NaszaPolska.pl
Prezydent Bronisław Komorowski porównał Statuę Wolności, której – mówił – wszyscy Amerykanom zazdroszczą, do portowych i stoczniowych dźwigów.
To już nie jest zwykła gafa, prezydent Bronisław Komorowski podczas szczecińskich uroczystości upamiętniających 30. rocznicę porozumień sierpniowych i założenia Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” oświadczył, że nie tylko Amerykanie mają swoją Statuę Wolności, której wszyscy im zazdroszczą, on widzi ją także u nas: „są nią portowe i stoczniowe dźwigi, które wznoszą Polskę wysoko”. Słyszeli prezydenta wszyscy, którzy przyszli na spotkanie i pewno zdrętwieli na te słowa, nie bucząc jednak i niczego nie wykrzykując, mimo że dźwigi stoczniowe stoją martwe i mogą symbolizować co najwyżej statuę upadłości, złodziejstwo elit i ludzką wielką krzywdę. Natomiast dwa dni później, podczas uroczystości w Gdańsku pan prezydent oświadczył, że „Solidarność” to Wałęsa, czego nie skomentujemy...
Można ludziom zabełtać w głowach
W Szczecinie, mimo gorzkich dla stoczniowców słów, jeszcze ludzie wytrzymali i zachowywali się podczas spotkania nad wyraz kulturalnie.... Szczecińskie przemówienie prezydenta transmitowała telewizja i nie mogło być mowy, żeby dokładnie tego, co mówił Komorowski, nikt nie usłyszał. Ale co tam, że ludzie usłyszeli! Mając w rękach środki przekazu, można przecież zabełtać im w głowach, może uwierzą, że słyszeli coś innego? Do dzieła zabrała się m.in. „Gazeta Wyborcza”. W relacji dziennikarzy „GW” prezydent mówił wyłącznie o dźwigach portowych. Można przypuszczać, że jakiś sztab mądralińskich poczynił odpowiednie wysiłki, żeby można było przykryć fatalny zgrzyt i brak wiedzy Komorowskiego, podobno herbu Korczak, podobno z wykształcenia historyka, którego wiedza nie tylko o gospodarce, ale teraz - jak się okazało - i o najnowszych dziejach Polski mocno kuleje, jakąś większą awanturką, w trakcie rocznicowych obchodów. I taka awanturka nastąpiła następnego dnia w Gdyni. Spuśćmy na to zasłonę milczenia.
Jest cenzura!
Mamy czy nie mamy dzisiaj cenzury w III RP? Okazuje się, że cenzura jest! Ponieważ niemal wszystkie portale internetowe 30 sierpnia br. wyrzuciły z przemówienia prezydenta słowo „stoczniowe”, pozostawiając „portowe”. Nie złamał się tylko onet.tv. Każdy wie, nawet dziecko z pierwszej klasy szkoły podstawowej, że to jednak nie w portach zawiązała się „Solidarność” i że nie obalił komunizmu Wałęsa, przeskakując przez płot. Świętej pamięci Anna Walentynowicz, która często gościła w redakcji „Naszej Polski” (była przyjaciółką Marii Adamus, szefowej Wydawnictwa „Szaniec” wydającego nasz tygodnik), mówiła nam, że Wałęsę „na strajk” przywieziono motorówką Marynarki Wojennej. Widziałby z niej doskonale portowe dźwigi. Nie nadają się one, tak samo jak dźwigi stoczniowe, w żaden sposób na polską Lady Liberty, jak pieszczotliwie o Statule Wolności w Stanach Zjednoczonych się mówi. Dobrze, że LL tego, co mówił Komorowski, nie usłyszała, bo mogłaby prezydenta zniczem huknąć w głowę! Statua Wolności, amerykański pomnik narodowy, stojący na Elis Islad u wrót Nowego Jorku, który Amerykanom podarowali ponad sto lat temu Francuzi, ma także nieść nowojorczykom radość i szczęście. LL i dźwigi na polskim słaniającym się gospodarczo Wybrzeżu, co za pomysł!
Porty – też zgryzota
Jaką wolność i szczęście niosą portowe dźwigi w naszych portach w Szczecinie, Świnoujściu, Gdyni i Gdańsku? I one, nie tylko stoczniowe, niosą sporo zgryzoty, ponieważ znaczenie portów morskich dla rozwoju gospodarczego kraju jest niedoceniane. Było (krótko), ale się zbyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej. Polska odwróciła się od morza, nikt się nie kwapi, żeby odtworzyć i rozbudować potencjał gospodarczy związany z morzem. W rywalizacji o klientów i ładunki ważny jest dostęp do portów z zewnątrz – powtarzają od lat na całym Wybrzeżu. Ale mimo tego nie zadbano dobrze o nasz szlak przewozowy Północ – Południe. Tymczasem Niemcy zabiegają o wzmocnienie europejskiego korytarza transportowego u siebie. Np. o trasę z Rostoku do Berlina, żeby na nią trafiały ładunki ze Skandynawii, a nie do Szczecina, który więdnie w oczach, ani do Trójmiasta. Nas spotkaniach od dawna pokazują mapy przedstawiające spływy towarów do korytarza Rostok – Berlin – Praga – Brno – Wiedeń – Zagrzeb – Lublana, dokąd mogą docierać także transporty lądem z Polski. Autostrada (A1) miała być wybudowana już piętnaście lat temu, budują ją powoli i co słyszymy? Że w dzień drogowcy utwardzają drogę kruszywem, w nocy kruszywo wydłubują, w jego miejsce sypią piach, kruszywo ładują na samochody i kradzione znów sprzedają na budowę A1. Zamiast maszyn na drodze urzędują więc funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, mają wiercić otwory, żeby się przekonać, co też znajduje się na całej długości dotychczas zbudowanej drogi – pokruszone skały dolomitowe czy zwykła ziemia? Wyraźnie porty w Polsce, żeby stać się konkurencyjne wobec portów zagranicznych (Rosjanie też rozbudowują szybko swoją bazę) zupełnie nie mają szczęścia.
Nie zależy nam na pieniądzach?
Ładunki z krajów, które nie mają dostępu do morza, takich jak np. Słowacja, Czechy, Białoruś czy Ukraina (bez dostępu do Bałtyku), a także ładunki z Polski uciekają samochodami do portów niemieckich, a wraz z nimi miliony złotych. Jest tak, jak było zaplanowane na początku lat 90., kiedy eksperci Banku Światowego uświadamiali Polakom na konferencjach, żeby nie kombinowali budowy u siebie jakiegoś portu hub, ważnego dla całego regionu, bo porty polskie mogą być tylko niewielkimi i niewiele znaczącymi portami komplementarnymi w stosunku do portów w Hamburgu, Rotterdamie, Amsterdamie czy Antwerpii. Zresztą, z czym do gości: stan infrastruktury portowej mamy marny. Hamburg nazywany jest już największym polskim portem kontenerowym, ponieważ przez ten port przechodzi do Polski więcej kontenerów niż przez wszystkie polskie portowe terminale razem. Ten niemiecki port oraz infrastruktura drogowa i kolejowa, z którą się łączy, znacznie rozbudowano w ostatnich latach. Polskie firmy wolą przeładowywać towary w Hamburgu czy w portach holenderskich, ponieważ obowiązuje tam za wymienioną usługę zerowa stawka VAT, a u nas w wysokości 22 proc.
Wyniszczająca konkurencja polsko-polska
Na dodatek w polskich portach stworzona została wyniszczająca konkurencja polsko-polska. Na przykład porty w Gdyni i Gdańsku powinny być jednością ekonomiczną i działać wspólnie, a konkurują w przeładunkach kontenerowych. W tym roku w polskich portach nastąpiło na szczęście ożywienie. W lipcu br. na nabrzeżach administrowanych przez Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA, przeładowano aż o 47,5 proc. więcej ton ładunków niż w analogicznym czasie 2009 r., przede wszystkim wzrósł przeładunek węgla. Lepsze wyniki, niż w 2009 r. ma też Deepwater Container Terminal Gdańsk, który jest jedynym terminalem na Bałtyku obsługującym wielkie duńskie statki Maers Line realizujące bezpośrednie połączenia żeglugowe z dalekiego wschodu (terminal posiada niezamarzający kanał o głębokości 17 m). Bez inwestycji zagranicznych polskie porty przedstawiałyby obraz nędzy i rozpaczy. Każdy przyzna, że porównanie dźwigów portowych do statuy z Elis Island, to po prostu zwyczajne majaczenie.
Licytacje majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie
Stoczniowe dźwigi, jako polska Statua Wolności jest majaczeniem do kwadratu. Dawna Stocznia Szczecińska oraz Stocznia Gdynia usiłują wyprzedać swój majątek w wolnych, nieograniczonych przetargach, tak jak nakazała Komisja Europejska, uznając pomoc państwa dla tych stoczni za nielegalną (stocznie unijne otrzymały znacznie więcej takiej pomocy znacznie wcześniej). Kolejna procedura sprzedaży majątku kadłubka po wymienionej Stoczni o nazwie Stocznia Szczecińska Nowa Sp. z o.o. już 21 września br. Natomiast kolejną licytację nieruchomości majątku Stoczni Gdynia SA, która ukończyła produkcje statków w ub. roku, zaplanowano na 15 września br. (oferta za łączną sumę 166 mln 836 tys. zł). A jeśli majątek nie zostanie upłynniony, powtórkę aukcji zapowiedziano na 18 października br. Pod młotek ma iść duży dok i ośrodek wypoczynkowy w Wieżycy.
Gorzka uroczystość „Solidarna Gdynia”
Podczas poprzednich licytacji sprzedano m.in. rejon prefabrykacji kadłubów i mały suchy dok. Za kilka dni odbędzie się również przetarg na nieruchomości biurowe i magazynowe Stoczni. W ubiegłym tygodniu prezydent miasta Gdyni – Wojciech Szczurek zaprosił stoczniowców na gorzką dla nich uroczystość pt. Solidarna Gdynia, a w gazetach przypomniano, że przed trzydziestoma laty niezawodnym sojusznikiem strajkującej Stoczni Gdańskiej (wówczas im. Lenina) była Stocznia Gdynia i że bez niej nie byłoby zwycięstwa oraz 19 z 21 postulatów. Stocznia Gdańska sprzedana została Industrialnemu Sojuszowi Donbasu, którego majątek, także majątek kilku dużych firm wchodzący w skład korporacji ISD, aresztowały służby ministerstwa sprawiedliwości za długi wynoszące łącznie 3 mld dolarów – doniosła agencja ukraińska MinProm.
Co będzie – pokaże czas (bo już na nic nie mamy wpływu)
Na razie nie mówi się nic o aresztowaniu majątku Stoczni Gdańskiej. Okazało się, że rosyjski miliarder Aleksander Katunin, który miał spłacić długi ISD wycofał się z tej obietnicy. Wiosną br. Stocznia Gdańska, uciekając od zagrożeń dłużnych korporacji, zmieniła nazwę z Gdańsk Stocznia Group, na ISD Stocznia, ale nie wiadomo, czy ten zabieg pomoże. Od tego roku – wyjaśniają w Gdańsku, Stocznia Gdańska nie należy oficjalnie do holdingu ISD, ale do spółki Gdańsk Shipyard Group (75 proc.) – spółki kontrolowanej przez Siergieja Tarutę (zwolennika Julii Tymoszenko i może mieć kłopoty z innym premierem), Witalija Hajduka i Oleksandra Mkrcztana. Mniejszościowym udziałowcem Stoczni Gdańskiej (25 proc.) jest państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu. Jednak wymienieni Ukraińcy są właścicielami 49,99 proc. korporacji ISD, na czele Rady Dyrektorów tego holdingu stoi Taruta, a Mkrcztan kieruje jego działalnością operacyjną. Mogą się im dobrać się skóry. Ale co tam, słynna sala BHP, kolebka kolebki „Solidarności”, w której podpisano Porozumienia Sierpniowe została wyremontowana: zmieniono w niej okna, dach i całą instalację. Wszystko wewnątrz jest tak, jak było kiedyś. Na stole prezydialnym leży zielone sukno, usunięto tylko gipsowe popiersie Lenina, które zastąpiono rzeźbą przedstawiającą stoczniowca, zawód u nas wymierający.
Wiesława Mazur
Artykuł ukazał się w "Naszej Polsce" Nr 36 (775) z 7 września 2010 r.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)