Broniu, mój miły, mam sprawę ważną,
Prezydent zrobił minę poważną,
Ciut zmarszczył czoło, spojrzał wnikliwie,
Powstał od biurka, nieco leniwie,
Słucham Donaldzie, w czym pomóc mogę,
Usiadł, założył nogę na nogę,
Nadstawił ucha, ciut obojętnie,
I się zamyślił, jak było pięknie,
Kiedy marszałkiem go nazywali,
Głowy mu wtedy nie zawracali,
Spał do oporu, się nie przemęczał,
A teraz Premier będzie mu jęczał,
O coś go prosił, czas mu zajmował,
Przecież jest królem i ma królować,
A nie załatwiać sprawy dla Polski,
Litwy, czy Łotwy, lub innej Rosji,
Kiedyś to z rana wyszedł na pole,
I spojrzał z dumą na swoją rolę,
Teraz przyjęcia, inne bankiety,
Lecz ma być głową… Państwa niestety,
Nagle się wybił z myśli wiodących,
Patrzy na Tuska, ten właśnie skończył,
Nie wiele myśląc, nie znając tematu,
Rzucił pokrótce: poprę to brachu…



Komentarze
Pokaż komentarze