0 obserwujących
570 notek
371k odsłon
  222   0

Szkodnictwo Platformy w Gdańsku

NaszaPolska.pl


"Działania Platformy zaczęły się od kumoterskich układów i żałosnej zabawy w załatwianie kolegom stołków. Sławomir Nowak, przyboczny Tuska, mianowany przez niego na pełnomocnika rządu ds. Westerplatte, powołał na dyrektora Muzeum Westerplatte swojego przybocznego, Macieja Krupę, który publicznie miał odwagę mówić, że historia w ogóle go nie interesuje..." - powiedział "NP" M. Wójtowicz-Podhorski. Tylko na Naszapolska.pl całość wywiadu o gdańskiej PO i jej "pamięci" o Wrześniu'39.

Z Mariuszem Wójtowiczem-Podhorskim, prezesem Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, autorem monografii „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz.

- Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte nie jest faworytem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza z PO i gdańskich muzeów…

- Muzeum Historyczne Miasta Gdańska to ludzie prezydenta miasta Gdańska. Nie wychylą się poza ton nadawany przez niego i partyjną strategię Platformy Obywatelskiej. W żaden sposób nie mogliśmy nawiązać owocnej współpracy z tymi instytucjami. Jedyne, co nas spotkało, to np. nasyłane na nas kontrole różnych służb wtedy, gdy posiadając odpowiednie zezwolenia, czyściliśmy historyczne torowiska Westerplatte i usuwaliśmy z nich kilkumetrowe drzewa. Proponowaliśmy prezydentowi Adamowiczowi m.in. stworzenie ciekawych ekspozycji na Westerplatte z wykorzystaniem naszych zbiorów i zabytków oraz z udziałem rekonstruktorów. Nie było żadnego zainteresowania. Muzeum II Wojny Światowej to także ludzie Platformy. Jedyna propozycja z ich strony to oddanie naszych zbiorów, w tym zabytkowych armat i porcelany z Westerplatte, na własność Muzeum. Nie mogą nam chyba po prostu wybaczyć, że nasz projekt Muzeum Westerplatte świetnie się rozwijał, a było to za czasów rządów PiS, kiedy pojawiła się szansa na rewitalizację Westerplatte i miejsc związanych z obroną Wybrzeża i Polski.

- Nie dawno byłeś często cytowany przez media w kontekście Twojego sporu z reżyserem Chochlewem, niedoszłym zdaje się twórcą filmu "Tajemnica Westerplatte". Czy możesz przypomnieć Czytelnikom „Naszej Polski” istotę sporu o ten film?

- Miałem wątpliwą przyjemność czytać i recenzować scenariusz do tego filmu. Był wyjątkowo słaby, a sama wymowa treści antypolska i antypatriotyczna. Tu nie chodziło tylko o to, że polscy żołnierze byli przedstawieni jako zasikani, wystraszeni, zapijaczeni młodzi mężczyźni, czy złodzieje kradnący jedzenie kolegom. Film miał ośmieszyć patriotyzm i polskość, sens walki w obronie Ojczyzny. Nie ukrywał tego sam Chochlew, scenarzysta i reżyser filmu, który na szczęście nie powstanie. Przy okazji: ponieważ pieniądze na ten film – konkretnie 3,5 mln, pochodziły z budżetu, a więc i z moich pieniędzy – mam pytanie co się z nim stało, czy ktoś został rozliczony za to, że ten gniot nie powstał, a kilka milionów złotych utopiono na Litwie w dekoracje z tektury?

Sprawa filmu to niemiły dla mnie okres. Zostałem wielokrotnie pomówiony przez Chochlewa w sprzyjających mu polskojęzycznych mediach. Zarzucił mi m.in. to, iż mówiłem że Sucharski był homoseksualistą i sowieckim agentem. W rzeczywistości jest to kłamstwo, które miało rozkręcić medialną burzę z korzyścią dla Chochlewa i spółki. Takie słowa o mjr. Sucharskim nigdy nie padły z mojej strony podczas mojego jedynego spotkania z Chochlewem. Zarzucano mi w mediach opierając się na tym co mówił Chochlew, że na spotkaniu z nim pojawiłem się w mundurze oficera II RP. Nikt nie wyjaśnił tego, że spotkanie miało miejsce tuż po inscenizacji historycznej, gdzie odtwarzałem rolę lekarza z Westerplatte, kpt. Słabego. Jak „żołnierzy wyklętych” opisywano mnie jako człowieka z czapką naciągniętą na oczy. Bzdurą jest też to, że miałem rzekomo w tym czasie pisać własny scenariusz
filmu. Ponieważ uważam Chochlewa za pozbawionego zdolności honorowej odpuściłem sobie procesowanie się z tą osobą. Zbyt byłem w tym czasie zajęty kończeniem mojej monografii „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia”, którą przygotowywałem przez ostatnich pięć lat.

- Jednak nowy film o Westerplatte jest potrzebny. Była rocznica, a polskie kino nic nie urodziło. Może „lepszy rydz niż nic”?...

- Film miał mieć swoją premierę w 70 rocznicę niemieckiej napaści na Polskę przed kanclerz Merkel i premierem Putinem podczas uroczystości na Westerplatte. Czytałem, że w powstanie filmu szkalującego polskich obrońców mieli być zaangazowani ludzie związani z PO. Sam Chochlew ponoć jest związany z ludźmi z łódzkiego PO. To by wiele tłumaczyło. Sam pamiętam zachwyt nad scenariuszem kilku polityków PO i osób związanych z tą partią. Zmienili swoje zdanie po tym jak mogłem przedstawić swoją recenzję scenariusza napisaną na ich prośbę. Być może przeciwstawiając się powstaniu tego filmu nie dałem zarobić kilku osobom, stąd te wyjątkowo ordynarne komentarze w gazetach na temat mojej osoby pisane przez dyżurnych dziennikarzy, jak i swoista cenzura medialna nałożona na informacje o mojej książce o Westerplatte.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale