Jest sobie w Sejmie lubelska posłanka Magdalena Gąsior-Marek, reprezentująca obecny obóz rządzący.
Pani posłanka, w słusznym zamiarze ułatwienia kontaktu z nią jak największej liczbie wyborców, umieściła swoje biuro poselskie w samym centrum Lublina, w zabytkowej, ponadstuletniej kamienicy przy ulicy 3 Maja, tuż obok jednego z najbardziej uczęszczanych przystanków autobusowych,w pobliżu poczty głównej, deptaka, McDonalda i tym podobnych masowo uczęszczanych miejsc. A że w budynku mieszczą się oprócz biura rózne inne firmy i instytucje (sszkoła języków obcych, autoryzowane centrum egzaminacyjne, nieduży sklepik spożywczy o dumnej nazwie "Delikatesy" itp.), z których każda wywiesiła na ścianie i na baloknach bannery reklamowe, pani Gąsior-Marek uznała, że nie może być niewidoczna. I powiesiła na oknach od frontu TO:
http://bi.gazeta.pl/im/4/7238/z7238514X.jpg
(powyższe zdjęcie pochodzi z listopada - obecnie wisi na ścianie prawie identyczna szmata, tyle, że konterfekt Pani Posłanki umieszczono po lewej, a nie po prawej stronie - czyżby to była jakaś zawoalowana deklaracja w stylu "wolę lewicę" pani Hanny Gronkiewicz-Waltz?).
Szmata wisiała sobie czas jakiś, aliści okazało się, że nie wszystkim się podoba. Co więcej, okazało się, że sporej liczbie osób się nie podoba, i to bynajmniej nie z przyczyn politycznych, tylko estetycznych. Nie trzeba bowiem być subtelnym znawcą piękna, aby zauwazyć, że ciągnący sie przez trzy okna banner zdecydowanie narusza podziały architektoniczne budynku i wykonany jest z dośc tandetnie wyglądającego materiału. I nie trzeba byc urbanistą czy architektem, zeby rozumieć, że nie po to pięknie odremontowano całą secesyjna pierzeję ulicy 3 Maja, żeby ją teraz posłowie Rzeczypospolitej zagracali reklamami. Zapewne nawet posłanka Gąsior -Marek to rozumie, w końcu ma wyższe wykształcenie - i chyba jest to twierdzenie prawdziwsze, niz w przypadku byłego prezydenta Kwaśniewskiego.
W listopadzie zeszłego roku uaktywniło się w sprawie szmaty Forum Rozwoju Lublina, którego statutowym celem jest " działanie na rzecz rozwoju Lublina i jego aglomeracji, w szczególności wspieranie, opiniowanie, inspirowanie działań władz publicznych i podmiotów prywatnych w zakresie polityki przestrzennej, ochrony zabytków i dziedzictwa architektonicznego, polityki komunikacyjnej, działań prorozwojowych i promocyjnych, rewitalizacji przestrzeni, ochrony środowiska i terenów zielonych, infrastruktury miejskiej, estetyki architektury i jej jakości, sportu i rekreacji". Zainspirowani dyskusją toczącą się w ramach polskiej sekcji międzynarodowego forum internetowego www.skyscrapercity.com członkowie Forum napisali do posłanki list otwarty następującej treści, datowany na 5 listopada 2009 roku.:
Szanowna Pani
Magdalena Gąsior – Marek
Poseł na Sejm RP
Zwracamy się do Pani Poseł z pytaniem, licząc, że mimo licznych obowiązków, znajdzie Pani chwilę aby się nad nim zastanowić, przemyśleć i w miarę możliwości odpowiedzieć. Mamy jednocześnie nadzieję, że zadane pytanie będzie również sugestią, która spotka się z Pani aprobatą.
Jako Stowarzyszenie Forum Rozwoju Lublina zajmujemy się szeregiem spraw związanych z pozytywnymi zmianami zachodzącymi w naszym mieście. Począwszy od wielkich inwestycji aż po sprawy drobne, wydawałoby się nieistotne, staramy się interweniować jeżeli dostrzegamy w tym interes nas wszystkich - mieszkańców Lublina. Uważamy, że w obecnych czasach rozwój miast to nie tylko działania podejmowane przez władze, ale także pomysły, propozycję i rozwiązania sugerowane i wspierane przez czynnik społeczny. Dlatego też czujemy się w obowiązku zwrócić Pani uwagę i zapytać o sprawę estetyki Lublina.
Czy uważa Pani Poseł, że każdemu mieszkańcowi miasta poza tak oczywistymi sprawami jak równe drogi, dostęp do szkół, parków i innych rozrywek, należy się estetyczna i przyjazna przestrzeń? Czy zdaniem Pani Poseł ład przestrzenny to jedynie dobrze zaprojektowane układy komunikacyjne czy może także dbałość o stronę wizualną miasta - czyste ulice, estetyczne elementy małej architektury, przyjazna kolorystyka budynków i brak nachalnych reklam?
Wierzymy, że jest Pani Poseł bliżej do owego szerszego rozumienia tego pojęcia. Oznaczałoby to, że podobnie jak nam, zależy Pani na tym, aby pewne elementy - bezsprzecznie zakłócające estetykę przestrzeni publicznej - na zawsze zniknęły z naszego miasta. Zgodziłaby się Pani Poseł także z tezą, że jednym z takich elementów są reklamy wielkoformatowe i innego rodzaju banery i plakaty - umieszczane w miejscach do tego nieprzystosowanych.
Wychodząc z takim założeniem możemy śmiało stwierdzić, że umieszczenie banera reklamowego na kamienicy przy ul. 3 Maja w Lublinie przez pracowników Pani Biura Poselskiego - uzna Pani Poseł za nie do końca trafne i rozsądne. Zauważy Pani Poseł, iż nie pasuje on do elewacji secesyjnej kamienicy tworzącej razem z sąsiednimi budynkami jedną z najpiękniejszych pierzei w Lublinie. Liczymy, że mając na uwadze estetykę swojego rodzinnego miasta, zadba Pani o jak najszybszą zmianę istniejącego stanu rzeczy. Będzie Pani Poseł przykładem dla pozostałych użytkowników lokali w tej okolicy, którzy zakłócają swoimi reklamami i szyldami estetykę tego wartościowego miejsca.
Z wyrazami szacunku,
Daniel Stelmasiewicz
Stowarzyszenie Forum Rozwoju Lublina
Pani posłanka, oddana całkowicie pracy państwowej, na list odpowiadała prawie cały tydzień. A jak już odpowiedziała, to w sposób, który chyba nikogo, poza może wojewódzkimi władzami PO i sama autorką, nie zadowolił:
Szanowni Państwo,
zgadzam się z zawartym w adresowanym do mnie liście Stowarzyszenia stwierdzeniem, że wszyscy mieszkańcy Lublina mają prawo zarówno do równych dróg, dostępu do szkół, parków i innych rozrywek, jak również prawo do estetycznej i przyjaznej przestrzeni miejskiej.
W odpowiedzi na skierowany do mnie list pragnę poinformować, iż estetyka Lublina jest dla mnie bardzo ważna. Jestem rodowitą lublinianką i w swojej pracy poselskiej zajmuję się przede wszystkim sprawami mieszkańców naszego pięknego miasta. Z tego właśnie względu chciałabym, aby do mojego biura poselskiego zgłaszała się jak największa liczba mieszkańców miasta.
Każdemu mieszkańcowi przysługuje prawo dostępu do reprezentujących go przedstawicieli władzy ustawodawczej, w tym posłów na Sejm RP. Aby takie prawo nie pozostało tylko pustą deklaracją i mogło być faktycznie realizowane, mieszkańcy miasta powinni być odpowiednio poinformowani jak z tego prawa mogą korzystać. Powinni wiedzieć o tym, gdzie mogą posła zastać i gdzie mogą składać posłowi swoje wnioski, prośby i skargi. Tablica informacyjna wywieszona w oknach mojego biura poselskiego ma właśnie ten cel: informowania mieszkańców miasta o tym, gdzie mogą mnie, jako ich reprezentanta, zastać.
Po umieszczeniu wizualnej informacji, do biura poselskiego zgłosiło się o 30% więcej osób, którym mogłam pomóc. A dla mnie jako posła, praca na rzecz mieszkańców Lublina i Lubelszczyzny jest najważniejsza. Celem informacji było zwrócenie uwagi jak największej liczby interesantów na lokalizację biura poselskiego. Cieszę się, że zamierzenie to zostało osiągnięte.
Tablica informacyjna na oknach mojego biura ma również i drugi cel: zachęcania mieszkańców do czynnego udziału w życiu miasta i kraju poprzez nawiązywanie kontaktu z osobami pełniącymi funkcję we władzy ustawodawczej. Tablicą informacyjną, której wywieszenie budzi Państwa zastrzeżenia, chcę zachęcać mieszkańców miasta do przedstawiania mi przez nich swoich spraw, problemów, a także pomysłów na ulepszenie wspólnego życia w Lublinie. Dlatego list Stowarzyszenia – niezależnie od jego formy – cieszy mnie jako forma aktywności społecznej mieszkańców miasta. Żywię nadzieję, że list ten stanie się początkiem dyskusji o problemie reklamy w przestrzeni miejskiej; dyskusji, w której swój udział zapewniam.
Zagadnienie, które należy tu rozpatrzyć jest następujące: jak pogodzić prawo mieszkańca miasta do estetycznej przestrzeni miejskiej z prawem do bycia informowanym o siedzibie reprezentującego ich posła? Odpowiedzi poszukiwać będę u najbardziej zainteresowanych, czyli u mieszkańców miasta. W tym celu na swojej stronie internetowej www.magdagasior-marek.pl zamieszczę sondę z pytaniem „Czy tablica informacyjna w oknach mojego biura dobrze wkomponowuje się w estetykę przestrzeni miejskiej?”. Wynik tej sondy będzie dla mnie kluczową podpowiedzią.
Wracając do treści skierowanego do mnie listu, pragnę zaznaczyć, iż wizualna informacja umieszczona jest na trzech spośród pięciu okien wynajmowanego przez mnie lokalu. W żaden sposób nie zasłania okien innych mieszkańców czy użytkowników kamienicy. Stonowane kolory oraz siatka, z której wykonano projekt nie naruszają estetyki kamienicy.
Pragnę również podkreślić, iż jestem zawiedziona tym, że członkowie Forum Rozwoju Lublina nie próbowali ze mną porozmawiać na ten temat, a woleli sprawę nagłaśniać za pośrednictwem mediów.
Tak więc nie zdejmę wspomnianego banneru, chyba że mieszkańcy Lublina zadecydują inaczej w sondzie przygotowanej na mojej stronie internetowej.
Bardzo serdecznie zapraszam Członków Forum do mojego biura poselskiego, aby porozmawiać o wyglądzie Lublina.
Z poważaniem
Magdalena Gąsior-Marek
Poseł na Sejm RP
Cóż, odpowiedź sprytna, co daje asumpt do przypuszczeń, że albo po wstapieniu do PO p. Gąsior-Marek uczyła się podstawowych zasad public relations, albo list pisali za nią specjaliści obsługujący posła Palikota. Generalnie autorka ze wszytkimi zawartymi w liście twierdzeniami się zgadza, postulaty Forum popiera, zależy jej na estetyce miasta i generalnie na dobru jego mieszkańców, ale właśnie z tego powodu, że jej zależy, szmaty nie zdejmie, bo tylko dzięki szmacie przychodzą do niej owi mieszkańcy - bez szmaty byłoby ich o jedną trzecią mniej. "Nie zdejmę krzyża z mojej ściany" - śpiewali prześladowani opozycjoniści w PRL. "Nie zdejmę szmaty z moich okien" - tupie nogą ich spadkobierczyni z Platformy. I zapewne jest przekonana, że żądania zdjęcia szmaty sa nastawaniem na jej wolność przez przedstawicieli, jakby powiedziała posłanka Nowina-Konopczyna, "przypadkowego społeczeństwa". Zresztą, oburza się pani poseł, ta szmata to przecież właściwie całkiem mała szmatka, zasłania tylko trzy okna, dwa pozostałe mogą sobie mieszkańcy Lublina podziwiać do woli, więc o co chodzi?!
A poza tym, pisze posłanka, jest demokracja, niech mieszkańcy się wypowiedzą, czy im to przeszkadza. A gdzie? Oczywiście na stronie internetowej zainteresowanej posłanki, która sama będzie liczyła głosy we własnej sprawie! A żeby mieszkańcom broń Boże nie przyszlo do głowy, że PO traktuje ich jak nierozgarniętych prostaków, nie zapytamy ich wprost, czy chcą, żeby szmatę zdjąć, czy tez może chcą, żeby ją zostawić.. Zapytamy, czy szmata dobrze się wkomponowuje w estetykę przestrzeni miejskiej!
Na takie dictum FRL mogło tylko przypomnieć, że co prawda istotnie są w Lublinie bardziej szpetne reklamy, ale lublinianom powinno chyba zależć na większym, niż tylko przeciętny, poziomie estetyki miasta, i wytłumaczyć posłance, że sprawę nagłośniono w mediach głównie z powodu długiego oczekiwania na odpowiedź.
Najwyraźniej jednak albo sonda się posłance nie udała, albo FRL interweniowało po cichu gdzieś wyżej, bo 10 stycznia 2010 roku radomski internauta Darek_liryk mógł obwieścić na forum "Gazety Wyborczej", że "banner został zdjęty". Niestety, jak widać, nie na długo, skoro mamy maj i szmata znowu wisi. I zapewne w najbliższej przyszłości nie zniknie, pani Gąsior-Marek ma bowiem na głowie większe problemy: wdała się bowiem w przegraną wojnę z p. Palikotem, przeciw któremu miała agitować esemesowo z telefonu komórkowego byłego asystenta, za co palikotczycy chcą ją zaciągnąć przed oblicze prokuratora.
Posłanka Gąsior-Marek nadal szpeci więc otoczenie.
***
Oczywiście byłoby niesprawiedliwością znęcanie się nad tylko i wyłącznie nad biedną posłanką Platformy. cała sprawa jest elementem powszechnej w Polsce praktyki poświęcania elementarnej estetyki przestrzeni miejskiej na ołtarzu skuteczności reklamy. W kolorowe szmaty owija się u nas całe budynki, obwiesza się nimi - legalnie i nielegalnie - każdy wolny centymetr ścian, słupów, przystanków autobusowych, balkonów i ogrodzeń. Prywatny właściciel posesji może sobie lub podnajemcom pozwalać w tym względzie niemal na wszystko, chyba, że budynek jest wpisany do rejestru zabytków. Niestety, budynek przy 3 Maja 10 do rejestru wpisany nie jest. Leży co prawda w strefie ochrony konserwatorskiej, ale to niestety nic nie znaczy, wieszać sobie można, co się chce. Stawiać też. Mniej więcej rok tewmu np. na granicy ścisłego centrum Lublina postawiono TO (ma to wielkość piętrowego domu):
http://lh3.ggpht.com/_Bl0MfYggLYg/Sj9qXD-DGwI/AAAAAAAAEYo/D1lU6gY8Q2Q/s640/DSC_0001.jpg
i stoi to do dzisiaj.
Nieco inaczej wygląda sprawa w przypadku nieruchomości miejskich i gminnych, bo tu miasto może przynajmniej narzucić jakieś reguły. Problem w tym, ze o ile w Lublinie zostały one nawet ustalone (z przestrzeganiem różnie bywa, miastu najwyraźniej nie zawsze chce się i opłaca to sprawdzać), to np. w Warszawie wciąż obowiązuje zasada "hulaj dusza, piekła nie ma" i miasto przypomina jeden wielki billboard. Sytuację ma poprawić ustawa o zakazie zasłaniania szmatami reklamowymi okien (która uderzy m. in. w posłankę Gąsior-Marek), ale po pierwsze dotyczy ona jedynie budynków mieszkalnych, po drugie, jej egzekucja została odroczona o póltora roku. Znając polskie doświadczenia, po tym czasie znów się ją odroczy na prośbę firm reklamowych, straszących zwalnianiem pracowników. Zresztą nawet gdyby ten scenariusz się nie sprawdził, to i tak nadal będzie można wieszać szmaty na ścianach biurowców, magazynów, fabryk, instytucji kultury (!) itp. Nadal też, jak to ma miejsce do tej pory, właściciel chałupki na kurzej nóżce będzie mógł pozwolić na postawienie na swoim terenie billboardu większego niż własny dom - bo ograniczeń w pstrzeniu miast i wsi billboardami ustawa nie przewiduje.
Istniejący stan rzeczy najwyraźniej nikomu - oprócz pasjonatów z organizacji typu FRL - specjalnie nie przeszkadza. Przeciętny Polak estetyki przestrzeni, i nie tylko przestrzeni, nie "czuje", bo szkoła od dawna go tego nie uczy (lekcje plastyki i muzyki to często fikcja), władze lokalne i centralne wolą dobrze żyć z wielkim biznesem, któremu na wielkoformatowej reklamie zależy, zaś partie polityczne żyją w stanie permanentnej kampanii wyborczej, nic dziwnego więc, że cieszą się, gdy ich logotypy bezustannie atakują przechodniów na ulicy. Oczywistymi beneficjentami dowolności w wieszaniu szmat reklamowych są zawodowi reklamowi szmaciarze i billboardziści, czyli oficjalnie "agenci wielkoformatowej reklamy zewnętrznej". Branża owa wykształciła nawet specjalny żargon (i tak na przykład każdy budynek przeznaczony do obwieszenia szmatą nazywany jest eufemistycznie "lokalizacją" - nawet jeśli chodziłoby o zakrycie reklamą Wawelu), a jej czołowi przedstawiciele najwyraźniej lubią i pozytywnie oceniają to, co robią. Oto, jak - nie bez problemów z posługiwaniem się poprawną polszczyzną - promowała jakiś czas temu samą siebie jedna z firm reklamy wielkoformatowej (żródło: www.cityboardmedia.com):
Kampania „Mistrzowska forma Cityboard Media” prezentuje w symboliczny sposób potencjał firmy, zarówno jako lidera jakościowego, jak i ilościowego wielkiego formatu w Polsce. Cityboard Media informuje klientów o potencjale firmy i jej bogatej ofercie. Pokazujemy mistrzowski dorobek firmy, który był konsekwentnie budowany przez 10 lat.
W kampanii „Mistrzowska forma Cityboard Media” wykorzystano zdjęcia aktywnych, młodych i atrakcyjnych ludzi w sytuacjach relaksowo-sportowych. Wakacyjny klimat kampanii podkreślają widoki morza i gór oraz letni błękit nieba. Dwa warianty plakatów wpisują się w wakacyjny klimat miasta i budzą pozytywne emocje.
Wizualizacje kampanii odzwierciedlają wizerunek Cityboard Media oraz stosunek firmy do klientów i odbiorców reklam – jesteśmy firmą przyjazną i nowoczesną, dbamy o naszych klientów, oferując im „mistrzowską formę” i najwyższą jakość usług.
Jednym słowem: "jesteśmy od dziesięciu lat mistrzami w stawianiu agresywnych bilboardów, co powinno budzić pozytywne emocje i skojarzenia z aktywnością, młodością i atrakcyjnością". Niestety, przekaz taki najwyraźniej trafia w gusta reklamodawców (gdyby im się szmaty i bilboardy nie kojarzyły przede wszystkim pozytywnie, to by się na nich nie reklamowali). Chodzi o to, żeby szmata (czy w przypadku Cityboardu billboard, bo oni akurat, chwała Bogu, przynajmniej nie wieszają szmat) była jak największa (inna firma reklamuje możliwość "uzyskiwania powierzchni reklamowej o nieogranicznych wymiarach"), żeby ją było widać z daleka, i żeby była w miejscu o jak największym dziennym przepływie pieszych i pojazdów. Ani sami "liderzy zarówno jakościowego, jak i ilościowego wielkiego formatu" (co to właściwie jest "jakościowy i ilościowy wielki format", do cholery?!), ani ci, którzy wieszanie szmat zlecają, nie przejmują się tym, czy aby kogoś nie razi estetyka tych reklam, czy kogoś nie denerwuje ich agresja wizualna bilboardów, ich wszechobecność i udział w niszczeniu przestrzeni miejskiej. Co więcej, firma Cityboard próbuje nam wmówić, że ma pozytywny stosunek do odbiorców reklam! Ja nie wiem, czy zaśmiecanie mojego miasta np. tzw. superbacklightami o wymiarach 12x4 metry świadczy o pozytywnym stosunku do mnie... Ja sobie wypraszam, mnie wystarczająco denerwują masowo stawiane zwykłe bilboardy! Choć może zasada niewieszania szmat jest rzeczywiście dowodem takiego pozytywnego stosunku?
Na stronie tejże firmy napisano, że w Polsce jest 99 tysięcy różnego rodzaju "nośników reklamy zewnętrznej", przy czym ilość tych najmniejszych maleje na rzecz trochę większych. Dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy! Jeden na każdych 383 Polaków...
Nie zamierzam tu oczywiście wzywać do zakazu reklamy zewnętrznej w ogóle. Potrzebna jest jednak w Polsce ustawa, która dokładnie uregulowałaby status takiej reklamy, dopuszczalną wielkość nośników i dopuszczalne nasycenie nimi terenu - lub zobowiązywalaby samorządy do poczynienia takich ustaleń, niezależnie od miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, spraw związanych z ochroną zabytków, bezpieczeństwem ruchu drogowego itd. Jednocześnie władze miejscowe muszą byc wyposażone w narzędzia od egzekwowania tych przepisów. Dbałość o estetykę naszych miast i wsi musi wreszcie stać się przedmiotem obrad parlamentu, najwyraźniej bowiem nie radzi sobie z tą sprawą ani społeczeństwo obywatelskie, ani samorządy.
Byłby to także test wiarygodności dla rządzącej obecnie Platformy Obywatelskiej. Panowie i panie z PO wielokrotnie podkreślają, jacy to z nich (w przeciwieństwie do panów i pań z PiS) Europejczycy, jak im zależy na wprowadzaniu u nas zachodnich standardów w różnych dziedzinach. Niech więc PO weźmie przykład z owego mitycznego Zachodu i przeniesie do nas tamtejsze standardy w zakresie urbanistykki i estetyki przestrzeni publicznej. W wiekszości krajów zachodnich nie byłby możliwy ani panujący u nas kompletny bałagan architektoniczno-urbanistyczny, ani brak planów zagospodarowania przestrzennego całych połaci kraju, ani szokująca dowolność w stawianiu billboardów i wieszaniu reklamowcyh szmat. I niech Was, panowie poslowie, nie zwiodą płacze i krzyki właścicieli firm: tam, na Zachodzie, ludzie też mają firmy i jakoś sobie radzą. Wystarczy ustalić zasady równe dla wszystkich, szanujące zarówno prawo do reklamowania własnych usług, jak i prawo do życia w estetycznym krajobrazie.
Jeśli chcecie nas europeizować, zacznijcie od siebie i zdejmijcie szmaty z własnych biur poselskich. Jeśli bowiem naprawdę jesteście Europejczykami, to powinniście rozumieć, że posłanka Gąsior-Marek, trzymając na oknach reklamową płachtę, gwałci estetykę wspólnej europejskiej przestrzeni publicznej.
Pani Poseł, proszę zdjąć tę szmatę! Proszę przestać szpecić Europę!


Komentarze
Pokaż komentarze