polskaiswiat polskaiswiat
251
BLOG

Bohaterowie wielkiego strajku w komunikacji trójmiejskiej

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 1

 

Wyjeżdżając swoim tramwajem nr 15, Henryka Krzywonos nie mogła "rozpocząć" strajku, gdyż wcześniej od niej, od samego rana, od godziny 4.00-4.30, na trasy nie wyjechali kierowcy z zajezdni autobusowej przy ul. Karola Marksa w Gdańsku

 


To nie Henryka Krzywonos rozpoczęła strajk w komunikacji w Gdańsku w sierpniu 1980 roku. Budowana od lat legenda o tramwajarce ma niewiele wspólnego z prawdą historyczną.

W czwartek, 14 sierpnia 1980 r., w obronie bezprawnie zwolnionej z pracy Anny Walentynowicz rozpoczęli strajk pracownicy Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Następnego dnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, do protestu stoczniowców przyłączyła się trójmiejska komunikacja. Miało to szczególne znaczenie, ponieważ komunikacja to "nerw miasta". Można było udawać, że w stoczni nic się nie dzieje, ale stojące tramwaje i autobusy widział każdy przechodzień. Był to widomy znak, że strajk trwa.

Legenda i fakty

Zebrane relacje świadków i opublikowany przez Stanisława Stencla artykuł w "Biuletynie Związkowym Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej w Gdańsku" z sierpnia 2001 r. przeczą budowanej uporczywie od lat legendzie, jakoby tramwajarka Henryka Krzywonos - zatrzymując na trasie swój tramwaj linii nr 15 - rozpoczęła strajk komunikacji miejskiej w Gdańsku, a nawet w Trójmieście. Wyjeżdżając na trasę swoim tramwajem (dopiero później go zatrzymała), nie mogła "rozpocząć" strajku, gdyż wcześniej od niej, od samego rana, od godziny 4.00-4.30, na trasy nie wyjechali kierowcy z zajezdni autobusowej przy ul. Karola Marksa (obecnie gen. Józefa Hallera) w Gdańsku.

W poprzek bramy...

O godzinie 4.07 kierowca Marian Posyniak miał wyjechać z bazy na trasę, zamiast tego stanął autobusem w poprzek bramy i zablokował wyjazd. To był akt wielkiej odwagi w ówczesnych realiach! Kto pamięta o Marianie Posyniaku? Zostały spisane postulaty (głównie dotyczące poprawy warunków pracy i płacy w zakładzie), wybrano Komitet Strajkowy, którego pierwszym przewodniczącym został Jan Wojewoda, a wiceprzewodniczącym Witold Nowak. Postulaty przedłożono dyrektorowi Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Gdańsku Janowi Zdancewiczowi.

W sercu komunikacyjnego strajku

Drugim zakładem komunikacji miejskiej w Gdańsku, którego pojazdy nie wyjechały od rana w pamiętny piątek, 15 sierpnia, na trasę, była zajezdnia tramwajowa w Gdańsku Wrzeszczu przy ulicy Wita Stwosza, niedaleko Uniwersytetu Gdańskiego. Odegra ona szczególną rolę w strajku komunikacji miejskiej. Warto przytoczyć relację Władysława Olkowicza, wówczas mistrza zajezdni: "Motorniczowie, którzy rano przyjechali do pracy nocnymi autobusami i tramwajami, nie wchodzili na dyspozytornię i nie pobierali kart wyjazdu. (...) W pewnym momencie zjawił się dyrektor Zakładu Tramwajowego Konrad Stróżański, który zaczął groźbami nakłaniać do podjęcia pracy. Natychmiastowym zwolnieniem z pracy straszył motorniczego Stanisława Kinala, którego skład tramwajowy był ustawiony jako pierwszy do wyjazdu". Nikt jednak nie uległ groźbom dyrektora i nie wyjechał na trasę. Postulaty załogi przedstawiono dyrektorowi Zdancewiczowi i sekretarzowi Komitetu Zakładowego PZPR Sewerynowi Górskiemu. Przewodniczącym Komitetu Strajkowego został motorniczy Stanisław Bagnecki.

Przyłączyli się

Motorniczowie - między innymi Henryka Krzywonos - z dwóch pozostałych zajezdni tramwajowych: w Gdańsku Nowym Porcie i przy ulicy Łąkowej - wyjechali tego dnia jak zwykle na trasę. Dopiero zorientowawszy się, że nie kursują tramwaje z Wrzeszcza i że strajkuje zajezdnia autobusów przy Karola Marksa, przyłączyli się do trwającego już protestu.

W Gdyni

Inaczej wyglądał początek strajku komunikacji miejskiej w Gdyni, gdzie 15 sierpnia autobusy i trolejbusy normalnie wyruszyły w miasto. W Zakładzie Autobusowo-Trolejbusowym przy alei Zwycięstwa w Gdyni Redłowie wiedziano o rozpoczęciu dzień wcześniej strajku w Stoczni Gdańskiej. Pracownicy rozmawiali ze sobą na ten temat, wymieniali uwagi, komentowali. Żywa była jeszcze pamięć rewolty robotniczej w grudniu 1970 roku. Pracownicy komunikacji nie strajkowali wówczas, chcąc dowieźć ludzi na demonstracje, rozwieźć do domów. Pamiętano dobrze sposób "podziękowania" przez władze za postawę w grudniu 1970 roku. Po Grudniu władza wywiesiła w zakładzie, na tablicy ogłoszeń, "podziękowanie za obywatelską postawę i nieuleganie wichrzycielom". To oburzało, upokarzało i denerwowało pracowników gdyńskiej komunikacji, którzy nie zgadzali się z taką interpretacją, uderzającą w ich godność i poczucie solidarności z protestującymi wtedy stoczniowcami.
Po rozwiezieniu ludzi do pracy, między godz. 9.00 a 10.00 (w tym samym mniej więcej czasie zawiązywał się strajk w innych gdyńskich zakładach: Stoczni im. Komuny Paryskiej, Zarządzie Portu i Stoczni Remontowej "Nauta"), pojazdy komunikacji miejskiej zaczęły zjeżdżać do bazy. Po rozpoczęciu akcji protestacyjnej wybrano delegację przedstawicieli na rozmowy do zajezdni tramwajowej w Gdańsku Wrzeszczu.

W akcie solidarności

Pierwsze spotkanie przedstawicieli komitetów strajkowych WPK z Gdańska i Gdyni z władzami województwa i kierownictwem zakładu odbyło się tego samego dnia o godz. 12.00 w sali konferencyjnej Zakładowego Domu Kultury "Tramwajarz". Oprócz dyrektora Zdancewicza uczestniczył w nim m.in. wicewojewoda gdański Włodzimierz Koenig oraz Kordian Borejko, dyrektor Wojewódzkiego Zjednoczenia Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Rozmowy przeciągały się, kontynuowano je w zajezdni przy Karola Marksa, ale już bez delegatów spoza Gdańska, którzy rozjechali się do swoich zakładów. Porozumienie zawarto w sobotę, 16 sierpnia, wieczorem. Ze strony strajkujących podpisał je Jan Wojewoda. Tadeusz Fiszbach, I sekretarz KW PZPR w Gdańsku i przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku, zagwarantował wszystkim pracownikom 50-procentową podwyżkę oraz to, że nie będą podejmowane jakiekolwiek działania represyjne wobec strajkujących po zakończeniu protestu. Warunkiem otrzymania podwyżki miało być przystąpienie komunikacji do pracy. Strajk nie został jednak przerwany. Autobusy i tramwaje w Gdańsku i Gdyni nie wyjechały na miasto. Mimo korzystnych warunków porozumienia o kontynuacji strajku zadecydowała solidarność ze strajkującą stocznią.
Po decyzji załóg o odrzuceniu porozumienia i kontynuowaniu protestu w poniedziałek, 18 sierpnia, z przewodzenia Komitetowi Strajkowemu zajezdni autobusowej przy Karola Marksa odwołano Jana Wojewodę, zastąpił go Stanisław Gorzelany.

Borusewicz i Kwoka

Istotny wpływ na kontynuowanie akcji strajkowej przez komunikację miejską w Trójmieście miała umowa zawarta przez reprezentującego strajkujących w zajezdni autobusowo-trolejbusowej przy alei Zwycięstwa w Gdyni Zenona Kwokę z Bogdanem Borusewiczem, który nocą z 15 na 16 sierpnia - ubrany jak stoczniowiec w kombinezon i żółty kask - przybył do tej zajezdni. Podczas nocnego spotkania postanowiono, że "WPK nie zakończy strajku bez stoczni, a stocznia bez WPK"! Jeszcze nie było nazwy "Solidarność", lecz solidarność już żyła!

Koń trojański

Trudnym momentem dla tej solidarności strajkujących w sierpniu 1980 r. załóg zakładów pracy była misja wicepremiera Tadeusza Pyki. We wtorek, 19 sierpnia, rozpoczął on rozmowy z poszczególnymi komitetami strajkowymi, z pominięciem MKS. W Sali Herbowej Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku prowadził rozmowy z przedstawicielami siedemnastu zakładów pracy (m.in. Gdańskiej Stoczni Remontowej, Stoczni Północnej, Zarządu Portu Gdańsk). W czasie tych rozmów przedstawiciele uczestniczących w rozmowach z Pyką przedsiębiorstw próbowali skłonić załogi strajkujących zajezdni do rozpoczęcia pracy. Próby te spotykały się ze zdecydowaną odmową, a "wysłanników Pyki" odesłano na rozmowy do jedynego reprezentanta strajkujących - MKS w Stoczni Gdańskiej.
Po kilku dniach misja Pyki zakończyła się fiaskiem. Strona rządowa zdała sobie sprawę, że nie uda się ugasić rozszerzającej się akcji strajkowej bez uznania MKS i podjęcia rozmów. Komisja rządowa, pod przewodnictwem kolejnego wicepremiera Mieczysława Jagielskiego, rozpoczęła w sobotę, 23 sierpnia, wieczorem rozmowy z MKS, który w momencie ich rozpoczęcia skupiał już 388 zakładów pracy! W niedzielę, 31 sierpnia 1980 r., podczas podpisywania Porozumień Gdańskich do MKS w Stoczni Gdańskiej należało już 800 zakładów pracy!

Nie jedziemy!

W trakcie pierwszego spotkania MKS uchylił się od merytorycznych pertraktacji, gdyż władze, wbrew obietnicom, nie przywróciły telefonicznej łączności Gdańska z resztą kraju, a wicepremier odrzucił żądania polityczne. Kolejny raz okazało się, jak ważny dla powodzenia strajku jest udział w nim komunikacji miejskiej. Potwierdzeniem tego jest fakt, że na zakończenie spotkania uczestniczący w rozmowach sekretarz PZPR Fiszbach zaproponował, aby "dla podkreślenia dobrej woli Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego" z zajezdni wyjechały na miasto tramwaje i autobusy. Z oczywistych względów strajkujący nie przystali na tę propozycję, byłby to bowiem fałszywy sygnał dla społeczeństwa.

Wotum nieufności dla Krzywonos

Henryka Krzywonos nie została formalnie delegowana przez załogę zajezdni w Nowym Porcie do MKS, mimo to podczas sierpniowego strajku reprezentowała WPK Gdańsk w Prezydium MKS. Dzięki temu 31 sierpnia 1980 r. została sygnatariuszką porozumień gdańskich. Po zakończeniu wielkiego strajku we wrześniu 1980 r. Komitet Założycielski NSZZ "Solidarność" w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Gdańsku odwołał ją - oficjalnym pismem do Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego w Gdańsku - nie chcąc, aby dalej reprezentowała pracowników WPK w najwyższym gremium związkowym.

Arkadiusz Kazański


Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN Gdańsk.



Polecam  Nagranie z wiosny 2010 roku w domu Ani Walentynowicz. Rozmowa dotyczy załamania się strajku 16 sierpnia 1980 r. w Stoczni Gdańskiej

 

www.youtube.com/watch

 

 

 

Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości