polskaiswiat polskaiswiat
423
BLOG

Paweł Siergiejczyk: "Generalicja prezydencka"

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 1

 

Spośród generałów Bronisław Komorowski awansuje wyłącznie swoich rówieśników w wieku przedemerytalnym. Także tych, którzy ukończyli sowieckie uczelnie.


15 sierpnia, w dniu Święta Wojska Polskiego, Bronisław Komorowski oficjalnie przejął zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi. W ten sposób zakończyły się formalności związane z inauguracją nowej prezydentury. I zarazem rozpoczął się nowy etap w polskiej polityce, także tej dotyczącej armii. Prezydent Komorowski wykorzystał bowiem sierpniowe uroczystości, by awansować grupę generałów i powołać nowych.

Kariery po Smoleńsku

Ten dzień z pewnością był niezmiernie ważny dla Mieczysława Cieniucha, który otrzymał najwyższy stopień w polskiej armii – generała (tzw. czterogwiazdkowego). W ten sposób gen. Cieniuch stał się w Polsce żołnierzem nr 1: oprócz niego żaden czynny oficer nie nosi tego stopnia i nic nie wskazuje, by szybko się to zmieniło. A przecież jeszcze kilka miesięcy temu nic nie wskazywało na tak błyskotliwą karierę tego generała. Jako absolwent dwóch moskiewskich uczelni (Akademii Wojsk Pancernych ZSRR w 1982 r. i Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej 10 lat później) mógł liczyć na przychylność prezydenta Kwaśniewskiego – który awansował go na poprzednie stopnie generalskie, a w 2003 r. powierzył funkcję I zastępcy szefa Sztabu Generalnego – ale już nie prezydenta Kaczyńskiego, za którego kadencji gen. Cieniuch wyjechał do Brukseli jako przedstawiciel Polski przy Komitetach Wojskowych NATO i UE. A gdy w 2009 r. wrócił do kraju, z braku przydziału został radcą ministra obrony Bogdana Klicha. 59-letni generał już szykował się do emerytury, gdy śmierć całego dowództwa WP w katastrofie smoleńskiej niespodziewanie otworzyła przed nim dalszą karierę. Niespełna miesiąc po tej tragedii, 7 maja, p.o. prezydenta Bronisław Komorowski powołał gen. Cieniucha na 3-letnią kadencję szefa Sztabu Generalnego, a teraz jeszcze awansował.

15 sierpnia wyższe stopnie otrzymali też niektórzy nowi dowódcy rodzajów naszej armii: generałami broni (tzw. trzygwiazdkowymi) zostali Zbigniew Głowienka i Edward Gruszka, którzy od 20 maja pełnią funkcje dowódcy Sił Lądowych i Dowódcy Operacyjnego Sił Zbrojnych. Z kolei na stopień generała dywizji (tzw. dwugwiazdkowego) prezydent Komorowski powołał trzech wojskowych: Jerzego Biziewskiego – dowódcę 2. Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie, Leszka Cwojdzińskiego – szefa Szkolenia Sił Powietrznych, oraz Janusza Lalkę – szefa Inżynierii Wojskowej Sztabu Generalnego. Dwaj pierwsi objęli swoje stanowiska po katastrofie smoleńskiej, natomiast gen. Lalka urzęduje już 8 lat, zaś obecny awans miał być podobno nagrodą za zorganizowanie pomocy powodzianom.

I trzecia grupa mianowanych przez Komorowskiego oficerów: pułkownicy awansowani na pierwszy stopień generalski – generała brygady (tzw. jednogwiazdkowego). Tutaj mamy cztery nazwiska: Wiesława Grudzińskiego, który po katastrofie smoleńskiej objął dowództwo Garnizonu Warszawa, Stanisława Olszańskiego, od stycznia br. dowodzącego 21. Brygadą Strzelców Podhalańskich, a także Kazimierza Wójcika, od roku pełniącego funkcję zastępcy szefa Sztabu Wojsk Lądowych.

Na złość Ziobrze i Kaczyńskiemu

Czwartym wojskowym uhonorowanym pierwszą gwiazdką jest Krzysztof Parulski. W tym przypadku trudno mówić o jakichkolwiek talentach militarnych, łatwo natomiast dostrzec tło polityczne. Gen. Parulski jest bowiem prokuratorem, w dodatku o bardzo charakterystycznym życiorysie. Służbę w poznańskiej Prokuraturze Wojsk Lotniczych rozpoczął jeszcze w stanie wojennym i po kolejnych awansach doszedł do stanowisk wojskowego prokuratora garnizonowego w Warszawie (w 2002 r.) i zastępcy wojskowego prokuratora okręgowego w Poznaniu (w 2005 r.).

Tej ostatniej funkcji zrzekł się na początku lipca 2007 r. po krytyce jego osoby przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Parulski bowiem od 2002 r. był prezesem Stowarzyszenia Prokuratorów Rzeczypospolitej Polskiej. Organizacja ta kilkanaście dni wcześniej przyjęła “Apel o zachowanie etycznych postaw”, w którym znalazło się m.in. stwierdzenie: “Jesteśmy prokuratorami Rzeczypospolitej Polskiej, a nie partii, rządów czy ministrów. Dla kariery nie ulegajmy politycznym naciskom”. Przez dużą część mediów, na czele z “Gazetą Wyborczą”, apel ten został odczytany jako krytyka rzekomych nacisków na prokuratorów ze strony Ziobry. Wobec Parulskiego wszczęto wówczas postępowanie dyscyplinarne, a w sprawie “Apelu” – śledztwo.

Od tego czasu Parulski był kreowany w mediach na bohatera walki o niezależność prokuratury. Zajmował się głównie promowaniem wizji prokuratury, którą później przyjęła Platforma Obywatelska: rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. A w lutym 2008 r. premier Tusk powołał go na stanowisko naczelnego prokuratora wojskowego, które zajmuje do dziś. Nic dziwnego zatem, że prezydent Kaczyński wielokrotnie odrzucał wnioski ministra Klicha o generalski awans dla Parulskiego. I zarazem trudno oprzeć się wrażeniu, że decyzja Komorowskiego w jego sprawie to swoista nagroda za dotychczasowe śledztwo prokuratury wojskowej w sprawie katastrofy smoleńskiej...

Starzy, ale wierni


Warto zwrócić uwagę, że Bronisław Komorowski w swojej pierwszej generalskiej “transzy” awansował wyłącznie swoich rówieśników – oficerów urodzonych w latach 1951-1957, a więc takich, którzy w perspektywie kilku lat osiągną wiek emerytalny. To praktyka odmienna od tej, jaką rozpoczął Lech Kaczyński, promując wojskowych, którzy nie przekroczyli jeszcze pięćdziesiątki, m.in. dowódcę Wojsk Lądowych gen. Tadeusza Buka, dowódcę Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika (obaj zginęli z prezydentem), czy gen. Romana Polkę, byłego dowódcę GROM i wiceszefa BBN.

Prezydent Kaczyński dążył zatem do odmłodzenia kadry dowódczej naszej armii, przy okazji odstawiając na bok tych oficerów, którzy studiowali w sowieckich uczelniach. Prezydent Komorowski sięga po kadrę starszą, w dodatku stawiając na czele Sztabu Generalnego (gen. Cieniuch), Sił Powietrznych (gen. Lech Majewski) i Marynarki Wojennej (admirał Tomasz Mathea) ludzi kształconych w ZSRR. Takie preferencje personalne w najlepszym razie można tłumaczyć osobistymi znajomościami, jakie w korpusie generalskim wyrobił sobie wiceminister, a później minister obrony Bronisław Komorowski. Ale obecny prezydent pełnił te funkcje w latach 1990-1993 i 2000-2001, a więc jeszcze w czasach, gdy większość generalicji posiadała moskiewskie dyplomy. Jednak od tego czasu nasza armia się zmieniła i nie ma żadnego powodu, by najważniejsze stanowiska obsadzać generałami w wieku przedemerytalnym, którzy połowę życia spędzili w LWP.

Chyba że nowy prezydent boi się młodszej kadry, bo chodzi mu nie o sprawne zarządzanie armią, lecz o budowanie w niej własnego zaplecza, złożonego z ludzi, którzy będą wobec niego lojalni, bo wszystko mu zawdzięczają (przykład gen. Cieniucha jest tu sztandarowy). Taką politykę prowadził już prezydent Wałęsa – czy raczej w jego imieniu Mieczysław Wachowski – tyle że wówczas Polska nie należała jeszcze do NATO, obowiązywała inna konstytucja, a i standardy polityczne III RP dopiero się kształtowały.

Wojna z Klichem?

Najwyraźniej jednak prezydent Komorowski ma ambicję być głównym rozgrywającym w sprawach dotyczących polskiej armii. Świadczy o tym fakt, że na liście generałów awansowanych 15 sierpnia ostatecznie nie znalazło się kilka nazwisk zaproponowanych przez ministra obrony. I to nazwisk nie byle jakich! Chodzi o szefów Służby Wywiadu Wojskowego – płk. Radosława Kujawę, i Służby Kontrwywiadu Wojskowego – płk. Janusza Noska, powołanych przez premiera Tuska ponad dwa lata temu. Generalskiej gwiazdki nie otrzymał też płk Piotr Patalong, były dowódca GROM w czasach rządów PiS, blisko związany z gen. Polką – chociaż nowy prezydent w dniu Święta Wojska Polskiego na wniosek ministra Klicha mianował go Dowódcą Wojsk Specjalnych (nadzorującym m.in. GROM).

Ale największym zaskoczeniem był brak awansu na czwartą gwiazdkę dla gen. Mieczysława Bieńka. Ten były dowódca polskiego kontyngentu w Iraku od dłuższego czasu jest jednym z najbliższych doradców Bogdana Klicha. Dzięki szefowi MON w zeszłym roku uzyskał fotel przedstawiciela Polski przy Komitetach Wojskowych NATO i UE w Brukseli, niebawem zaś ma objąć stanowisko zastępcy dowódcy strategicznego w dowództwie NATO w Norfolk (USA) – najwyższe, jakie Polak będzie pełnił w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Odmowa awansu dla gen. Bieńka to wyraźny sygnał ze strony Komorowskiego, że najwyższym stopniem żołnierzem w polskiej armii może być tylko generał “prezydencki”, a nie “ministerialny”. Czyżbyśmy zatem byli w przededniu wojny o wpływy w wojsku?

Paweł Siergiejczyk
Artykuł ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" Nr 34 (773) z dnia 24 sierpnia 2010 r.


Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości