We wczorajszym programie TVN24, którego fragmenty stacja powtarza w dniu dzisiejszym, Henryka Krzywonos powiedziała różne jawne głupstwa (np. że bezpodstawnie twierdzę, iż Lech Wałesa był agentem SB, gdy prawdziwość moich słów potwierdził przed kilku dniami wyrok sądu), z którymi nie warto polemizować, ale podała również informację, która może zostać uznana za wiarygodną.
Stwierdziła, że byłem współpracownikiem Lecha Wałęsy, podczas jego prezydentury i dopiero, gdy doszło do jakiegoś sporu między nami zacząłem "szukać haków".Insynuacja, jakobym działał z zemsty za usunięcie z dworu Wałęsy jest absolutnie nieprawdziwa.
Faktycznie w końcu kampanii wyborczej otrzymałem propozycję podjęcia pracy w kancelarii prezydenta - "Krzysiu, weź sobie coś", ale już wcześniej podjąłem decyzję o zerwaniu współpracy z Wałęsą i przyjąłem propozycję Jana Krzysztofa Bieleckiego zostania doradcą premiera (Bielecki mówił mi, że Wałęsa miał o to do niego pretensje). Od tej chwili, a więc przed oficjalnym objęciem przez Wałęsę urzędu, nie ukrywałem mojego krytycznego stosunku do człowieka, którego forsowałem na prezydenta tylko dlatego, żeby jak najszybciej zakończyć haniebny epizod prezydentury Wojciecha Jaruzelskiego.
Konkludując - to nie Wałęsa mnie od siebie odsunął, a ja podjąłem z nim jawny spór w trosce o interes państwa. Nigdy niczego Wałęsie nie zawdzięczałem i nasze stosunki były wyłącznie jednostronne - to on zawdzięczał mi tak wiele, że dzisiaj mam z tego powodu poczucie winy.
Krzysztof Wyszkowski


Komentarze
Pokaż komentarze (2)