22.07
Po 6 dniach wreszcie mamy w domu elektryczność. Wszechogarniające nas ciemności spowodowane zostały niezapłaceniem rachunków przez właściciela wynajętego przez nas domu. Obiecał,że 5 dnia prąd wróci. I tak możemy mówić o dużejłaskawości losu, African time okazał się dla nasłaskawy i termin powrotu elektryczności przesunął się tylko o jeden dzień.
Możemy znów coś napisać.
Od kilu dni gościmy u siebie naszą wolonatriuszkę Monikę. Dzieciaki w Kyabishaga na pewno zdążyły już zatęsknić za ciocią. Lekcje języka angielskiego i matematyki dla uczniów podstawówki, zajęcia z przedszkolakami, zabawy, konkursy sprawnościowe, mecze piłki nożnej i siatkówki, rozmowy, postawiony plac zabaw, zrobione boisko do gry w siatkówkę z przedzielejącą obie połowy siatką splecioną własnoręcznie ze sznurka, uporządkowany teren po zawalonym budynku starej szkoły, gra na bębnach, tańce przy ognisku, pomoc w pomalowaniu domu, zakup koców i materacy dla dzieciśpiących na cienkich matach, i długie godziny spędzone razem na rzeczach, o których tylko oni sami wiedzą... To praca naszych wolontariuszy w Kyabishaga w dystrykcie Luwero, jakieś 80 km od stolicy. Ta wioska pozbawiona wody, elektryczności, szkolnego budynku jest dla nich jak dom, z którego nie chcą wyjeżdżać nawet do stolicy.
Życie w Kampali płynie szybko, choć nie jest to prędkość europejskich stolic. Ludzie od wczesnych godzin porannych po późne godziny nocne przemierzają ulice centrum i obrzeży Kampali. Ma się wrażenie,że mieszkańcy nie chodzą spać,że handel uliczny trwa okrągłą dobę. Miejsca, w których znaleźć można ciapati, grilowane kiełbaski, czy pieczoną kukurydzę w godzinach wieczornych i nocnych rozświetlane są tylko płomykami oliwnych lamp lubświec. Ludzie siedzą w grupkach, rozmawiają,śmieją się. Boda-boda (rodzaj publicznego transportu, kierowca + jego motor) oczekują na pasażerówśpieszących po pracy do domu, młodych jadących potańczyć, czy posłuchać muzyki w nocnych klubach.Życie nocne wybija tu inny rytm i ma jakiś magiczny czar, któremu trudno się oprzeć. Wszytko to zostaje dopełnione przez roznoszące się zewsząd zapachy – pieczonego mięsa, ryb, fig, ananasów, kurzu – oraz sklepienie nieba, które tu zdaje się być bliżej ziemi. Gwiazdy i księżyc urzekają swoją innością – nie da się tego opisać, czuje się to każdą tkanką.
Wieczorne powroty do domu boda-boda to także dotknięcie (sterylne wprawdzie)świata dzieci ulicy, spotykanych na wąskich pasach zieleni oddzielających od siebie pasy ruchu. Dziewczynki, chłopcy. 5, 10 latki w oberwanych ubraniach, podchodzą do zatrzymujących się naświatłach samochodów, prosząc kierowców o pieniądze. Kiedy widzi się ich pierwszy raz, wydaje się,że człowiek się pomylił,że to niemożliwe, to nie mogły być dzieci. Ale wtedy najczęściej ktoś z Ugandyjczyków szybko wyprowadza Cię z twojej pomyłki, która pomyłką nigdy nie była – mówiąc: “To są dzieci ulicy”.
Dzieci ulicy, które poznaliśmy, opowiadały ożyciu, które zaczynało sie po zapadnięciu zmroku. Kiedy jesteś mały liczy się tylko tu i teraz, nie myślisz się o przyszłości. Myślisz o tym, gdzie możesz pójść, aby zdobyć coś do jedzenia, gdzie schronić się przed deszczem i zimnem, jak ustrzec się przed ludźmi, którzy chcą zrobić ci krzywdę. Opowiadały o nocach przesiedzianych na krawężniku, o głodzie, o potwornej samotności, starsze mówiły o braku nadziei,że kiedyś coś się zmieni,że kiedyś będzie inaczej.
Istnieje większa ciemność niż pogrążony w mroku dom spowodowany brakiem elektryczności. Istnieje ciemność świata dzieci ulicy, który trudno jest rozjaśnić, ale gdy się to już uda –środek ciemności staje się środkiem dnia dla tych starszych i tych najmniejszych.
Inne tematy w dziale Rozmaitości