lokalnych, w Malopolsce jakoś przypadkiem często pisowskich. "Ja wam wójtów nie wybierałem. Nad władzami samorządowymi ja nie jestem w stanie zapanować" - skarżył  się premier mieszkańcom Kobierzyc, którzy z kolei jemu skarżyli się na opieszałość władz gminnych. Zastanawiam się głeboko, jak się ma ta bezradność kobierzyckiego wójta do słów p. Grasia o tym, ze władze lokalne wszędzie sobie świetnie radzą. I jak się ma ta bezradność p.Tuska do jego własnych słów o braku podstaw do wprowadzenia stanu klęski. Przecież stan ten - na podstawie artykułu 11 ustawy - daje wojewodom, czyli rządowi, możliwość ręcznego sterowania nie radzącymi sobie starostami i wójtami. Czyli premier mógłby zapanować nad władzami samorządowymi, gdyby tylko chciał. Ale jakoś nie chce. 

Gdy kraj zalewa powódź, a rząd zdaje się tego nie zauważać, powinna w imieniu lekceważonych powodzian wystapić opozycja, przede wszystkim PiS i SLD. Tymczasem nic z tych rzeczy. "Możliwe, ze ogłoszenie stanu klęski żywiołowej jest potrzebne, ale nie odpytujcie mnie państwo, czy to jest na pewno dobre rozwiązanie" - mówi dyplomatycznie p. Poncyljusz z Prawa i Sprawiedliwości. I jakoś tak nie po pisowsku dodaje, że "rząd wie najlepiej, jak sytuacja wygląda na Podkarpaciu". Rzecz niesamowita: polityk PiS-u przekonuje,  że Tusk coś wie najlepiej!!! A przypomnijmy, że jeszcze w styczniu PiS miał do rządu ogromne pretensje o niewprowadzenie stanu klęski na pokrytej 10-centymetrową warstwą szronu Jurze!

Zalany wodą mieszkaniec Małopolski czy Podkarpacia, zdradzony przez swoich ulubieńców z PiS-u (bo te regiony to przecież mateczniki prawicy!) mógłby się zwrócić w desperacji o poparcie do znienawidzonych na co dzień postkomunistów. Tyle że... oni też klęski żywiołowej w Polsce nie widzą! "Na razie nie ma przesłanek, żeby wprowadzać stan klęski żywiołowej" -stwierdził poseł Wikiński w radiowej Jedynce. Koniec, kropka. Należy jednak mieć pewien szacunek do posła Wikińskiego. On bowiem nie ukrywał się za dyplomatycznymi stwierdzeniami, że rząd wie lepiej, albo że winni i tak bedą rozliczeni, a poszkodowani dostaną pieniądze. On powiedział wprost: wprowadzenie stanu klęski wiązałoby się z przesunięciem wyborów prezydenckich. I że oni, SLD, w 1997 roku też nie wprowadzili, bo nie chcieli przedłużać kadencji.

Bo gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze albo o politykę. W tym wypadku o jedno i drugie.

Po pierwsze: jak słusznie zauważyli ostatnio w telewizji pp. Dorn i Kalisz, stan klęski obliguje państwo do przejęcia na siebie zobowiązań odszkodowawczych w pełnej wysokości. A tego dla naszego budżetu mogłoby byc za wiele.

Po drugie: obie strony podstawowego sporu w polskiej polityce, i PiS, i PO, boją się jak ognia ryzykować przeniesienia wyborów na jesień. PiS się boi, bo opadnięcie nastrojów żałobno-patriotycznych po pierwsze może spowodować spadek notowań Jarosława Kaczyńskiego, po drugie - ośmielić PO do uruchomienia kampanii negatywnej. PO się boi, bo opóźnienie wyborów mogłoby przez wyborców PiS-u i część neutralnych odebrane jako manipulacja terminem w interesie własnego kandydata - co z kolei mogłoby wpłynąć korzystnie na wynik Kaczyńskiego i pogrążyć hrabiego-marszałka. Poza tym po powodzi z pewnością zostaną rządowi Tuska wypomniane zaniedbania w polityce przeciwpowodziowej, choćby zaniechanie w ramach oszczędności większości inwestycji ochronnych.

Obie partie nie ufają - i słusznie - stałości politycznych sympatii społeczeństwa, obie wolą więc nie robić nic, niz przez nieopatrzny ruch przegrać bitwę o Pałac. Byc możę PiS po cichu liczy na to, że wściekłość powodzian obróci się przeciwko Komorowskiemu. Być może PO ma nadzieję, że temat powodzi przykryje temat katastrofy tupolewa i w ten sposób Kaczyński straci trochę głosów. Więc  niech się ta woda leje, niech pękają wały, niech policja na klęczkach błaga powodzian o opuszczenie domów, niech burmistrzowie ślą błagalne adresy o pomoc - to wszystko nieważne. Ważne, żeby nie spieprzyć. Wyborów. Bo tych, co spieprzą, się zapamięta, a potem litości nie będzie, partie rozliczą winnych zaniedbań, bynajmniej nie tych przeciwpowodziowych.

A obywatele? No cóż, wszyscy się przecież nie potopią, ktoś do tych urn na pewno pójdzie. Więc istotnie, żadna to klęska żywiołowa - wybory bedą przecież ważne... 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka