Jarosław Kaczyński w końcu przemówił, i to przemówił w swoim najlepszym stylu: jednoznacznie, bez półcieni, prosto z mostu. „Nie ma Polski bez Kościoła” – to najważniejsza obserwacja poczyniona przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości podczas jego przemówienia na Jasnej Górze. I wbrew temu, co twierdzą zagorzali wrogowie politycznej opcji reprezentowanej przez Kaczyńskiego, nie jest to zapowiedź pchnięcia Polski na drogę „katotalibanizacji”.
Tylko ktoś ślepy lub zaślepiony ideologią nie widzi tego, co dzieje się w świeckiej Europie, gdzie do głosu dochodzą ekstremiści spod znaku półksiężyca i zaczynają wywierać swoje złowrogie piętno na coraz większych obszarach. Tam gdzie odsetek muzułmanów przekracza masę krytyczną i społeczność ta staje się większością, rodzi się jednocześnie kolejna odnoga Państwa Islamskiego, co bez ogródek komunikują Czeczeńcy przebywający w polskich obozach dla uchodźców. Oni tam stanowią większość więc dyktują też swoje prawa. Kto będzie mógł i przede wszystkim kto będzie chciał stawić im opór gdy Polacy staną przed takimi samymi problemami z jakimi borykają się Francuzi lub Szwedzi? Raczej nie będą to Tęczowe Szwadrony Tolerancji im. Jerzego Owsiaka, bo dla nich wrogiem nr 1 jest wciąż Kościół Katolicki natomiast z Islamem chcą oni „dialogować”.
Oczywiście rozmawiać trzeba z każdym ale z muzułmanami można prowadzić dialog tylko wtedy gdy będą się czuć w Polsce jak goście. Gdy będą zdawać sobie sprawę z tego, że duchowo miejscowa ludność jest zakorzeniona w chrześcijaństwie reprezentowanym przez Kościół Katolicki, czyli wciąż najsilniejszej organizacji religijnej na świecie. Nie ma w tej chwili większego zagrożenia dla Polski niż laicyzacja, która nie tylko nie rozwiąże żadnego istotnego społecznie problemu ale także ściągnie na nas zagrożenia nowe i niestety śmiertelne. Dobrze wiedzieć, że są w Polsce politycy, którzy to dostrzegają. Nie żyjemy w bezpiecznych czasach.
Niestety biorąc pod uwagę samobójcze tendencje Unii Europejskiej na każdym kroku trzeba przypominać rzeczy oczywiste. A jedną z tych oczywistych oczywistości jest całkowita dysfunkcyjność modelu multi-kulti w wydaniu zachodnioeuropejskim. Pewnych kultur nie da się pogodzić. Nie da się pogodzić cywilizacji europejskiej ufundowanej na kulturze antycznej i na chrześcijaństwie z islamem. Francja jest tego medycznym wprost przykładem. Szkoda tylko, że kraj ten powodowany postkolonialnymi kompleksami obarcza swoimi winami wobec mieszkańców Maghrebu całą Europę.
Istnieje jednak kilka dróg, które mogą zaprowadzić do pokojowej egzystencji wyznawców Allaha z „innowiercami” jednak żadna z nich nie znajduje uznania w większości państw obecnej Europy.
Jedyną z nich jest przekonanie muzułmanów do zmiany swojej religii lub ewentualnie do porzucenia wszelkiej wiary. Drugą jest niedopuszczenie do tego aby odsetek muzułmanów zagroził dominującej pozycji katolików. Trzeciej drogi prowadzącej do porozumienia nie ma. Poza tymi dwoma wyjątkami istnieje tylko dżihad lub krucjaty, w zależności od tego kto wykazuje inicjatywę.
Dlatego cieszę się, że żyję w kraju gdzie wciąż powstają kolejne kościoły a każdy nowy meczet przyjmowany jest z rezerwą i niepokojem. Jest to bowiem niepokój jak najbardziej uzasadniony. Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie koncepcja polski katolickiej niż wizja nadwiślańskiego kalifatu.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo