Jako wzorowy mąż (a przynajmniej pretendujący do tego miana) nie będę jej więcej dręczył polityką (chyba, że zupa będzie za słona). Intrernet zniesie dużo więcej... i chyba mniej mi na nim zależy niż na własnej żonie, mimo, ze wlasciwie z niego żyję. Od dziś, będę potulny jak baranek, a wszystkie żale będę wylewał tutaj. W ten sposób Salon 24 będzie miał mały wkład w politykę prorodzinną.
Moja żółć wylała się wczoraj, chociaż zbierała się już od dłuższego czasu. Dymisja Kaczmarka była dla mnie szokiem, który dopadł mnie w czasie wakacji. Moja diagnoza: Młode wilczki pogryzły się o schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Coraz trudniej było mi znaleźć w tym szaleństwie choć śladowe ilości czegoś, co może sugerować, że jest w nim metoda. Coraz częściej myślałem, że po raz kolejny dałem się wy... (postanowiłem nie używac wulgaryzmów na moim blogu). Kredyt zaufania, jaki miał PiS po wyborach (tak, głosowałem na nich i na Lecha Kaczyńskiego), zdecydowanie się wyczerpał. Po zatrzymaniach "trzech przyjaciół z boiska" nie miałem wątpliwości. Przypadki zdarzają się w Toto Lotku, ale nie w polityce. Zbieżność zatrzymań z mającym nastąpić nastepnego dnia przesłuchaniami K. Kornatowskiego były dla mnie tak prawdopodobne, jak to, że A. Lepper przeczyta "Ulissesa" ze zrozumieniem lub R. Giertych zostanie Ministrem Oświaty... Ups...
W trakcie konferencji prokuratury powtarzałem słowa, których nie powtórzę z powodów, o których pisałęm kilka zdań wcześniej. Byłem w szoku podobnym do tego, który czułem po zobaczeniu A. Lipińskiego "flirtującego" z R. Beger. O ile wczesniej CBA rzeczywiście stwarzała wrażenie organizacji kilku chłopaczków, którzy nie byli zdolni do niczego więcej, anizeli nadania kryptoniu "Mengele" sprawie doktora G., o tyle wczoraj, jeżeli rzeczywiscie to oni zebrali wszystkie materiały dla prokuratury, można było śmiało powiedzieć Chapeau Bas. Jeżeli od logowania w BTS-ach dochodzi się do zebrania takiego materiału dowodowego, to nie jest to robota partaczy.
Ale jak wspominałem wcześniej, żółć wylała się dopiero dzis rano. Wyszedłem rano po gazetę ("Dziennik") i rzuciłem okiem na tytuł w "Gazecie Wyborczej". Ciśnienie skoczyło mi co najmniej o 30 mmHg. "Show z poszlakami"... Jak tak dalej pójdzie, to mój choleryczny charakter zaprowadzi mnie albo do kryminału, albo na cmentarz. Wiem, sam tytuł to nie artykuł, ale do przeczytania czegokolwiek z GW można mnie zmusić tylko przystawiając mojej żonie do skroni pistolet, albo grożąc pozbawieniem jej życia w jakikolwiek inny sposób (tak, zdaję sobie sprawę, że to choroba i można to leczyć). Prezentowanie wczorajszej konferencji w taki sposób jest większym nadużyciem, niż powiedzenie o D. Hojarskiej, że to "babka z klasą". Ale cóż można napisać po opisaniu "Pełzającego zamachu stanu"... O ile mogę jeszcze zrozumieć polityków opozycji (cóż, taki wredny zawód, że przyznanie racji przeciwnikowi politycznemu = polityczna emerytura), o tyle dziennikarze zamiast skupić się na meritum (jakoś nikogo nie zdziwiło, że w czasie rozmowy Marzec - Kornatowski ten drugi miał problemy z "załapaniem", o kim mowa... tak, jakby był logistykiem w firmie transportowej i zastanawiał się, do którego klienta trzeba wysłać ciężarówki. Wyglądało to tak, jakby panowie prowadzili razem usługi dla ludności "KorMar. Przecieki. Alibi. Szybko, tanio, dyskretnie" i "w związku zdynamicznym rozwojem firmy" zaczynali się już gubić w klientach), całą uwagę skupiają na tym, czy to czasem nie Lech Kaczyński dokonał przecieku. Po prostu ręce opadają. A skoro oni mogą swobodnie operować hiperbolami o Securiitate, Stasi i SB. pozwolę sobie na podobną...
Panowie, Goebbels przy was to redaktor gazetki szkolnej.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)