Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
15 obserwujących
47 notek
114k odsłon
  3342   12

Albo w Europie nastąpi przełom, albo wkrótce polexit będzie szczytem marzeń

Wysyłanie premiera Mateusza Morawieckiego na "debatę" w tzw. "parlamencie europejskim" jest jak rzucanie pereł przed wieprze. Co z tego, że trafnie pokazał na wielu przykładach, że obecny rząd RP podobnie jak polski Trybunał Konstytucyjny nie idzie ani o milimetr dalej niż rządy i sądy konstytucyjne innych innych państw, a nawet niż polski TK w czasach, gdy na jego czele stał obecni "sędzia" TSUE Marek Safjan? I tak w całej tej "debacie" dominują wcześniej przygotowane filipiki, których treść w żaden sposób nie nawiązuje do ARGUMENTÓW przedstawionych przez polską stronę. To nie jest debata - to jest specyficzny konkurs. Konkurs chamstwa, plucia, pomawiania, hipokryzji... Turpistyczne show, w którym wygrywa ten, kro na Morawieckiego wyleje więcej wymiocin. Fakty? Nieważne! Argumenty? Kto by się troszczył o jakieś pierdoły! Przecież skoro Morawiecki pokazał to, o czym napisałem w drugim zdaniu tej notki, to zawsze można mu 1000 razy zarzucić "kłamstwo" nie próbując nawet silić się ani na UDOWODNIENIE tego "kłamstwa", ani nawet na WYKAZANIE na czym rzekome "kłamstwo" miałoby polegać. Jak się to powtórzy 1000 razy, to każdy głupi w to uwierzy... a tego, kto głupcem nie jest się zakrzyczy. 

Można się tylko zastanawiać czy szczytem hipokryzji jest powoływanie się przez tę samą stronę na Jana Pawła II i zarzucanie Polsce "gwałcenia praw LGBT" czy raczej powoływanie się na Lecha Kaczyńskiego przez ugrupowanie, które na swym czele postawiło polityka bezpośrednio odpowiedzialnego za jego śmierć oraz traktującego jego brata jak "zło wcielone". 

Nawet nie chce mi się babrać w tym ścieku, który teraz płynie z instytucji, do której kiedyś z tak wielkimi nadziejami wstępowaliśmy. Ale przypomnijmy sobie - przed tymi nadziejami było wielkie marzenie: opuścić blok sowiecki, zerwać kajdany komunizmu! Czy to marzenie się spełniło, czy też zostaliśmy cynicznie oszukani? Czy komunistycznego bloku sowieckiego, w którym jedynym dozwolonym nurtem politycznym był zniekształcony socjalizm weszliśmy do bloku w którym jedynym dozwolonym nurtem politycznym jest radykalny kulturowy komunizm? Dlaczego u George'a Orwella w książce "Rok 1984" żadne spośród trzech totalitarnych supermocarstw trzęsących światem nie jest państwem o ustroju prawicowym, a we wszystkich dominuje lewica? Dlaczego w książce "Folwark zwierzęcy" w żaden symboliczny sposób nie został opisany upadek muru berlińskiego, a magdalenkowo-okrągłostołowe porozumienie liberałów z komunistami owszem i sytuacja, w której komuniści z obydwu stron "żelaznej kurtyny" zamieniają socjalistyczne idee na połączenie neoliberalnego wyzysku z tolerowaną, a nawet siłą narzucaną przez kraje zachodnie neomarksistowską, multikulturową papką, w której "zwierzęta patrzyły to na świnię to na człowieka (...) i nikt już się nie mógł połapać kto jest kim"? Czy to geniusz George Orwell się pomylił, czy my się mylimy i jesteśmy oszukiwani? Czyżby spośród wszystkich wydarzeń, których rocznica przypada 4 czerwca najważniejszym nie były ani "pierwsze częściowo wolne wybory w PRL-u" ani "nocna zmiana" w III RP, tylko zdecydowanie na pierwszy plan wybijała się masakra na placu Niebiańskiego Spokoju w komunistycznych Chinach? Jaka była reakcja "demokratycznego" zachodu na ten akt przemocy? Czy na tym miała polegać jego "zdecydowana odpowiedź", że dziś Chiny są największym dostawcą towarów dla "broniącej wolności" Europy? Czy ta Europa choćby w znikomym procencie tak zaciekle walczyła z reżimem rozganiającym ludzi za pomocą czołgów, jak dziś walczy z demokratycznie wybranym rządem RP? Czy wreszcie zapowiedziana w "Fit For 55" perspektywa drastycznego obniżenia poziomu życia obywateli w imię "wojny z ociepleniem klimatu" nie przypomina bliźniaczo orwellowskiej permanentnie prowadzonej wojny, która miała zmusić obywateli trzech supermocarstw do akceptacji życia w biedzie i terrorze w imię "wyrzeczeń związanych z wojną"? 

Ale kto dziś zadaje sobie powyższe pytania? Zamiast nich skupia się naszą uwagę na pytaniach zastępczych typu: "czy będzie polexit, czy go nie będzie"? A odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta i oczywista. W tej chwili polexitu nie będzie, bo PiS - bez względu na to co by mówił na wszystkie inne tematy - ma jedną nadrzędną wartość, świętość, która jest jego "Świetym Graalem" pozwalającym wygrywać kolejne wybory. To nie żadne "500+", ani inne "rozdawnictwo", ani też nie "walka z LBGT", "Bóg, Honor i Ojczyzna" ani nie żaden "Smoleńsk". To RYNEK PRACY. Wszystkie inne rządy psuły rynek pracy albo celowo, albo przy okazji zablokowania innego problemu (np.: popsucie rynku pracy jest najprostszym sposobem na zwalczenie inflacji - bezrobotni nie nakręcają popytu ani presji płacowej). Ta jedna partia poszła pod prąd stawiając na rynek pracy i tylko dzięki temu mogła przez dwie kadencje samodzielnie wygrywać wybory i mimo katastrofalnych błędów (które wielokrotnie krytykowałem) nadal ma poparcie rzędu 35%. Przynależność Polski do UE dziś pomaga polskiemu rynkowi pracy - wielu pracowników pracuje na zachodzie, jeszcze więcej pracuje w firmach dostarczających produkty, a przede wszystkim usługi (zwłaszcza transportowe) na zachodnie rynki, bo UE to to dla polskich pracowników setki milionów relatywnie bogatych konsumentów (analogicznie RP to 38 milionów konsumentów dla firm z UE). Dlatego dziś rząd PiS nie zdecyduje się na polexit - nawet gdyby wskutek blokowania kolejnych funduszy i nakładania kolejnych kar polska miała stać się płatnikiem netto musząc do obecności w UE słono dopłacać... i to bez względu na kolejne upokorzenia, jakie serwuje nam UE - rząd PiS nie pozwoli sobie na polexit! Jeśli ktoś dziś mówi o polexicie, to jest cynicznym kłamcą lub idiotą. Natomiast co będzie jutro? Jeśli odpowiedź na co dziesiąte z postawionych przeze mnie w tym artykuliku pytań jest pozytywna, to UE zmierza w bardzo złym kierunku i za kilka lat polexit może być marzeniem jeszcze trudniejszym do spełnienia niż opuszczenie bloku wschodniego w czasach Stalina. Przesadzam? A czy Józef Stalin w porównaniu z "Wielkim Bratem" z dzieła Orwella nie wypada blado? 

Lubię to! Skomentuj74 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka