polskaiswiat polskaiswiat
242
BLOG

Fałszywa analogia

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Nasz Dziennik

 

Dokonane przez "Gazetę Wyborczą" porównanie umiejętności rosyjskich lotników, którzy we wtorek szczęśliwie wylądowali w tajdze samolotem Tu-154 po jego awarii, do umiejętności polskich pilotów wojskowych z tragicznego lotu z 10 kwietnia br. - sugeruje odbiorcy, jakoby mniejsze doświadczenie Polaków mogło przyczynić się do katastrofy pod Smoleńskiem. Tymczasem taka analogia jest nieuprawniona i wprowadza w błąd.

W tekście "Bohaterowie z rosyjskiego tupolewa" w piątkowej "GW" można przeczytać: "41-letni pilot Jewgienij Nowosiołow, który wylatał w powietrzu 8,5 tys. godzin (dla porównania kapitan prezydenckiego tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku, miał nalot 3,5 tys. godzin), szukał miejsca do awaryjnego lądowania (...). (...) wreszcie stanął w błotnistej ziemi i dowódca ogłosił, że udało się wylądować (...)". I w dalszej części tekstu: "rosyjska załoga była o wiele bardziej doświadczona od pilotów prezydenckiego Tu-154".
Zapytaliśmy, co o tym porównaniu sądzą piloci. Przede wszystkim zgodnie podkreślają, że sama liczba wylatanych godzin w żadnym razie nie świadczy o umiejętnościach pilotów - bo w przypadku Rosjan za sterami siedzieli cywile, a polska załoga to lotnicy wojskowi. Specyfika ich pracy jest odmienna. Jedno można stwierdzić na pewno: załodze rządowego Tu-154M nie brakowało ani umiejętności, ani doświadczenia.
- Nie jest to prawidłowa analogia. W jednostkach lotniczych Wielkiej Brytanii piloci z nalotem takim samym jak mjr Protasiuk latają boeingami z najważniejszymi osobami w państwie. Godzina godzinie nierówna. Nalot mjr. Arkadiusza Protasiuka, już po tym jak uzyskał uprawnienia kapitana na Tu-154M, to kilkaset lądowań, zarówno w USA, jak i wielokrotnie w Smoleńsku. Odbywał on loty zarówno transatlantyckie, jak i krajowe. Loty zarówno z prezydentem, jak i z ogromną ilością ciężkiego sprzętu ratowniczego. Kapitan Protasiuk był pilotem oblatywaczem i instruktorem na Tu-154M. Szkolił się ponad 20 lat, a na Tu-154M latał od 13 lat. To ogromne doświadczenie - zauważa dr Tadeusz Augustynowicz, koordynator lotnisk wojskowych i wieloletni pracownik PLL LOT, menedżer Cargo Terminal London Heathrow Airport.
Pilot wojskowy dr mjr Michał Fiszer podkreśla, że aby porównać umiejętności pilota wojskowego, jakim był mjr Arkadiusz Protasiuk - kapitan polskiej załogi, i cywilnego, trzeba uwzględnić nie tylko liczbę wylatanych godzin, ale przede wszystkim liczbę startów i lądowań, gdyż przy nabywaniu doświadczenia ważne są wszystkie przećwiczone sytuacje. - Z reguły wojskowe statki powietrzne mają krótsze loty niż pasażerskie, ta liczba godzin jest więc myląca - mówi mjr Fiszer. - Godziny nabite w locie z włączonym automatycznym pilotem też zwiększają doświadczenie, ale w mniejszym stopniu. Doświadczenia najbardziej nabywa się w czasie startów, wykonywania manewrów lądowania i w czasie lotu, kiedy rozwiązuje się różne szczegółowe zadania - zauważa pilot. Jak dodaje, z tych powodów nie można na podstawie sytuacji, w jakiej znalazły się obie załogi, wyciągać absolutnie żadnych wniosków co do winy pilota, ponieważ warunki i okoliczności lotu były zupełnie inne.
Także wieloletni pilot PLL LOT kpt. Janusz Więckowski podkreśla, że inne było i lotnisko, i okoliczności lądowania. Jak zauważa, 3,5 tys. wylatanych godzin również świadczy o dużym doświadczeniu, a błąd może popełnić także pilot z 8,5 tys. godzin nalotu. - Dla nabywania doświadczenia ważne są liczby godzin lotu oraz liczba lądowań, to się ze sobą wiąże, ponieważ z liczby godzin wynika też liczba lądowań. Oczywiście lepiej jest, jeśli ktoś ma 8,5 tys. godzin, jednak i przy takiej ilości można popełnić błąd - zaznacza kpt. Więckowski. Jak dodaje, istotny jest fakt, że polski samolot stał się w pewnym momencie niesterowny, a Rosjanie do końca sterowali samolotem. - Polacy to byli bardzo doświadczeni piloci, bardzo dobra załoga i nie wierzę, że brak doświadczenia jest przyczyną tragedii - mówi.
Zdaniem innego pilota wojskowego, chcącego zachować anonimowość, tego typu sugestie medialne dotyczące przyczyn tragedii to "stek bzdur".
Dodajmy, że w tym samym numerze "GW", na pierwszej stronie, znajduje się także list częsci rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w sprawie pielgrzymki do Smoleńska, który miała podpisać również rodzina mjr. Protasiuka. Dziesięć stron dalej opluwa się dobre imię tego samego pilota, zestawiając go z rosyjskimi gierojami.
 

Paweł Tunia
Współpraca Marta Ziarnik

Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości